Ng!

ng– Tata, a dlaczego Polacy mówią „mhm”, a Chińczycy „mhm. mhm. mhm.”?

Moja córka to bardzo spostrzegawcze dziecko. Faktycznie, w czasie zwykłej rozmowy Chińczycy zwykli pomrukiwać znacznie częściej niż Europejczycy. Nie jest to jednak swojskie dwutonowe „u-uhm” (nisko-wysoko), lecz jednotonowe „yhm”. Urywkowe i głuche, wtykane w rozmowę niczym serie z karabinów maszynowych.

Czytaj dalej

Reklamy

Jak batem strzelił

bat łańcuchowy 1

W czasie spaceru po Parku Robotniczym w Dalianie, uwagę mą przykuła grupa ludzi ćwiczących z batami. Jak się okazało, dżentelmeni w średnio-starszym wieku strzelają sobie z bata dla rozrywki i dla zdrowia. Ich popisy były naprawdę imponujące, co i raz rozlegał się głośny trzask, choć wcale nie uderzali o ziemię.

Czytaj dalej

Czy miliard ludzi mówi po „chińsku”?

„Ok. 1,5 mld ludzi na świecie mówi po angielsku, a ok. 1,4 mld po chińsku”, „to język, którym mówi jedna piąta ludności na świecie” itd. itp. – ciągle natykam się na tego rodzaju bombastyczne teksty. Fajnie brzmią, szczególnie dla kogoś, kto np. akurat założył szkołę chińskiego. Niestety, to nie do końca prawda, dlatego dzisiejszy wpis poświęcam ludziom, którzy chcą się uczyć chińszczyzny, bo akurat mamy porę, kiedy podejmuje się takie życiowe decyzje.

Otóż – nie istnieje coś takiego jak „język chiński”. Są języki chińskie. Czytaj dalej

Wstydliwi „towarzysze”

香港同志们

„Towarzysze” chińscy – jedno z pierwszych zdjęć, które ukazało się w wyszukiwarce zdjęć Baidu po wpisaniu słowa „towarzysz” (同志).

Prasa informowała niedawno o dziwnych kolejach słowa „towarzysz” w Chinach. Kierowcom w pekińskich autobusach polecono, by nie mówili tak do młodych ludzi. Dlaczego egalitarne określenie komunistów jest już passé?

W pewnej polskiej informacji prasowej wyczytałem, że Chińczycy przejęli komunistyczny tytuł „towarzysz” z ZSRR. Jest to oczywiste nieporozumienie, a postrzeganie Chin przez pryzmat środokowoeuropejskiej historii może być mylące. Prawdziwe dzieje tongzhi (同志), czyli chińskiego „towarzysza”, są zaskakuące i z pewnością nadają się do serialu „Jak pisać o Chinach i nie zwariować”, do którego zalicza się niniejsza notka. Czytaj dalej

(Cz. 4) Przysłowia są przekleństwem narodów

„Obyś cudze dzieci uczył” albo „obyś żył w ciekawych czasach”. Te popularne porzekadła są często przypisywane Chińczykom. Czy słusznie?

Tematu do niniejszego odcinka cyklu dostarczył eurodeputowany Ryszard Czarnecki (PiS). Jedną z notek na swoim blogu tak zaczął:

Lepiej jest wrogiem dobrze” – mówi chińskie przysłowie. Odwołując szefa CBA bez opinii Głowy Państwa Tusk, stworzył jego polską wersję: „głupsze jest wrogiem głupiego” (…)

Czytaj dalej

(Cz. 2) Jak Pekin został Beijingiem, czyli odczepcie się od Anglików

Oto drugi odcinek cyklu Jak pisać o Chinach i nie zwariować.  Dziś biorę się za chaotyczną pisownię chińskich nazw, która wciąż straszy w rozmaitych publikacjach.

nicolas trigault

SZKIC PETERA RUBENSA PRZEDSTAWIAJĄCY O. NICOLASA TIRGAULT W CHIŃSKIM STROJU. TRIGAULT BYŁ AUTOREM JEDNEGO Z PIERWSZYCH SYSTEMÓW TRANSLITERACJI PISMA CHIŃSKIEGO NA ALFABET ŁACIŃSKI

Każdy inteligentny człowiek zastanawiał się pewnie, czemu w Polsce mówimy Mediolan, choć cała Europa powtarza za Włochami – Milan. Podobnie jest niemieckimi Kolonią i Monachium, czy też ze stolicą Anglii – Londynem, która dla większości mieszkańców Starego Kontynentu pozostaje Londonem. A odpowiedź jest prosta: to wszystko przez łacinę. Nasi sarmaccy antenaci kochali ten język miłością neofitów i zapożyczyli zeń rozmaite nazwy geograficzne (kolejno: Mediolanum, Colonia Agrippina, Monacum i Londinium).

Jeżeli chodzi o nazwy chińskie w języku polskim, to i one mają swoją historię, choć znacznie krótszą. Na ogół trafiały one do polskiego przez inne języki europejskie, jak np. angielski czy rosyjski. W ten sposób w naszym języku zagnieździły się: Pekin, Nankin, Kanton czy Charbin. Dziś nazwy te – podobnie jak polski Mediolan z włoskim Milanem – rozjeżdżają się ze współczesnymi chińskimi nazwami, toteż trzeba się nauczyć, że Guangzhou to polski Kanton, a Nanjing to Nankin.

Czytaj dalej

Zapomniana polszczyzna

W nauce chińskiego zawsze fascynowały mnie terminy na określenie krewnych i powinowatych. W tej kwestii język Państwa Środka jest precyzyjny niczym skalpel i oddziela wyraźnie młodsze rodzeństwo od starszego, a linię męża od linii żony. Polski też był taki –  dawno, dawno temu.

W językach europejskich brat to po prostu brat. Względnie brother, bruder, брат albo frère czy inny fratello. Nie ważne czy jest starszy o 20 lat, czy młodszy o pięć. Zawsze pozostanie bratem.

W chińszczyźnie co innego. Starszy brat to gēge (哥哥), a młodszy – dìdi (弟弟). Starszego trzeba się słuchać, a młodszym można rozporządzać. Hierarchia musi być. O swoich kumplach mówi się, że to „starsi bracia” (哥们儿, gēmenr), łechcząc tym samym ich ego. O młodszym koledze albo żółtodziobie w pracy można z kolei powiedzieć xiǎodì (小弟), czyli „braciszek” albo „młodszy brat”. Można też tak nazwać samego siebie, umniejszając własną osobę, co w chińskiej etykiecie stanowi podstawową zasadę grzeczności.

Czytaj dalej