Xiaomi, czyli proso kontra jabłuszko

006 XiaomiNa dobry początek 2016 przyszło mi kupić nową słuchawkę, bo stara niestety przepadła. Wszelkie portale komórkowe pełne są zachwytów nad smartfonami Xiaomi, więc postanowiłem wpróbować aparat tej marki. Okazało się jednak, że znalezienie w Chinach firmowego salonu Xiaomi wcale nie jest takie proste. Portal Xiaomi nie podaje żadnych adresów. Mapy Google i Baidu zwaracają jakieś podejrzane wyniki. Do flagowego sklepu w Szanghaju trafiłem dopiero za drugim podejściem, choć mieszkam w odległości rzutu beretem.

Salon Xiaomi (小米之家) mieści się w jednym z budynków Szanghajskiego Muzeum Filmowego. Nie jest w żaden sposób oznaczony. Dopiero uważne przestudiowanie spisu firm w holu pozwala dowiedzieć się, że salon jest na dziewiątym piętrze. Po dotarciu na miejsce, odkrywamy, że to nie salon, tylko „fanklub” (a po chińsku „dom rodzinny” Xiaomi). Miejsce do złudzenia przypomina sklepy Apple: te same lady stylizowane na jasne drewno, podobny design i podobne tłumy potencjalnych nabywców. Podobny pomysł, aby markę wykorzystać do sprzedawania innych urządzeń: tabletów, przystawek telewizyjnych, a nawet oczyszczaczy powietrza (!).

Królik Mi, czyli Mi Tu (米兔). Pomysł na maskotkę pochodzi z chińskiego slangu internetowego, w który „mitu” oznacza angielskie „me too”.

Zabawa w szukanie sklepu Xiaomi była nawet fajna. Pomysł na marketing zrobił na mnie pozytywne wrażenie. O ile Apple – podobnie jak McDonald’s i inne amerykańskie marki – pcha się w najdroższe miejscówki na mieście, o tyle Xiaomi oszczędza grubą forsę na wynajmie lokalu. I jeszcze czyni z tego swój atut. Maskotka Xiaomi,  królik Mi (米兔), nosi czapkę uszankę z czerwoną gwiazdą. Tak nawiązuje do Lei Fenga, bohatera maoistowskiej propagandy, którego życiorys jest ucieleśnieniem egalitaryzmu i altruizmu (o ile weń wierzyć). Xiaomi ściąga z Apple’a, a jednocześnie go parodiuje, puszczając perskie oko do swoich krajowych klientów.

Kupiłem sobie Redmi Note 3, który kosztuje 899CNY i ma w zasadzie wszystkie te same możliwości, co kilkakrotnie droższe Samsungi czy iPhone’y. Wszystko chodzi gładko, jest przyzwoity aparat foto, pamięć, procesor i czytnik linii papilarnych. Jak to w Chinach, standardowy pakiet programów Androida/Google nie był w smartfonie zainstalowany, co mnie z początku zmartwiło. Kilka lat temu po zakupie HTC One w salonie China Telecom musiałem odpalić 200CNY hakerowi z giełdy, żeby zrutował system i umożliwił  synchronizację kontaktów, instalację Gmaila itd. Tym razem szybko się z GFW uporałem: wystarczy ściągnąć specjalną apkę, która wszystko łata. Jeszcze tego samego wieczora mogłem się cieszyć aplikacjami z poprzedniego smartfona. Tak oto chiński producent gra na nosie zagranicznej konkurencji, a mroczne historie o narodzie odciętym od świata komunikacyjną barierą okazują się nie do końca prawdziwe.

Dzięki przygodzie z Xiaomi uświadomiłem sobie, że Chiny mają cyberprzestrzeń dwóch prędkości. Mniejsza prędkość popycha ludzi z prowincji, którzy zadawalają się urządzeniami tańszych marek i chińskojęzycznym internetem. Z większą szybkością gna natomiast wielkomiejska klasa średnia, która swobodnie przeskakuje cyfrowy mur. W czym zresztą pomagają jej krajowi kapitaliści. Nie dość, że podają jej na tacy sposób na zhakowanie systemu w we własnym fonie (jak Xiaomi), to jeszcze współpracują z zagranicznymi firmami oferującymi usługi VPN. Otóż właśnie kończy mi się abonament i z przyjemnością odkryłem, że mój dostawca uruchomił stronę internetową dostępną bez problemu za murem. Bezcenne, bo stronka taka oszczędza czasu poświęconego na kombinowanie jak by tu ściągąć klienta VPN z jednych urządzeń na inne. A za wszystko można zapłacić nie tylko kartą MasterCard, ale i AliPayem. Wystarczy zeskanować komórką kod QR z ekranu. Przelew z konta w komunistycznym państwowym banku idzie sekundę.

P.S. Ostatnio znowu gdzieś na jakimś portalu przeczytałem, że Xiaomi to „mały ryż”. Ludzie drogie, zlitujta się! Język chiński nie składa się ze znaków, tylko ze słów. Dwa znaki łączą się często w nowe słowo, które należy traktować jako całość. Bolan (波兰) nie oznacza „falistej orchidei”, tylko Polskę. Xiaomi (小米) nie oznacza „małego ryżu”, tylko “proso”. Bo „mi” (米) to ogólne określenie wszystkich roślin zarnistych, np. dami (大米), „duże mi”, oznacza po prostu „ryż”. Yumi (玉米) – „nefrytowe mi” – „kukurydzę”.

A tak naprawdę nie o ryż tu chodzi, tylko o jabłka. Po pierwsze, nazwa Xiaomi ma charakter spożywczy i symoblizuje proso, a więc coś znacznie bardziej podstawowego i „ludowego”, niż jabłka, które kojarzą się z zakazanym owocem. Po drugie, „mi” to w chińskim slangu internetowym zamiennik angielskiego „me”. Xiaomi może zatem oznaczać moje małe „ja”. W ten sposób chińska marka wzorem Apple’owskich „aj, aj, aj” pompuje naszego ego, aczkolwiek z pewną taką nieśmiałością. Bo „małe”.

Reklamy

4 thoughts on “Xiaomi, czyli proso kontra jabłuszko

  1. Ja już 3ci albo 4ty miesiąc mam przyjemność posiadać Xiaomi Mi4. Aparat rewelacyjny, nic się nie zacina, a to całe MIUI bardziej mi się podoba od zwykłego androida (tu mocno subiektywny jednak jestem, bo z androidem mam złe doświadczenia). Byłem o krok od kupna tabletu również tego producenta, ale jednak brak slot’u na kartę pamięci mnie zniechęcił. Nie zmienia to faktu, że bardzo prawdopodobne, że wsiąknę w tę markę na dłużej i będę stopniowo się otaczał produktami z „mi” na obudowie. Chyba, że po złapaniu wiatru w żagle zacznią sobie wzorem Apple życzyć coraz więcej pieniędzy za samą markę.

    Lubię to

    • Brak możliwości dołożenia karty pamięci to faktycznie minus. Cóż, każde takie gniazdo zwiększa cenę… Ale większość telefonów xiaomi ma slot na dwie karty SIM, co jest bardzo fajnym pomysłem, bo teraz jak wrócę do kraju nie będę musiał żonglować kartami.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s