Słodki smak octu

%e4%b8%89%e9%85%b8%e5%9b%be

Kosztowanie octu. Zachwycony Laozi, skrzywieni Budda z Konfucjuszem.

Internety obiegła niedawno historia kapitana LOT, który zachęca pasażerów, żeby na chwilę oderwali się do codziennej rutyny. Zjawiskowego lotnika odkrył poeta Jacek Dehnel, który usłyszał w samolocie takie słowa:

Dobry wieczór państwu, mówi kapitan… lubię takie wieczorne loty, loty spokojne, jak dzisiejszy, bo wieczór to pora romantyczna, którą powinno się zapewne spędzać w inny sposób… tak czy owak, nie ma turbulencji, bo o tej porze poszły już spać, a my możemy w naszym wygodnym Embraerze, przypatrywać się światu… warto może odłożyć na bok laptopa, popatrzeć przez okno i pomyśleć o naszych bliskich, przyjaciołach, którzy gdzieś tam na nas czekają…

Tak się składa, że znam tego lotnika – portale internetowe podchwyciły zachwyt Dehnela i podały nazwisko tajemniczego kapitana. Okazało się, że to kolega mojego ojca, który w czasach mojego dzieciństwa bywał u nas w domu dość często. Głęboki głos, który podobno tak urzeka pasażerów LOT, słyszałem nie raz, kiedy bawił gości na imieninach mojej mamy. Zastanawiałem się wtedy, czemu Pan Antoni nie został aktorem, bo trzeba dodać to mężczyzna postawny i przystojny.

Czytając o nim, przypomniałem sobie dawne czasy, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że wyjadę Chin i tak dalej. Jedną z książek, które wpłynęły wówczas na moje poglądy było „Tao Kubusia Puchatka”. Benjamin Hoff, autor tej książeczki (wydanej w 1982 roku), zachęcał dokładnie do tego samego, do czego kapitan LOT. Do zatrzymania się, pomyślenia o tym, co naprawdę ważne, do zachwytu na urodą świata i smakiem życia. Jako dzieciak, uwierzyłem w Hoffową reklamę taoizmu, poszedłem na sinologię, wyjechałem do Chin i mieszkam tu teraz z rodziną. Nie pierwszy i nie ostatni dałem się złapać na mit oświeconego Orientu, duchowej wędrówki na Wschód i inne bzdety.

Mieszkam w Chinach już łącznie 7 lat. Krok po kroku, dzień za dniem przekonuję się, że taoizmu zostało w Państwie Środka tyle, co kot napłakał. Ot, trochę świątyń z urzędowo wyglądającymi mnichami. Wizja Hoffa okazała się wypreparowaną bajeczką, którą napisał sobie autor na własny użytek. Boję się takich ludzi – idealistów. Oni albo popadają w fanatyzm lub rozgorycznie (częściej), albo udaje im się swój ideał osiągnąć (rzadziej), co zazwyczaj smutno się kończy. Nie inaczej w tym przypadku.

Otóż na początku książeczki Hoff opisuje słynną chińską alegorię „Trzech meżczyzn kosztujących ocet” (三酸图). Obraz przedstawia ojców trzech głównych chińskich religii, czyli Buddę (buddyzm), Konfucjusza (konfucjanizm) i Laozi (taozim). Panowie kosztują ocet z wielkiej kadzi. Ocet symbolizuje tu samo Życie. Budda i Konfucjusz mają kwaśne miny, bo ich systemy wierzeń uczą, że życie samo w sobie nie jest przyjemne. Buddyzm radzi jak wyzwolić się z cierpienia, konfucjanizm – zamyka człowieka w klatce powinności względem rodziny, przodków i władców. Tymczasem anarchiczny taoizm gloryfikuje wolność, przyrodę, intuicję i wierność samemu sobie. Na alegorycznym obrazie – znanym w wielu wersjach – Laozi przedstawiany jest często z uśmiechem. Dla niego życie ma słodki smak.

Hoff tymczasem popadł w gorycz. Przebijała ona wyraźnie z kart jego drugiej słynnej książki, „Te Prosiaczka”.  W 2013 roku Hoff napisał pełen goryczy list o złych i chciwych wydawcach, ogłaszając, że się na nich obraża. Optymistyczny, bajkowy taoizm z „Tao Kubusia Puchatka” okazał się mitem, w który przestał wierzyć sam autor. Czar prysł.

Gdzie zatem szukać prawdziwych taoistów? W opowieściach tzw. podróżników, którzy przyjeżdżaja do Azji na miesiąc i klepią potem bzdety wyczytane u rozmaitych Hoffoidów? W świątyniach taoistycznych przemienionych w odpustowe atrakcje? U etatowych mnichów nadzorowanych czujnie przez państwowe biuro religii? Wśród chińskich wyznawców, których – tak samo jak buddystów czy chrześcijan – porywa rwący strumień mamonizmu (拜金主义)?

A może tak rozejrzeć się wokół znajomych ze Starego Świata? Mądre, inspirujące podejście do życia i konstruktywna duchowość występują w podobnym natężeniu na całym świecie. Daleki Wschód wcale nie ma nie monopolu. Ale czasem trzeba przemierzyć pół świata, żeby przekonać się, że to czego szukamy, jest tuż za rogiem.

Na słodki deser: piosenka o najsłynniejszym z Polskich taoistów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s