13.5, czyli wszystko idzie zgodnie z planem

Od dawna zamierzałem napisać o tym, jak „przezroczysta” staje się z roku na rok propaganda chińska… No, właśnie, czy to jeszcze propaganda czy już marketing polityczny? Fachowcy wiedzą oczywiście, że różnicy w zasadzie żadnej pomiędzy nimi nie ma, poza estetyczną czy też polityczną. Otóż „propagandę” uprawiają wraże reżimy, a „marketing polityczny” kochane demokracje. W szczegółach sprowadza się to do tego, kto płaci rachunki. Czytaj dalej

Reklamy

Wstydliwi „towarzysze”

香港同志们

„Towarzysze” chińscy – jedno z pierwszych zdjęć, które ukazało się w wyszukiwarce zdjęć Baidu po wpisaniu słowa „towarzysz” (同志).

Prasa informowała niedawno o dziwnych kolejach słowa „towarzysz” w Chinach. Kierowcom w pekińskich autobusach polecono, by nie mówili tak do młodych ludzi. Dlaczego egalitarne określenie komunistów jest już passé?

W pewnej polskiej informacji prasowej wyczytałem, że Chińczycy przejęli komunistyczny tytuł „towarzysz” z ZSRR. Jest to oczywiste nieporozumienie, a postrzeganie Chin przez pryzmat środokowoeuropejskiej historii może być mylące. Prawdziwe dzieje tongzhi (同志), czyli chińskiego „towarzysza”, są zaskakuące i z pewnością nadają się do serialu „Jak pisać o Chinach i nie zwariować”, do którego zalicza się niniejsza notka. Czytaj dalej

Ukochana Partio!

Nasi politycy chcą tego zabronić. A ja jestem zakutym liberałem i dlatego dziś – w ramach walki o wolność słowa – będę propagował komunizm. Konkretnie: miłość do partii.

lvjihong

Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć artystę w pełnej krasie.

Na twórczość Lü Jihonga (吕继宏) natknąłem się przypadkiem, szukając słów do pewnej piosenki. Wklepałem w gugla frazę o „ukochanej partii” i w ten sposób zaserfowałem na dopracowaną internetową stronę pana Lü. Pomyślałem sobie od razu, że to niesamowite. Facet, którego można uznać za kogoś w rodzaju chińskiego Adama Zwierza, ma tak wymuskany łebsajt. Gdyby PRL przetrwał ostatnie 20 lat, tak właśnie mogłyby się reklamować gwiazdy festiwalu w Kołobrzegu.

Jedna mała różnica: ChRL to nie PRL. Tę prostą prawdę wytykam czasem amatorom prostych analogii. W Kołobrzegu promowano siermiężny, peerelowski militaryzm, ale czyniono to zręcznie. Hity w rodzaju „Chabrów z poligonu” nuciła cała Polska, a nawet w propagandówkach w rodzaju „Gdy Polska da nam rozkaz” było coś sympatycznego. Trudno sobie wyobrazić, by w Kołobrzegu pojawiły się agitki o miłości do partii. Ciemny lud nadwiślański po prostu by tego nie kupił.

Czytaj dalej