Dzień Zwycięstwa

Hitler

Wydając wojnę Polsce, Hitler czerpał z japońskich wzorów, np. prowokcja gliwicka była inspirowana incydentem mukdeńskim z 1931 roku.

II wojna światowa w Azji zaczęła się wcześniej niż w Europie, bo już w 1937 roku, a skończyła się również później. Japonia podpisała akt kapitulacji dopiero 2 września 1945 roku. Nastąpiło to podczas specjalnej ceremonii na pokładzie pancernika USS Missouri, który postawił kotwicę w Zatoce Tokijskiej. W kapitualcji brał udział przedstawiciel Republiki Chińskiej, która z tej okazji począwszy od dnia następnego, 3 września, ogłosiła trzydniowe Święto Zwyciętstwa…

I dzięki temu mam dwa dni wolnego.

Chińska Republika Ludowa postanowiła bowiem uczcić 70. rocznicę zwycięstwa w podobny sposób, ogłaszając jednorazowe święto. W czwartek 3 września mamy wolne, a wolny piątek 4 września będziemy odbrabiać w niedzielę.

Mam jednak zgryz, bo w dużej mierze jutrzejszą labę zawdzięczamy Józefowi Stalinowi i milionom biednych Iwanów, którzy zapłacili życiem, aby czerwona zaraza mogła zatriumfować nad zarazą brunatną. Otóż Amerykanie wierzą, że Japonia skapitualowała, bo się przeraziła bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki na początku sierpnia 1945 roku. W rzeczywistości głównym powodem kapitulacji był sowiecki atak na Mandżurię. Zdobywszy Berlin, Stalin mógł przerzucić wojska z teatru europejskiego na dalekowschodni. Atak ruszył 9 sierpnia i w krótkim czasie odniósł zamierzone cele, zaczęto się szykować do desantu na wyspy japońskie. Jeżeli Japończycy nie skapitulowaliby na czas przed Ameryką, cieszylibyśmy się dziś Japońską Republiką Ludowo-Demokratyczną, z pewnością jeszcze gorszą niż Korea Północna.

Sowiecka interwencja uratowała zdewastowaną Republikę Chińską, która po 8 latach wojny ledwo stawiała Japończykom opór. Ale podobnie jak II Rzeczpospolita, Republika Chińska ostatecznie tę wojnę przegrała. Polska dostała łupnia w II wojnie światowej dwa razy – najpierw od Niemców i ZSRR, a potem z ZSRR i od naszych kochanych Aliantów. Chiny wprawdzie nie dały się pokonać Japonii, ale Republika Chińska wykrwawiła się stawiając Japończykom opór i poświęcając swoich żołnierzy dla alianckich planów w Birmie. A największym zwycięzcą II wojny światowej w Chinach okazali się komuniści. Niemal wytępieni w czasie Długiego Marszu, uciekli daleko na północ do Yan’anu i tam stworzyli swoje małe czerwone państewko, które stopniowo się rozrosło. Może nie stali całkowicie z bronią u nogi, ale mądrze oszczędzali siły na decydujące starcie… Kiedy w 1972 roku japoński premier Tanaka przeprosił Chiny za wojnę, Mao Zedong odrzucił jego deklaracje, mówiąc, że japońska agresja pomogła komunistom zniszczyć Kuomintang (Partię Narodową). W 1945 roku wybuchła bowiem w Chinach wojna domowa, która zakończyła się cztery lata później ucieczką narodowców na Tajwan.

Dziś Chiny jednakowoż domagają się od Japonii przeprosin i ekspiacji. Ale Mao już nie żyje, a nowe generacje chińskich polityków potrzebują jakiejś narracji, która będzie jednoczyć naród i uzasadniać chińskie próby rewizji zimnowojennego porządku w regionie. Bo o ile w Europie zimna wojna skończyła się w 1989 roku, to na Dalekim Wschodzie – przynajmniej w wymiarze geopolitycznym – trwa nadal. Korea jest przecięta na dwie połowy, a Chiny podzielone – na „mainland” i na Tajwan.

W samych Chinach panuje sytuacja, która przypomina to, co znamy świetnie z Polski i Europy Środkowej po 1945 roku. Wygrali czerwoni, a więc wszystko, co nie pasowało do ich narracji, stało się białą plamą. Nad Wisłą zapomniano o Katyniu, o żołnierzach wyklętych. W Chinach żołnierzami wyklętymi stali się żołnierze Republikańskiej Armii, którzy w ChRL padali ofiarą rozmaitych czystek i musieli swoje wojenne bohaterstwo ukrywać. O ich poświęceniu przypomniano sobie dopiero w latach 80., kiedy nastąpiła rewizja dotychczasowej wersji historii. Wtedy też zaczęto mówić o chińskich ofiarach, m.in. upamiętniono masakrę nankińską. Obecnie oficjalna wersja historii stara się pogodzić wysiłek wojenny komunistów i narodowców, wspominając ogólnikowo o „narodzie chińskim”. Tak też zresztą przygotowywane jest podglebie do przyszłego powrotu Tajwanu do macierzy.

Forgotten AllyPróbując zrozumieć wojnę z chińskiej perspektywy, przeczytałem doskonałą książkę Rany Mittera „Forgotten Ally”, czyli „Zapomniany Sojusznik”. Bo dziś mało kto pamięta, że Chiny miały swoją chwilę triumfu na konferencji w Kairze, gdzie wystąpiły w roli czwartego Alianta, obok USA, ZSRR i Wielkiej Brytanii. Ostatecznie jednak skończyły jak Polska – użyte i zapomniane. Mitter, Brytyjczyk o banglijskich korzeniach, bardzo ciekawie pisze o niewykorzystanej szansie aliantów, aby wypromować Czang Kaj-szeka jako jedynego wśród Aliantów przywódcę narodów skolonizowanych i zachęcić je do tym aktywniejszego udziału w wysiłku wojennym przeciw Japończykom.

Czang Kaj-Szek

Czang Kaj-Szek

Można odnieść wrażenie, że Mitter stoi wręcz po stronie Czanga, bo z sympatią ocenia jego poczynania w beznadziejnej sytuacji, między japońskim młotem a komunistycznym kowadłem. Stawia go ponad fatalnymi błędami, jakie popełniła Republika Chińska względem własnego narodu, choć Czang był przecież niekwestionowanym przywódcą Republiki. M.in. w 1938 roku narodowcy wywołali powódź w Henanie, żeby zatrzymać pochód Japończyków – zginęło wtedy przynajmniej 500 tys. Chińczyków. Na skutek głodu, który kilka lat później nastał w tej prowincji zginęło 4 mln osób, bo Republika nie chciała im użyczyć swoich zapasów.

plakat

„Powiedzcie światu, że potęga Ojczyzny to nie tylko 15 armii” – okolicznościowa reklama telewizorów w mojej windzie

Chińscy komuniści, podobnie jak w ZSRR, byli w mniejszości (i to przez całe lata, od 1921 do 1945 roku!), ale sprytnie wykorzystali sytuację, żeby sięgnąć po władzę. Zatriumfowali i dziś piszą historię. Ale w Szanghaju, który – jak ujął to znajomy Chińczyk – „zawsze był za Republiką”, jakoś nie widzę ferworu z okazji 70. rocznicy zakończenia wojny… Nie ma flag, a plakaty czy bilbordy jeśli gdzieś są, to pojedyncze. Jutro w Pekinie wielka defilada, ale mam wrażenie, że mało kogo to obchodzi. W „Forgotten Ally” Mitter pisze, że wielu Chińczyków traktowało wojnę z dystansem, próbowali oni po prostu przeżyć nie uważali walki za „swoją”, bo świadomość narodowa w Chinach dopiero w czasie II wojny światowej się wykuwała. Ten proces trwa zresztą nadal i celebrowana w Pekinie 70. rocznica jest niewątpliwie jego kolejnym stadium. Jakże to różne od doświadczenia małego, polskiego narodu, który wykuwał się jeszcze w XIX-wiecznych powstaniach…

A jeżeli o mnie chodzi, to uważam jednorazowe święto przede wszystkim za okazjaę, aby pomyśleć o ofiarach tej wojny. Chiny straciły w niej niewiele mniej, niż Związek Radziecki (nawet 24 mln) – prawie 20 milionów osób.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s