Słodki smak octu

%e4%b8%89%e9%85%b8%e5%9b%be

Kosztowanie octu. Zachwycony Laozi, skrzywieni Budda z Konfucjuszem.

Internety obiegła niedawno historia kapitana LOT, który zachęca pasażerów, żeby na chwilę oderwali się do codziennej rutyny. Zjawiskowego lotnika odkrył poeta Jacek Dehnel, który usłyszał w samolocie takie słowa:

Dobry wieczór państwu, mówi kapitan… lubię takie wieczorne loty, loty spokojne, jak dzisiejszy, bo wieczór to pora romantyczna, którą powinno się zapewne spędzać w inny sposób… tak czy owak, nie ma turbulencji, bo o tej porze poszły już spać, a my możemy w naszym wygodnym Embraerze, przypatrywać się światu… warto może odłożyć na bok laptopa, popatrzeć przez okno i pomyśleć o naszych bliskich, przyjaciołach, którzy gdzieś tam na nas czekają…

Czytaj dalej

Reklamy

Świątynia Miejskich Bogów

Czytaj dalej

Tradycyjna chińska dysproporcja płci

Niedawno koleżanka M. z pracy wróciła za biurko po urlopie macierzyńskim. W czasie przerwy obiadowej siedliśmy sobie przy ekspresie do kawy, aby ogrzać się jej szczęściem. Koleżanki pytały o to, kto zajmuje się maluchem w czasie kiedy M. chodzi do pracy (oczywiście jej matka, taka jest chińska tradycja). Pamiętałem, że M. ma już całkiem sporą córkę, a z kolei inna koleżanka z Ningbo za przywilej posiadania dodatkowego potomka musiała wyłożyć z mężem równowartość trzyletnich zarobków obojga (za takie pieniądze legalizuje się nadmiarowe dzieci w myśl chińskiej polityki kontroli urodzeń; stawka jest ustalana lokalnie). Dlatego zagaiłem: – A ile to teraz kosztuje w Szanghaju?

Czytaj dalej

Perły z ludzi

舍利子Księga Rodzaju powiada: „Z prochu powstałeś, w proch się obrócsz”. Ale to nie do końca prawda, bo niektórzy obracają się w perły.

Se-li-cy, se-li-cy – seplenił stary mnich. Szeroko otwierał przy tym usta, obnażając swe ostatnie trzy zęby, pożółkłe niczym stary papier. Mówiąc, wskazywał  na pobliską pagodę. A ja kompletnie nie miałem pojęcia o co mu chodzi.

Człowiek, który mnie do niego przywiózł, odziany w skórę posiadacz tuk-tuka, podjął się roli tłumacza i przekładał sepleniący dialekt mnicha na putonghua. Ale nawet on nie był w stanie wytłumaczyć bladej twarzy co to jest „selicy”. Na moją prośbę zapisał tajemniczy termin znakami, choć starsznie się przy tym nagłowił. – Chyba tak to się pisze – powiedział przepraszająco, podając mi kartkę wyrwaną z zeszytu. Dzięki niemu dowiedziałem się, że „selicy” to „shelizi”.

Kiedy odeszliśmy, aby obejrzeć teren dookoła Pagody Narodzenia Pańskiego, mnich rozpalił  małe ognisko i zaczął w nie ciskać bianpao. Poczułem się wtedy jak najprawdziwszy zamorski diabeł, którego trzeba odpędzić przy pomocy ognia i huku. Do dziś nie potrafię znaleźć innej przyczyny dla kanonady szerbatego bonzy, niż próba oddegnania bladoskórego stwora, czyli mnie.

Czytaj dalej

Grecka koafiura Buddy

Obejrzałem sobie po raz trzeci „Aleksandra” Oliviera Stone’a, który skusił mnie by przypomnieć arcyciekawy fakt: bez Greków nie byłoby buddyzmu, jaki znamy.

buddowie

Czytaj dalej

Między Caishenem a Mammonem

caishen01

Z okazji chińskiego Nowego Roku pół miliona ludzi przyszło pod pewną świątynię w Wuhanie, aby złożyć hołd Caishenowi, bogu bogactwa.

caishen02Kto był w Chinach, musiał widzieć figurki tego jegomościa. Jest w średnim wieku, nosi długą czarną brodę i wąsy, a w dłoni zwykle dzierży sztabę złota – w tradycyjnym w kształcie łódeczki. Caishena (财神) można spotkać na straganach, w sklepach. To patron kupców, przekupniów i wszelkiej maści biznesmenów.

Tradycyjną okazją, aby ubiegać się o przychylność Caishena jest Nowy Rok, którego obchody właśnie w Chinach się kończą. W tym roku  pod jedną ze świątyń w Wuhanie przyszło… 550 tys. osób. To więcej, niż wpuszczono na defiladę z okazji 60-lecia ChRL w Pekinie.

Caishen, jak wiele chińskich bóstw, był być może postacią historyczną. Jedni upatrują w nim Bi Gana, kanclerza z okresu dynastii Shang, inni – niejakiego Zhao Gongminga. W zależności od regionu Chin, Caishen bywa utożsamiany z rozmaitymi lokalnymi bóstwami. Tak czy siak, od czasu reform ekonomicznych jest jednym z najpopularniejszych chińskich bogów. Uznają go zarówno taoiści, jak i buddyści amidyści (tzw. Sekta Czystej Krainy).

W Chinach wiele razy dziwiłem się, jak powszechny jest kult tego bożka. Wyznają go zwykli straganiarze i sklepikarze, ale i poważani przedsiębiorcy trzymają sobie jego figurkę w gabinecie.

Z polskiego punktu widzenia wznoszenie modłów do takiego bałwana może się wydawać mocno podejrzane – katolicyzm gardzi doczesnymi dobrami. W Nowym Testamencie określa się je terminem mamony, czy też Mammona – bożka pieniędzy. Chrześcijanin staje zatem przed wyborem: „Żaden sługa dwom panom służyć nie może: bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłować będzie: albo do jednego przystanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu i mamonie służyć”.

Renesans przewartościował ten osąd. W protestantyzmie uznano, że dobra doczesne zdobyte ciężką, uczciwą pracą są oznaką błogosławieństwa. Zauważył to oczywiście Max Weber, który zastanawiał się m.in. czemu protestanckie Prusy stały się gospodarczą potęgą, a katolicka Polska upadła.

Odpowiedzi trzeba by pewnie poszukać  w pogańskim, klasycznym dziedzictwie Europy, które docenili humaniści. Grecy mieli boginię Tyche, a Rzymianie – Fortunę. Germanie prosili o bogactwo Njörðra, boga spokojnego morza i udanych połowów. Słowianie modlili się do Welesa, spokrewnionego z hinduistycznym Waruną.

O Welesie i innych pogańskich bóstwach mało kto dziś w Polsce pamięta. Kościół zrobił wszystko, by przedchrześcijańskie dziedzictwo zatrzeć, choć w sam o swoje dobra potrafi dbać i zabiegać z wielką determinacją. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dominujące wyznanie przekłada się na klimat gospodarczy. W Polsce bestsellerami są książki o Papieżu, podczas gdy w Chinach wielkim wzięciem cieszą się pozycje w stylu „Być jak Bill Gates„, „Rób interesy jak ludzie z Wenzhou” albo „Jak się bogacą Żydzi„.

Właśnie. Polski mainstream interesuje się Żydami głównie jako ofiarami/katami Polaków (por. np. Jadwabne/Koniuchy, Naliboki). Nie umiemy o bogactwie – szczególnie żydowskim – pisać i rozmawiać w sposób otwarty, zaraz dopatrujemy się podtekstów. Prowokacyjna, świetnie napisana książka „Przedsiębiorstwo Holocaust” Normana Finkelsteina pozostaje w Polsce dość słabo znana, choć autorem krytykującym chciwość narodu wybranego jest syn tegoż narodu. Znamienne, że autorem jednej z popularniejszych ostatnio w Polsce książek o żydowskim bogactwie jest… Chińczyk. Mam na myśli oczywiście Wojnę o pieniądz Song Hongbinga (wyd. Wektory).

Ofiarą niechęci do mamony padają również polscy ludzie sukcesu. Gdybym komuś zaproponował wydanie książki „Być jak Jan Kulczyk” albo „Rób to jak Gudzowaty„, zostałbym pewnie wyśmiany, no chyba, żebym zgłębił powiązania obu panów ze specsłużbami. Naszych wydawców i czytelników średnio interesują również historie tych ludzi sukcesu, którym trudno cokolwiek zarzucić, a i sami zainteresowani wolą siedzieć cicho, aby nie wzbudzać zawiści swoich ukochanych rodaków… Gdybym jednak napisał i wydał książkę Jak zaszczuto Romana Kluskę” (z całym szacunkiem dla wielkiej krzywdy tego przedsiębiorcy), to spotkałaby się ona pewnie z ciepłym przyjęciem. Po prostu Polacy wolą rozpamiętywać klęski, niż doceniać sukcesy.

caishen03 caishen04 caishen05 caishen06 caishen07

Na podst. China Digital Times.

Ślepi i niebezpieczni

Można stracić wzrok, ale nie stracić ducha – przekonują postaci ślepych wojowników. Buddyzm uczy, że otaczający nas świat jest ułudą. Dlatego ci, którzy nie muszą się dręczyć jego widokiem, mogą się skupić na tym, co naprawdę ważne.

W Europie takich „widzących inaczej” było niewielu i działali głównie na niwie literatury. Najsłynniejszym jest Homer, niewidomy autor Odysei i Iliady (ponoć w niektórych regionach starożytnej Grecji celowo oślepiano kandydatów na bardów, by rozwijać u nich pamięć werbalną, niezbędną do wielogodzinych recytacji). Anglicy mogą się za to pochwalić osobą Johna Miltona, który już po utracie wzroku podyktował swe opus magnum – Raj utracony.

W kulturze judeochrześcijańskiej ślepota – jak każda ułomność – to kara Boża. Przywrócenie wzroku stanowi zatem akt Bożej łaski, symbolizujący poznanie Chrystusa. Ciekawe, że Rzymianie też wierzyli, iż ich bogowie mogą przywracać wzrok. Tacyt opisuje historię pewnego Aleksandryjczyka, który poprosił cesarza Wespazjana o splunięcie. Ślina Augusta nałożona na oczy ślepca  przywróciła mu widzenie.

Z Azji pochodzi za to niespotykana wcześniej w zachodniej kulturze postać niewidomego wojownika (盲俠). Najsłynniejszy spośród nich to niewątlipwie japoński Zatoichi – masażysta, hazardzista, opój i mistrz miecza. Nakręcono o nim dziesiątki filmów, narysowano tony komiksów. Kilka lat temu w kultowego bohatera wcielił się sam Takeshi Kitano.

Ślepy jest również Mistrz Po z serialu Kung-fu (1972), który mawia, że to „oczy czynią człowieka ślepym”. Uczy tego swego adepta, odgrywanego w serialu przez Davida Carradine’a ( pomysł serii pochodził ponoć od Bruce’a Lee, który sam chciał zagrać tę rolę).

Czytaj dalej