13.5, czyli wszystko idzie zgodnie z planem

Od dawna zamierzałem napisać o tym, jak „przezroczysta” staje się z roku na rok propaganda chińska… No, właśnie, czy to jeszcze propaganda czy już marketing polityczny? Fachowcy wiedzą oczywiście, że różnicy w zasadzie żadnej pomiędzy nimi nie ma, poza estetyczną czy też polityczną. Otóż „propagandę” uprawiają wraże reżimy, a „marketing polityczny” kochane demokracje. W szczegółach sprowadza się to do tego, kto płaci rachunki. Czytaj dalej

Reklamy

Być jak Chipolbrok

chipolbrok_2

Wieżowiec Chipolbroku (ten biały w środku) w panoramie kolonialnego Szanghaju. Nad samą rzeką widać południowy kraniec Bundu.

Lubię przyciągać uwagę moich zachodnioeuropejskich rozmówców pytaniem o to, jaka była pierwsza w komunistycznych Chinach spółka joint-venture. Niektórzy myślą, że chodzi o Volkswagena, który powołał taką spółkę w Szanghaju w 1984 roku, co w owych czasach było ruchem śmiałym, wręcz wizjonerskim. Ale nie, wcale nie chodzi o niemieckiego giganta, tylko o Polsko-Chińskie Towarzystwo Okrętowe S.A. Chipolbrok, powstałe w 1951 roku na podstawie umowy rządowej. Statki z polską banderą mogły omijać wówczas blokadę morską, jaką zarządzili wokół Chin Amerykanie.

Czytaj dalej

Drogie Chiny

ferrari

Dzień jak co dzień w Szanghaju: znowu jakiś baran zaparkował swoje porsche na przejściu dla pieszych

Nie wiesz, gdzie tu można kupić tanio elektronikę? – zagadnął mnie pewien rodak, który niedawno przyjechał do Szanghaju pierwszy raz w życiu. Cóż mogłem zrobić? Uśmiechnąłem się smutno i wyjaśniłem, że kupowanie taniej elektroniki w ChRL, a szczególnie w Szanghaju, to rodzaj sportu ekstremalnego. Bo nie jest ani tanio, ani dobrze, co samo w sobie zasługuje na odrębną notkę.

Z jakichś powodów w Polsce nadal pokutuje obraz tanich Chin. Czytaj dalej

Powrót na Jizhou

Niedawno miałem okazję wrócić na wyspę Jeju. O ile za pierwszym pobytem zobaczyłem na niej to, co chcieli mi pokazać Koreańczycy (w trakcie pisania książki), to tym razem miałem na wyspę ogląd chiński, gdyż przyjechałem z zakładową wycieczką z Szanghaju. Czytaj dalej

Między Caishenem a Mammonem

caishen01

Z okazji chińskiego Nowego Roku pół miliona ludzi przyszło pod pewną świątynię w Wuhanie, aby złożyć hołd Caishenowi, bogu bogactwa.

caishen02Kto był w Chinach, musiał widzieć figurki tego jegomościa. Jest w średnim wieku, nosi długą czarną brodę i wąsy, a w dłoni zwykle dzierży sztabę złota – w tradycyjnym w kształcie łódeczki. Caishena (财神) można spotkać na straganach, w sklepach. To patron kupców, przekupniów i wszelkiej maści biznesmenów.

Tradycyjną okazją, aby ubiegać się o przychylność Caishena jest Nowy Rok, którego obchody właśnie w Chinach się kończą. W tym roku  pod jedną ze świątyń w Wuhanie przyszło… 550 tys. osób. To więcej, niż wpuszczono na defiladę z okazji 60-lecia ChRL w Pekinie.

Caishen, jak wiele chińskich bóstw, był być może postacią historyczną. Jedni upatrują w nim Bi Gana, kanclerza z okresu dynastii Shang, inni – niejakiego Zhao Gongminga. W zależności od regionu Chin, Caishen bywa utożsamiany z rozmaitymi lokalnymi bóstwami. Tak czy siak, od czasu reform ekonomicznych jest jednym z najpopularniejszych chińskich bogów. Uznają go zarówno taoiści, jak i buddyści amidyści (tzw. Sekta Czystej Krainy).

W Chinach wiele razy dziwiłem się, jak powszechny jest kult tego bożka. Wyznają go zwykli straganiarze i sklepikarze, ale i poważani przedsiębiorcy trzymają sobie jego figurkę w gabinecie.

Z polskiego punktu widzenia wznoszenie modłów do takiego bałwana może się wydawać mocno podejrzane – katolicyzm gardzi doczesnymi dobrami. W Nowym Testamencie określa się je terminem mamony, czy też Mammona – bożka pieniędzy. Chrześcijanin staje zatem przed wyborem: „Żaden sługa dwom panom służyć nie może: bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłować będzie: albo do jednego przystanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu i mamonie służyć”.

Renesans przewartościował ten osąd. W protestantyzmie uznano, że dobra doczesne zdobyte ciężką, uczciwą pracą są oznaką błogosławieństwa. Zauważył to oczywiście Max Weber, który zastanawiał się m.in. czemu protestanckie Prusy stały się gospodarczą potęgą, a katolicka Polska upadła.

Odpowiedzi trzeba by pewnie poszukać  w pogańskim, klasycznym dziedzictwie Europy, które docenili humaniści. Grecy mieli boginię Tyche, a Rzymianie – Fortunę. Germanie prosili o bogactwo Njörðra, boga spokojnego morza i udanych połowów. Słowianie modlili się do Welesa, spokrewnionego z hinduistycznym Waruną.

O Welesie i innych pogańskich bóstwach mało kto dziś w Polsce pamięta. Kościół zrobił wszystko, by przedchrześcijańskie dziedzictwo zatrzeć, choć w sam o swoje dobra potrafi dbać i zabiegać z wielką determinacją. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dominujące wyznanie przekłada się na klimat gospodarczy. W Polsce bestsellerami są książki o Papieżu, podczas gdy w Chinach wielkim wzięciem cieszą się pozycje w stylu „Być jak Bill Gates„, „Rób interesy jak ludzie z Wenzhou” albo „Jak się bogacą Żydzi„.

Właśnie. Polski mainstream interesuje się Żydami głównie jako ofiarami/katami Polaków (por. np. Jadwabne/Koniuchy, Naliboki). Nie umiemy o bogactwie – szczególnie żydowskim – pisać i rozmawiać w sposób otwarty, zaraz dopatrujemy się podtekstów. Prowokacyjna, świetnie napisana książka „Przedsiębiorstwo Holocaust” Normana Finkelsteina pozostaje w Polsce dość słabo znana, choć autorem krytykującym chciwość narodu wybranego jest syn tegoż narodu. Znamienne, że autorem jednej z popularniejszych ostatnio w Polsce książek o żydowskim bogactwie jest… Chińczyk. Mam na myśli oczywiście Wojnę o pieniądz Song Hongbinga (wyd. Wektory).

Ofiarą niechęci do mamony padają również polscy ludzie sukcesu. Gdybym komuś zaproponował wydanie książki „Być jak Jan Kulczyk” albo „Rób to jak Gudzowaty„, zostałbym pewnie wyśmiany, no chyba, żebym zgłębił powiązania obu panów ze specsłużbami. Naszych wydawców i czytelników średnio interesują również historie tych ludzi sukcesu, którym trudno cokolwiek zarzucić, a i sami zainteresowani wolą siedzieć cicho, aby nie wzbudzać zawiści swoich ukochanych rodaków… Gdybym jednak napisał i wydał książkę Jak zaszczuto Romana Kluskę” (z całym szacunkiem dla wielkiej krzywdy tego przedsiębiorcy), to spotkałaby się ona pewnie z ciepłym przyjęciem. Po prostu Polacy wolą rozpamiętywać klęski, niż doceniać sukcesy.

caishen03 caishen04 caishen05 caishen06 caishen07

Na podst. China Digital Times.