„Źródło kwiatów brzoskwiniowych”. Pierwsza chińska utopia

Źródło Kwiatów Brzoskwiniowych

Źródło Kwiatów Brzoskwiniowych, malowidło z Długiego Korytarza (长廊) w Pałacu Letnim w Peknie (颐和园).

Od dłuższego czasu fascynują mnie utopie. Jeśli się dobrze rozejrzeć po popkulturze, jest to bowiem z najbardziej żywotnych motywów, choć częściej do czynienia mamy z dystopiami, niż eutopiami [1]. Dystopie to ostatnio m.in. głośne ekranizacje jednakowych powieści z gatunku young audult science fiction post-apocalyptic adventure, takie jak serie: Divergent,  Hunger Games czy Giver.

Czytaj dalej

Reklamy

Anty-Konfucjusz

Lu Xun

Każdy, kto choć trochę interesuje się Chinami, musiał słyszeć o Instytutach Konfucjusza. Jest ich już w sumie z 500 na sześciu kontynentach, z czego cztery w Polsce. Akcja promocji putonghua za granicą  jest częścią szerszego procesu. Chodzi o przywrócenie roli tradycji konfucjańskich, które przez dłuższą część historii ChRL były negowane. Elementami tego samego zjawiska są Pokojowa Nagroda Konfucjusza czy działalność pani Yu Dan, która reinterpretuje stare teksty dla nowych chińskich mieszczan. Tak oto Konfucjusz ożywa i powraca ze śmietnika historii, na którego próbowano go wyrzucić w XX wieku…

I dlatego chciałbym opowiedzieć o facecie, który w najnowszych dziejach Chin uchodzi za bodaj najważniejszego anty-Konfucjusza. Czytaj dalej

Indianie, kosmici i taoiści

berdaszDawno temu, kiedy faszystowskie Niemcy szykowały się do napaści na sanacyjną Polskę, amerykański antropolog Alfred Kroeber próbował zainteresować kolegów po fachu problemem homoseksualizmu wśród amerykańskich Indian. A w zasadzie to nie chodziło o sam homoseksualizm, lecz o transwestytyzm i jego kulturowe umocowanie.

Etnografowie dawno temu zauważyli, że wśród Indian występują przebierańcy w szatach squaw, cieszący się  estymą u swoich pobratymców. Wśród Bladych Twarzy takich delikwentów długo uważano za temat niegodny naukowych badań, był to raczej jeden z wielu dowodów na „dzikość” autochtonów. Czytaj dalej

Wiedźmin po chińsku!

wiedzminWiedźmin Geralt przemówił po chińsku. W kwietniowym numerze dodatku do „Świata S-F” ukazało się debiutanckie opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego z 1986 roku.

Sprawę na Polygamii opisał Michał Madej, główny projektant gry „Wiedźmin”, który jakimś cudem trafił właśnie do Chin. Kolejnym cudem do rąk Michała trafił kwietniowy numer „Świata S-F / Tłumaczeń” (Translations to dodatek do głównej edycji miesięcznika), w którym proza Sapkowskiego robi za temat numeru. Czasopismo można kupić w tym miejscu, do czego wszystkich rodaków w Chinach gorąco namawiam, bo to pamiątka nie lada.

Ostatnim polskim fantastą tłumaczonym na język chiński – o ile mi wiadomo – był Stanisław Lem. Czytaj dalej

Śmieci wojny (koreańskiej)

Było ich 1,2 miliona. Co trzeci nie wrócił do domu. A ci, którym się udało, przeklinali swój los. Szczególnie jeśli przeszli przez amerykańską niewolę.

Powieść War trash (2004) Ha Jina nawiązuje do klasyki „powieści jenieckiej”. Do takich tytułów, jak m.in. Most na rzece Kwai Pierre’a Boulle czy Król szczurów Jamesa Clavella, które opowiadają o Białym Człowieku w japońskiej niewoli podczas II wojny światowej. Powieść Ha Jina ukazuje wojenne zderzenie Orientu i Okcydentu a rebours – z perspektywy Chińczyka, podczas wojny koreańskiej.

Yu Yuan jest kadetem w szanghajskiej Akademii Wojskowej Huangpu. Zostaje przyjęty jeszcze za rządów Kuomintangu, ale po Wyzwoleniu wstępuje w szeregi Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Jako ochotnik wyrusza na wojnę w Korei, gdzie rychło jego oddział zostaje rozbity. Po kilku miesiącach walki partyzanckiej dostaje się do niewoli sił ONZ, zdominowanych przez Amerykanów.

Czytaj dalej

Polak, Chińczyk dwa bratanki

Mówią o nim narwaniec, abnegat. Orliński naśmiewał się kiedyś z jego nieodstępnej brody, a cała branża pamięta proces o plagiat, jaki wytoczył Ziemkiewiczowi. Przypomniałem sobie te pogłoski, kiedy los mnie rzucił w paszczę lwa – do jego mieszkania. Do zagraconego pokoiku, w którym wstukuje do komputera swoje zakręcone powieści.

Kiedy ujrzałem pod ścianą biało-czerwony sztandar na bambusowej tyczce, pomyślałem, że przestał chyba dostrzegać granicę między rzeczywistością a fikcją, którą sam tworzy.

Na materiale chorągwi wyszyte były niezgrabne chińskie znaki – Hupoguo, czyli „Bursztynowe królestwo”.

A on, jakby gdyby nic, rzucił: – Sam wyszywałem.

Czytaj dalej