Ng!

ng– Tata, a dlaczego Polacy mówią „mhm”, a Chińczycy „mhm. mhm. mhm.”?

Moja córka to bardzo spostrzegawcze dziecko. Faktycznie, w czasie zwykłej rozmowy Chińczycy zwykli pomrukiwać znacznie częściej niż Europejczycy. Nie jest to jednak swojskie dwutonowe „u-uhm” (nisko-wysoko), lecz jednotonowe „yhm”. Urywkowe i głuche, wtykane w rozmowę niczym serie z karabinów maszynowych.

Ucząc się chińskiego, obcokrajowiec podświadomie zaczyna Chińczyków naśladować. Po pewnym czasie „yhmowanie” wchodzi człowiekowi w nawyk. Zwraca to uwagę ciekawskiego dziecka, czasem wywołuje zabawne sytuacje. Na przykład, raz zdarzyło mi się tłumaczyć po chińsku wywiad wideo dla jednego portalu. Dźwiękowiec wpiął mi mikrofon, dziennikarka zadała pytanie, przetłumaczyłem. Chiński rozmówca zaczął odpowiadać, ale dźwiękowiec nagle klepie mnie plecy.

– Czy może Pan przestać mruczeć?

Słuchając odpowiedzi Chińczyka zacząłem bowiem często a gęsto „yhmować”. Dopiero po dwóch upomnieniach ze strony ekipy udało mi się nad pomrukami zapanować. Cóż, consuetudo altera natura est – jako rzecze Arystoteles. – Przyzwyczajenie jest drugą naturą.

Dlaczego Chińczycy tak mruczą? Po prostu sygnalizują w ten sposób, że z uwagą słuchają swojego rozmówcy. Tak jakby mówili „przyjąłem, odbiór!”. Na funkcję podtrzymywania językowego kanału łączności zwrócił pierwszy uwagę rosyjski uczony Roman Jakobson, nazywając to funkcją fatyczną języka. Niemniej, sam termin „fatyczny” wprowadził do obiegu Bronisław Malinowski, który nazwą phatic communion nazywał rytualne pogadanki („Jak leci?”. „A dobrze. A u was?”. „Ujdzie”), służące bardziej konserwacji więzi społecznych, niż rzeczywistej wymianie informacji. .

O czym pisałem niedawno, rytualizacja i schematyczność rozmów w Chinach bywa czasem męcząca. Ale Chińczycy nie dorastają do pięt Japończykom, którzy takie fatyczne komunikaty w swoim języku wyodrębnili pod nazwą aizuchi (相槌). Japońska kultura ma to do siebie, że z wielką atencją traktuje szczegóły i stosunki międzyludzkie, toteż nawet fatyczne potakiwanie w trakcie rozmowy wymaga wedle Japończyków głębszego namysłu i odrębnej nazwy.

Chińczycy wiele rzeczy powymyślali, ale nie zawsze potrafili je doprowadzić – jak Japończycy – do perfekcji. Chiński język – podobnie zresztą jak polski, angielski i każdy inny – jest bogaty w rozmaite aizuchi. Choćby: kebushi (可不是, nie może być!) , taibangle (太棒了, zarąbiście!) czy maszynowe duiduidui (对对对, tak, tak, tak), które w szanghajskim przybiera postać dedede (oj, ile jak się tego co dzień nasłucham!). Najprościej jest jednak pomruczeć.

Zwykłe chińskie „yhm” przybiera w piśmie postać „n” tylnojęzykowego, czyli znaku ng (嗯, czyta się z grubsza jak polskie „ę”). Okcydentalne „mhm” jest zapisywane jako ngng  (嗯嗯).

Na moje oko, a zasadzie ucho, częstotliwość pomruków jest odwrotnie proporcjonalna do pozycji społecznej danej jednostki (czyli twarzy). Zwykły szyfu z taksówki jest bardziej skłonny do zaznaczania w ten sposób swojej skupionej uwagi, niż boss wielkiej firmy. A mruczy się częściej niż na Zachodzie niewątpliwie z powodu hałasu, który z kolei wynika z przeludnienia i generalnie hałaśliwego charakteru chińskiej cywilizacji.

Zabawne, że w „pisanym języku mówionym”, jakiego używa się w komunikacji internetowej, chińskie „yhm” wywołuje dokładnie skutek odwrotny od zamierzonego. Otóż jakiś czas temu serwis mikroblogowy Sino Weibo urządził plebiscyt na najbardziej obraźliwe wypowiedzi (网聊最伤人词汇). Pierwsze miejsce wywalczył „niemy śmiech”, czyli haha (哈哈), a drugie miejsce zajęło o (哦, perfidnie dwuznaczne, bo oprócz „o!” może też być skrótem od brzydkiego wyrażenia). Natomiast mruczące ngng (嗯嗯) uzyskało trzecie miejsce, wyprzedzając „przepraszam, idę wziąć prysznic, odpiszę” (对不起,我去洗澡了,回聊), którym chińscy internauci zwykli ucinać nudne konwersacje.

Reklamy

2 thoughts on “Ng!

  1. No dobra, 这个那个ten teges, ale ja tam częściej słyszę mmm, a nie n tylnojęzykowe 🙂 Oprócz tego, ale nie wiem, czy to nie moja chora wyobraźnia, mam wrażenie, że (może w przypadku kobiet) zdarza się czasem usłyszeć 嗯czytane.. ‚en’ i nie wiem, czy to już nie samo-zapętlenie 🙂 Fajny wpis. Lubić.

    Lubię to

  2. Zajepost,
    ja jako Suzhounese Mingong prowincjusz mecze sie z dodawaniem przez tubylcow zamiast zwyklego „de” (possessive particle 的) formy „delei” ktora w szybkiej mowie znieksztalca putonghua, nie wspomne o ich 7tonach, jesli chodzi o duiduidui/dedede skracaja do ei ei ei, lub e e e e
    a tak na marginesie, Shnaghaihua to chlopska wersja Wu? czyli Suzhouhua? (moge sie mylic)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s