Zdobycie Góry Tygrysa

Taking of the Tiger Mountain

Nie sądziłem, że dożyję czasów, w których hongkońskie kino zacznie ekranizować stare rewolucyjne opery prosto z Ludowych Chin.

Dawno już nie oglądałem chińskich filmów. Zwykle w kinie szukam tego, czego akurat nie mam za oknem. W Polsce rzucam się na azjatyckie kino, w Azji – tonę w amerykańskich thrillerach i filmach s-f, nadrabiam zaległości z kinematografii polskiej. Ostatnio naszła mnie jednak ochota na kino chińskie, więc poradziłem się  S., bardzo inteligentnego znajomego protestanta, co by tu najlepiej obejrzeć.  Nie miał wątpliwości: The Taking of Tiger Mountain ( 智取威虎山), jeden najbardziej kasowych filmów, jakie nakręcono ostatnio w Chinach.

 

Dzieło wyreżyserował Tsui Hark (徐克), pierwszorzędny spośród drugorzędnych reżyserów Hongkongu (do pierwszorzędnych zaliczam m.in. Johna Woo i Wong Kar-waia), autor oryginalnej Chinese Ghost Story. We swojej wpływowej monografii Planet Hong Kong, David Bordwell nie szczędzi Tsuiowi komplementów, więc zaryzykowałem i wcisnąłem play. Co mnie od razu urzekło, to strona wizualna. Jak na Hongkong przystało, film jest technicznie świetny. Klatki skrzą się od kolorów, aktorzy błyszczą makijażem, efekty i sztuczki montażowe piętrzą się niczym w teledysku. To wszystko już było w zachodnim kinie, ale nikt jeszcze nie użył nowoczesnego sztafażu, żeby nakręcić… mit o Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Reżyser rzekomo czerpał z powieści Qu Bo Gęsty las, śnieżna równina (林海雪原). Ale we wprowadzeniu do głównego wątku oglądamy współczesnych chińskich chłopaków w USA, którzy na imprezie śmieją się z jakiegoś z jakiegoś starego i egzaltowanego komunistycznego widowiska operowego. W sumie zresztą cały filmy Tsuia ma w sobie coś bardzo operowego – te scenografie, makijaż na twarzach aktorów, stylizacja.

Otóż Zajęcie Góry Tygrysa stanowi nawiązanie do tzw. opery rewolucyjnej pod tym samym tytułem, która również powstała na podstawie książki Qu Bo. Była to jedna ośmiu tzw. sztuk wzorowych (样板戏), które małżonka przewodniczącego Mao, Jiang Qing, aplikowała swego czasu narodowi chińskiemu w końskich dawkach. W czasach rewolucji kulturalnej sztuki wzorowe grano na okrągło w kina i na żywo, przerobiono na komiksy oraz słuchowiska. W tym samym czasie po wielkich Chinach grasowały bandy hunwejbinów i rozwalały w drobny mak drogocenne dziedzictwo Państwa Środka.

 

Dlatego fakt, że hongkoński reżyser bierze na warsztat znaną historię z tej mrocznej epoki daje do myślenia. Bo to tak, jakby nagle Władysław Pasikowski orzekł, że zrobi remake Pokolenia Andrzeja Wajdy (Adam Michnik nie wyśmiewał to dzieło m.in. za karykaturalny obraz AK), albo ktoś w TVP wpadł na pomysł nakręcenia na nowo Czterech Pancernych i Psa.  Ale może w tym szaleństwie jest metoda? Fabułę przerobiono na potrzeby współczesnego kina, ignorując propagandową retorykęi zadęcie z czasów rewolucji. Główne przesłanie pozostało jednak niezmienione: Armia Ludowo-Wyzwoleńcza is good for you!

Przesłanie nie tu jednak nachalności z lat 70. Czerwone gwiazdy znikły z uszanek, a imię przewodniczącego Mao – z ust żołnierzy. Operowa umowność to sprytna sztuczka, za pomocą której Tsui odrabia pańszczynę, aby zabawić się opowiedzeniem fajnej historii (autentycznej, bo książka jest oparta na faktach) i przy okazji, a może przede wszystkim (!) – zarobić grube miliony na wielkiej chińskiej widowni. Film koncentruje się na wątku komunistycznego konia trojańskiego Yang Zironga (杨子荣), który podszywa się pod bandytę, żeby do gniazda zbójców wpuścić wpuścić czerwonych towarzyszy. Nasz bohater musi być sprytny niczym wąż, czujny i zdolny do błyskotliwych improwizacji. Jeden fałszy krok grozi demaskacją i śmiercią.

W takich tożsamościowych gierkach rodem z Konrada Wallenroda kino HKG jest chyba najlepsze na świecie, co przyzna, każdy kto oglądał Infernal Affairs (za remake tego filmu Martin Scorsese zdobył swojego upragnionego pierwszego Oscara) Oglądałem Zajęcie Gory Tygrysa z niekłamaną przyjemnością. I zastanawiałem się, czy ten wallenrodyzm hongkońskiego kina nie ma głębszej, historyczno-psychologicznej podbudowy: bo oto najpierw żyjesz sobie człowieku na skrawku wolnego świata, a chwilę później w „jednym kraju, dwóch systemach”. Znamy to świetnie z polskiego podwórka, a intelektualne przygody współczesnych hongkończyków opisał już dawno temu Czesław Miłosz w Zniewolonym Umyśle.

Takie sytuacje stawiają wielkie wyzwanie poszczególnym jednostkom. Bardzo wielka szkoda, że polska krytyka filmowa czy kulturalna w ogóle nie używa historycznego filtru, żeby się przyjrzeć temu, co się zktualnie rozgrywa w Hongkongu i za Wielkim Murem. Sam kiedyś zabawiłem się w ten sposób, pisząc sylwetkę Jackiego Chena na jego 60. urodziny. Chen to ciekawa postać, gdyż z wesołka wyewoluował w apologetę ChRL i agitatora, autoryzującego obecny ustrój Chin Ludowych. Widać inni filmowcy w Hongkongu dochodzą do podobnych wniosków, a najnowszy film Tsui Harka, z cukierkowym wizerunkiem ChALW, jest tego potwierdzeniem.

Jak to kiedyś powiedział Chruchill, zwycięzcy piszą historię.

PS. A Andrzej Waligórski słusznie dodawał:

Morał tu widać jasno jak na dłoni:
Bohater zginie, świnia się uchroni!
Czemże być lepiej: żyjącym prosięciem
Czy martwym księciem?
Ja żadnej rady dawać tu nie mogę;
Musisz słuchaczu sam wybrać swą drogę,
Najgorzej wszakoż, licz się z tą opinią,
Być martwą świnią!

Reklamy

2 thoughts on “Zdobycie Góry Tygrysa

  1. Ja poszedlem na ten film tylko dla Yu Nan, najpiekniejsza aktorka w Chinach, brak slow by opisac jej urode, kiedys natknalem sie na nia na lotnisku….serce stanelo mi w gardle.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s