Ryzyko

Kino Cathay

Skrzyżowanie przed zabytkowym kinem Cathay w Szanghaju. Ruch uliczny w Chinach odzwierciedla chińskie podejście do ryzyka.

Co to jest ryzyko? Jak wiadomo, pewien maturzysta w odpowiedzi na tak postawione pytanie oddał pustą kartkę z podpisem: „To jest właśnie ryzyko!”. Jaką ocenę za to dostał – historia milczy, ale słuchając tego dowcipu niewątpliwie sami wczuwamy się przez chwilę w skórę egzaminatora. I od razu robi się wesoło, gdyż podejście maturzysty zakrawa na absurd, a humor – jak onegdaj zauważył Zygmunt Freud – opiera się właśnie na absurdach. W tym przypadku sprytny uczeń wykalkulował, że prosty koncept mógłby zastąpić żmudną pisaninę.

Ryzyko jest zawsze jakąś kalkulacją. W biznesie ryzyko jest iterowane, a zatem powtarza się nieustająco. Zawsze istnieje pewna mierzalna szansa, że coś się wykolei. Zawsze istnieją zyski lub straty, będące rozwiązaniami probabilistycznego równiania. Ale każdy bilansuje ryzyko trochę inaczej, o czy miałem się okazję jakiś czas temu przekonać…

Otóż musiałem się zająć małą kryzysową sytuacją jaka przydarzyła się pewnej japońskiej firmie. Zgodnie z japońskimi zwyczajami, rozmowa upłynęła w miłej atmosferze, ale dawno mnie już tak nikt nie wymaglował. Dobrze, stało się, ale co można zrobić, żeby problem rozwiązać? A jeżeli nie da się tego załatwić na czas, to jakie są WSZYSTKIE MOŻLIWE alternatywy? A ile będzie każda kosztowała, ile potrwa i jak to ma w szczegółach przebiegać? Czy ewnetualne roszczenia wynikłe z powstałych strat zostaną uwzględnione? Jak poprawić procedury, żeby takie sytuacje się nie zdarzały? Jak poprawić procedury podwykonawców? Jak poprawić prodcedury podwykonawców podwykonawców…?

tokyo gore police

W życiu i w filmach Japonia wygląda trochę inaczej.

Mało kto obawia się ryzyka tak bardzo, jak Japończycy. Dzieje się tak wbrew popkulturowemu stereotypowi, gdyż w filmach, grach czy komiksach, Japończycy ukazywani są jako romantyczni samurajowie albo rozgorączkowani jakuzi. Unoszą się pięknem, wpadają w ślepą furię, albo ciemną nocą zakradają się po używane majtki licealistki z automatu – tak to sobie w każdym razie wyborażamy na Zachodzie.

Tymczasem rzeczwystość jest całkiem inna. Japoński biznes działa bardzo zachowawczo i ostrożnie. Długo podejmuje decyzje, próbując zbadać, ocenić i wykluczyć wszelkie możliwe zagrożenia. Z taką starannością w ewaluacji można się spotkać m.in. w przypadku firm niemieckich, ale mam wrażenie, że one nie obawiają się ryzyka, tylko są po prostu „dobrze poukładane” i starają się uwzględnić wszelkie możliwe zmienne w równaniu. Japończycy tymczasem zdają się traktować ryzyko niczym czarnego luda, którego należy wyegzorcyzmować.

Japońska zachowawczość jest dobrze opisana w prasie fachowej i naukowej. Rynek papierów wartościowych w Japonii opiera się głównie na obligacjach, gdyż firmy i prywatni inwestorzy przedkładają mały, ale pewny zysk, nad giełdowe gruszki na wierzbie. Mimo, że jeszcze w latach 80. Kraj Kwitnącej Wiśni był mekką produkcji high-tech, to już w latach 90. i zerowych nie doczekał się w zasadzie żadnych znanych przedsiębiorstw internetowych. Młodzi przedsiębiorcy i zagraniczni inwestorzy narzekają, że Japonia to nie jest kraj dla startupów. Banki nie dają im kredytów, fudusze typu venture capital cienko w Japonii przędą, a młodzi zdolni wolą wieść stateczny żywot sararimana, niż budować nowy wspaniały świat we własnym garażu, jak to się (podobno) robi w Kalifornii.

Po drugiej wojnie światowej Japonia przez pewien czas rozwijała się bardzo dynamicznie, była wręcz synonimem postępu, ale pod koniec lat 80. walnęła w szklany sufit i od tego czasu zapadła jakby w sen. Uważa się, że to właśnie kultura unikania ryzyka była jednym z głównych powodów, które wyhamowały rozpędzony japoński shinkansen… A japońskie rozważania nabierają bardzo ciekawego znaczenia w świetle tego, co się dzieje w Chinach.

Otóż wydaje się, że w Chinach wyczerpały się już główne rezerwy szybkiego wzrostu. Słupki na wykresach będą teraz rosnąć wolniej, a kto wie, czy się w ogóle zatrzymają. Niektórzy wieszczą, że Chiny, kraj podobny do Japonii pod wieloma względami, same zbliżają się do swojego szklanego sufitu, na którym Chiński Sen (中国梦) ostatecznie się zatrzyma.

Między Krajem Kwitnącej Wiśni, a Państwem Środka zachodzi jednak pewna różnica…  Otóż Chińczycy uwielbiają ryzyko. Niech tam w Tokio dźwięczą sobie te śmieszne maszynki do pachinko, ale największa jaskinia hazardu na świecie znajduje się w Makau. Zaledwie kilka lat temu Makau zrównało się pod względem dochodów z Las Vegas, a dziś przy przynosi pięć razy więcej zysku. I to pomimo spadków w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Chińczycy mają bowiem to do sobie, że nie boją się igrać z losem, jaki ci gracze giełdowi, którzy po letnim krachu w tym roku bez sentymentów wrócili z siatkami pełnymi banknotów na szanghajski parkiet.

?

Błędne tłumaczenia napisów z chińskiego na angielski często się w Chinach zdarzają. Bo ryzyko, że ktoś je wykryje i wyciągnie konsekwencje, jest tu mniejsze, niż choćby na Zachodzie.

W swoich książkach o Chinach i USA Guy Sorman odwołuje się do pojęcia „konstruktywnej destrukcji” – wywiedzionego przez Josepha Schumpetera wprost z pism Karola Marksa. I w Chinach, i w Stanach istnieją oczywiście świete krowy zbyt duże, żeby upaść (w USA banki, w Chinach wszelkiego rodzaju SOE), ale w skali mikro obie gospodarki przypominają Dziki Zachód z westernów. Firmy błyskawicznie powstają i znikają, całe miasta się wyludniają, bo coś tam się przestało opłacać (to w USA), albo stają puste, bo ktoś przestrzelił z inwestowaniem i mieszkańcy tych miast jeszcze się nie urodzili (w Chinach).

Mieszkam już w Chinach 6,5 roku i mogę coś tam powiedzieć o metabolizmie tkanki miejskiej w Szanghaju i w Warszawie. Z moich obserwacji wynika, że Szanghaj to paker na sterydach, podczas gdy Warszawa to stateczna emerytka w bujanym fotelu. W ciągu kilku lat ulica w Szanghaju może diametralnie zmienić wygląd – sklepy otwierają się, żyją i umierają, a na zgliszczach starych, nieudanych biznesów wyrastają nowe. Z udanych biznesów pączkują całe sieci, na skalę miasta, prowincji i kraju.

I tak się dzieje w całych Chinach. I dopóki tak się dzieje, Chiny będą się rozwijać.

Advertisements

4 thoughts on “Ryzyko

  1. Konrad smiem polemizowac z tym ryzykiem, w Chianch jest to raczej efekt chinskich „Marianow”,

    do robienia pieniedzy dorwali sie chlopi ze wsi ktorzy nie maja eduakacji ani ogromu wiedzy ludzi wyksztalconych, ktos kiedys powiedzial ze mysl zabija czyn, zgadzam sie z tym, wielu moich chinskich kolegow ma rodzicow ktorzy dorobili sie fortun nie umiejac czytac i pisac,

    w Japonii natomiast mamy dostep do kapitalu(jak i w Koreii) elit wladzy i akademii z poteznych rodzin chaeboli, co niekoniecznie sprzyaja pdejmowaniu ryzyka, kalkulowane ryzyko da zwrot (na ROI )ok 6-8%, niekalkulowane da 15% lub wiecej, wiec w mojej opinii, obserwacjach, (miekszalem pracowalem w Korei i Japoni) widze to jako efekt „me 2”

    Chinczycy powielaja pomysly nie myslac o konsekwencjach lub ryzyku, biorac tylko przyklad z sasiada, czy czlonka rodziny, jesli chodzi o twoje nawiazanie do Macau, zgodze sie troche, wszak zauwaz ze w pierwszym rzedzie Macau to centrum uwalniania pieniedzy na swiat poprzez „wygrane” czy „przegrane”, nie uzyje slowa pranie gdyz oznacza cos innego,

    ci ktorzy naprawde graja to krezusi-cwoki dla ktorych ryzyko nie jest faktorowane mysleniem lecz zwykla forma zabawy, oni sobie moga pozwolic na przegrywanie bo maja gotowki bez liku

    Lubię to

  2. Jarek, ale to się nie gryzie z tym co napisałem. Chińscy „Janusze” nie boją się ryzyka, bo się przywyczaili, że kraj się nieustannie rozwija i zawsze jakoś to będzie. Tu wtopią 100 milionów, tam wyciągną 200 i jakoś im się kręci. To trochę przypomina Polskę z lat 90., kiedy panowała ogólna atmosfera optymizmu (przynajmniej wśród osób zajmujących się biznesem, a nie tych, które traciły pracę w likwidowanych zakładach).

    Kopiowanie innych też jest ryzykiem. Jest w Chinach hasło wychodzenia na świat i rozwoju poprzez wykupywanie isntiejących zachodnich biznesów. Czasem się to udaje – jak w przypadku np. Volvo Cars, a czasem nie bardzo, jak w przypadku pewnej chińskiej firmy produkującej sprzęt budowlany, która zrobiła taką inwestycję w sercu dawnego COP w Polsce.

    Z Makau – masz rację. Ci ludzie mają kupę forsy, z którą nie wiedzą co począć. I dlatego właśnie nie boją się ryzyka.

    I dlatego właśnie napisałem w puencie, że póki sie nie boją, Chiny będą się rozwijać. Ich dzieci pewnie będą o biznesie myśleć już inaczej, będą bardziej zachowawcze, wykalkulowane i ostrożniejsze. Ale nie wiem, czy wykrystalizuje się dokładnie taka kultura ekonomiczna jak w Japonii czy Korei, z oligarchią na czele. Pewnie tak, bo z grubsza w większości krajów na świecie – za wyjątkiem niektórych państw zachodniej Europy – do tego prowadzi kapitalizm.

    Ale czy to jest przesądzone?

    Lubię to

  3. Poza tym Chiny sa w lepszej sytuacji bo sa bardziej otwarte na swiat a Japonczycy strasznie psychicznie poblokowani przez wieki wyspiarskiej izolacji, ktora nasiaknela ich kultura i postrzeganie swiata.. Jeszcze mi sie nie zdarzylo ,zeby mnie niewpuszczono w Chinach do restauracji tylko dlatego, ze jestem obcokrajowcem, w Japoni nawet w Tokyo zdarza sie to czesto. Japonczycy byli przez lata przekonani o swojej wyrzszosci, zwlaszcza w Azji. Az tu wyrosla im konkurencja w postaci Korei i Chin. Kiedys kazdy kupowal Panasonica i Sony. Teraz Samsunga a jutro Huawei i Haier.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s