Fengjing i kawałek Polski pod Szanghajem

DSC00812

Długi korytarz, jedna z atrakcji Fengjingu

Nazywają je „chińskimi Wenecjami”. W okolicy Szanghaju jest tego trochę, bo tak wyglądała tradycyjna architektura regionu. Położone nad kanałami wioski i miasteczka były centrami handlu i węzłami komunikacyjnymi. Trudno uwierzyć, ale kiedyś dominował w Chinach transport wodny.

Dziś cały ruch toczy się na kołach, a wodne wioski zamieniają się w atrakcję dla turystów. To takie kawałki starych Chin, które się wycina (ogrodzenie) i wstawia w ozdobne ramki (kasa biletowa), żeby na nich zarabiać (sklepiki, gondole itd., itp.). W niektórych przypadkach proces komercjalizacji prowadzi do urzygu – miasteczko zaczyna przypominać lunapark. Autentyczny zabytek przemienia się w tłoczny i rozwrzeszczany symulakr. Czytaj dalej

Reklamy

Żywa perła

dapaidangKontynnując kulinarne przygody, trafiłem do Nankinu, do lokalu o wdzięcznej nazwie 大牌档 (Dapaidang). Przekroczywszy wrota, obstawione przez kilku przebierańców w tradycyjnych męskich strojach (chałaty do kostek, kamizelki i okrągłe czapki), skandujących na powitanie donośne “欢迎光临” (Huangying guanglin), siadłem sobie na ławie bez oparcia, przy oktagonalnym stoliku. Po chwili pojawiła się kelnerka, wyglądająca jak bohaterka filmu kung-fu z lat 70. A więc: bluzka ze stójką, luźne portki i czarne buciki zapinane na paski, a nade wszystko – dwa długie warkocze z czerwoną tasiemką.

Dapaidang stara się wykreować atmosferę prostoty i starych dobrych czasów. Można w nim zamówić tradycyjne nankińskie dania, z kaczką na słono (盐水鸭) na czele. Ale moją uwagę przykuło coś innego. Coś, o czym dużo słyszałem, a jeszcze nie miałem okazji spróbować, a mianowicie „żywa perła” (活珠子). Ponieważ nie jest to danie dla wegetarian, ani czytelników o słabych nerwach, wspomniane osoby uprasza się o opuszczenie niniejszej strony.

Czytaj dalej

Słodycz, kwas i wietnamski spisek

wieprzowina

Wieprzowina na słodko-kwaśno to chyba największy klasyk chińskiej cuisine za granicą. Nie tylko w Polsce, gdzie króluje kuchnia tzw. chińsko-wietnamska,  w wykonaniu Wietnamczyków odgrywających mimowolnie rolę Chińczyków (w końcu większości Polaków i tak jest wszystko jedno). Danie to jest również popularne w China towns  (唐人街) od Manchesteru po San Francisco. W dużej mierze są one bowiem zamieszkane przez emigrację kantońską, czyli przybyłą z prowincji Guangdong, a wieprzowina na słodko-kwaśno wywodzi się właśnie stamtąd. Czytaj dalej

Kleik z węgorza ryżowego

2014-01-26 13.20.02

Uwielbiam chińskie węgorze. Mają lekko słodkie, gumowate mięso, które po prostu rozpływa się w ustach. Gumowatość jest zapewne związana z faktem, iż przed przyrządzeniem nie trzeba tych ryb skrobać. Skóra jest na tyle delikatna, że się jej nie usuwa, a przy odpowiednim przyrządzeniu w mięsie nie ma w ogóle ości. Chińczycy zwykle tną węgorze na długie i wąskie paski, a  podają w gęstym, oleistym sosie, często z dodatkiem czosnku. Czytaj dalej

Łapki Buddy

2013-12-04 18.28.41

Wypatrzyłem je w menu pewnej restauracji z owocami morza w Taizhou, w prowincji Zhejiang. Foshou  (佛手) to dosłownie „ręce”, a może raczej „Łapki Buddy”. Zaintrygowany nazwą, zamówiłem jin (pół kilo) za jakieś 70 juanów (35 zł). W odpowiedzi kelner przyniósł dziwne, częściowo opancerzone stwory, ugotowane bez przypraw. Czytaj dalej