Guilin, Longji i Yangshuo

010 Rybacy na rzece Li

Na przełomie Nowego Roku wyjechaliśmy do Guilinu i Yangshuo. Od dawna chciałem rodzinie pokazać te surrealistyczne krasowe krajobrazy, które dzieciaki znają z Kung-fu Pandy (a ja je pamiętam jeszcze z Dooma). Wycieczka udała się znakomicie.

Czytaj dalej

Reklamy

Świątynia Miejskich Bogów

Czytaj dalej

Powrót na Jizhou

Niedawno miałem okazję wrócić na wyspę Jeju. O ile za pierwszym pobytem zobaczyłem na niej to, co chcieli mi pokazać Koreańczycy (w trakcie pisania książki), to tym razem miałem na wyspę ogląd chiński, gdyż przyjechałem z zakładową wycieczką z Szanghaju. Czytaj dalej

Spacerkiem po Dalianie

Na zakończenie serii daliańskiej (było już o batach, o jeżowcach i o Port Arthur), wrzucam zdjęcia z samego miasta Dalian. Muszę przyznać, że bardzo mi się tam podobało. Powietrze jest znacznie lepsze niż w Szanghaju. Miasto ma ludzką, europejską skalę, a północna kuchnia bardziej mi podchodzi. Stara kolonialna zabudowa skłania do spaceru, w czasie którego można sobie powyobrażać jak to wszystko wyglądało kiedyś.

Czytaj dalej

Mogan Shan, zagubione letnisko Szanghaju

kfiatkiPrzypadki mówią do człowieka. Dopiero co zafascynowałem się historią Gan Jianga i Mo Ye, a tu się okazało, że na weekend mogę wyskoczyć w doborowym towarzystwie na Górę Mogan (莫干山), na której słynna para rzekomo wykuła swa dwa nagie miecze. Czytaj dalej

Nie londyński most

Obrazek

Wyobraźcie sobie, że w Warszawie zbudowano kopię londyńskiego Tower Bridge. Toczka w toczkę, jeden do jednego. Łatwo zgadnąć, co by z tego wynikło: zaraz telewizje obśmiałyby cały pomysł jako niezawodny dowód naszych narodowych kompleksów i przykład ogólnego wieśniactwa Polaków. Paru felietonistów miałoby gotowy temat, politycy – samograj, a portale internetowe upichciłyby 1001 galerii porównujących naszą kopię z innymi kopiami.

Obrazek

W Chinach wygląda to trochę inaczej.

O istnieniu Thames Bridge, aka Taying Qiao (塔影桥), w Suzhou dowiedziałem się przypadkiem. Przybywszy na miejsce postanowiłem go koniecznie zobaczyć, ale kolega z firmy kompletnie o moście nie słyszał. Zatrudniłem więc na dworcu kolejowym jakiegoś szyfu, któremu musiałem dłuższą chwilę tłumaczyć, jak tam dojechać, chociaż most znajduje się zaledwie kilka kilometrów od dworca, a droga do niego prowadzi prosto jak w mordę strzelił. Szyfu pochodził z Nankinu i mieszkał w Suzhou już 12 lat, więc w głowie mu się nie mieściło, że laołaj może wiedzieć o mieście coś, czego on sam nie wie. Wynegocjowawszy cenę 70 CNY w dwie strony, zgodził się jednak skwapliwie spełnić życzenie egzotycznego cudzoziemca.

Most jest częścią nowej dzielnicy w bliżej nieokreślonym zachodnim stylu. Po przybyciu, uświadomiłem sobie, że jesienią nocowałem w hotelu jakiś kilometr dalej, ale nikt mi tam nie podpowiedział, że nieopodal czai się taka atrakcja. Chiny zmieniają się w takim tempie, że sami Chińczycy za tym nie nadążają. Cóż ich obchodzi kolejna kopia zachodniego zabytku? Nastawiano tego już tyle, że w ostateczności zwróciliby może uwagę, gdyby ktoś na środku Pekinu wzniósł kopię Gwiazdy Śmierci ze Star Wars  (dlatego wybudowana przed olimpiadą pekińska Opera Narodowa wzbudziła tak żywą dyskusję).

Obrazek

Tego typu budowle nazywam sobie roboczo „architekturą dekoracyjną” lub wręcz „ślubną”. Główną ich funkcją jest służenie za tło do fotografii ślubnych. Każda bowiem młoda para w ChRL musi mieć album z ustawionymi fotkami. Stroje w albumie muszą koniecznie wyglądać na kosztowne, a lokalizacje powinny być egzotyczne, a najlepiej być znane z filmów i folderów. Oczywiście nie każdego stać na sesję w Paryżu, toteż architektoniczne kopie cieszą się w Chinach ogromnym wzięciem. W czwartkowe popołudnie (dzień pracujący!) naliczyłem na moście z dziesięć par.

W drodze powrotnej szyfu opowiedział mi o swoim przyjacielu, który był w Polsce. Przyjacielowi bardzo spodobał się prosty przelicznik walutowy – jeden złoty to dwa juany. Nie spodobało mu się, że Polacy jeżdżą niebezpiecznie – łamią ograniczenia prędkości i przejeżdżają na czerwonym.

ObrazekObrazekObrazekObrazekNiObrazek