Być jak Chipolbrok

chipolbrok_2

Wieżowiec Chipolbroku (ten biały w środku) w panoramie kolonialnego Szanghaju. Nad samą rzeką widać południowy kraniec Bundu.

Lubię przyciągać uwagę moich zachodnioeuropejskich rozmówców pytaniem o to, jaka była pierwsza w komunistycznych Chinach spółka joint-venture. Niektórzy myślą, że chodzi o Volkswagena, który powołał taką spółkę w Szanghaju w 1984 roku, co w owych czasach było ruchem śmiałym, wręcz wizjonerskim. Ale nie, wcale nie chodzi o niemieckiego giganta, tylko o Polsko-Chińskie Towarzystwo Okrętowe S.A. Chipolbrok, powstałe w 1951 roku na podstawie umowy rządowej. Statki z polską banderą mogły omijać wówczas blokadę morską, jaką zarządzili wokół Chin Amerykanie.

Dziś wszystko stanęło na głowie, bo Polska formalnie jest sojusznikiem Ameryki, ale Chipolbrok  istnieje nadal – w przeciwieństwie do podobnych spółek chińsko-albańskich czy chińsko-czeskich. Przetrwał rozłam chińsko-sowiecki, rewolucje kulturalną, otwarcie Chin na świat i rozmaite reformy. Nie rozrósł się jednak wielokrotnie, jak inni światowi armatorzy, choćby Maersk. Chipolbrok pozostaje poniekąd reliktem z czasów, kiedy Polska i Chiny w jednym stały domu i nikomu się jeszcze nie śniło, że światowy transport towarów zostanie zdominowany przez kontenerowce. Firma utrzymuje obecnie 17 statków odbywających regularne rejsy pomiędzy Europą i USA, a Dalekim Wschodem. Jak na ironię, do Polski statki Chipolbroku zawijają tylko na specjalne zamówienie, co wiele mówi o kondycji polskiej gospodarki i przemysłu.

Znaną ciekawostką, chętnie podawaną przez pracowników Chipolbroku jest fakt, że wszystkie ważniejsze stanowiska są w nim zdublowane. Firma ma dwie siedziby, w Szanghaju i Gdyni, i dwóch dyrektorów, Polaka i Chińczyka. W wywiadzie kilka lat temu polski dyrektor Chipolbroku Andrzej Karnabal wyjaśniał:

Rządy Chin oraz Polski mają po 50 proc. udziałów. Nikt nie ma przewagi i dlatego stanowiska kierownicze są zdublowane. Centrala firmy jest w Szanghaju i tam urzędują dyrektorzy generalni: Polak oraz Chińczyk. Podobnie jest w gdyńskim oddziale. Obok mnie drugim dyrektorem jest Chińczyk. Decyzje podejmujemy wspólnie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to utrudnia działanie, ale 60 lat praktyki pozwoliło nam na stworzenie sprawnego systemu zarządzania.

Dlaczego wspominam o osobliwym modelu zarządzania w Chipolbroku? Ano bo wszystko wskazuje na to, że ku takiemu modelowi zmierza współczesny świat. Od kilku tygodni czytam o Azjatyckim Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (ang. AIIB), który pragną powołać Chiny. Propozycję przyjęto z mieszanymi odczciami. Chociaż bank ma wspomagać inwesytcje w Azji pod dyktando Pekinu, przyłączyć się chcą do niego Wielka Brytania, Włochy, Niemcy, Szwajcaria, Izrael oraz wielu innych dotychczasowych sojuszników USA. Tymczasem sami Amerykanie w wyjątkowym oświadczeniu wyrazili niezadowolnie z przystąpienia Wielkiej Brytanii do tego przedsięwzięcia, co było szeroko omawiane i komentowane.

Amerykanie boją się, że AIIB stanowić będzie konkurencję dla instytucji, które sami powołali i które od lat są uznawane za narzędzie amerykańskich wpływów na świecie – dla Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wejście na scenę potencjalnego konkurenta BŚ i MFW na Dalekim Wschodzie zbiega się w czasie z osłabieniem tych instytucji po ostatnim kryzysie. Szczególnie MFW jest szeroko krytykowany, od czasu kiedy złajał go noblista Joseph Stiglitz. Mimo to, amerykańscy eksperci, m.in. Elizabeth Economy z CFR, uważają, że ich kraj nie ma już wyjścia i pownien przystąpić do AIIB, choćby z troski o amerykańskie interesy gospodarcze w Azji. To oczywiste, że firmom z USA będzie łatwiej startować w przetargach na realizację projektów finansowanych przez powstający bank. A Azja to kontynent o ogromnym potencjale rozwoju.

chipolbrok_1

Wieżowiec Chipolbroku (duże logo CP) widziany z drogi szybkiego ruchu przecinającej miasto.

Powstanie AIIB może jednak doprowadzić do sytuacji, w której dwie międzynarodowe instytucje finansowe będą dublowały swoje funkcje i walczyły o datki i wpływy. I o to Chinom najwyraźniej chodzi: nie mogąc się dochrapać podniesienia swojego statusu w dotychczasowych organach światowej polityki, Chińczycy postanowili zbudować organa własne. To trochę tak jak z tymi komitetami partyjnymi, o których kiedyś mówił Jacek Kuroń. Albo tak jak z tymi „udziałami” w świecie, do których nawiązał przed paru laty Robert Zoellick, namawiając Chiny aby zostały „odpowiedzialnym udziałowcem” (responsible stakeholder) światowej polityki. Ale Chiny uważają, że jeżeli mają być za coś odpowiedzialne, to chcą w tym czymś mieć jeśli nie pakiet kontrolny, to przynajmniej 50 proc. akcji, tak jak w Chipolbroku. I stąd pomysł na bank.

Chiny stosują tę politykę już od jakiegoś czasu. Nie podobała im się nagroda Nobla, więc stworzyły nagrodę Konfucjusza. Nie podobało im się, w jaki sposób BBC i CNN ukazują sprawy chińskie, więc powołano szereg kanałów i programów przedstawiających w języku angielskim „chiński punkt widzenia”. Nie podobał im się Internet stworzony przez USA, więc go trochę poprawiły, wprowadzając informatyczne „granice”, czyli złożony system filtrów, dzięki którym chińskie firmy na chińskim rynku mają przewagę konkurencyjną nad amerykańskimi. Tę wyliczankę można jeszcze ciągnąć, ale wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich kroków jest pojęcie „miękkiej siły”, czyli soft power, wprowadzone do obiegu przez Josepha Nye’a. Miękka siła nie jest siłą wojskową ani gospodarczą, przejawia się natomiast w kulturze, w mediach i w instytucjach.

Kilka lat temu w książce Charm Offensive analityk CFR Joshua Kurlantzick zauważył, że Chiny, uważne onegdaj za kraj odpychający, stają się światu coraz milsze i tym skuteczniej realizują swoje polityczne cele za pomocą narzędzi soft power. AIIB to niewąptliwie kolejny krok naprzód w realizacji „czarującej ofensywy” i nie można mieć wątpliwości, że wcale nie ostatni. Chińczycy będą wysyłać coraz więcej wojska na misje międzynarodowe (dzięki temu będą mogli np. ratować obywateli Polski, jak to zrobili ostatnio w Jemenie). Będą rozwijać program kosmiczny i być może dadzą USA kolejnego przytczka w nos lądując na Księżycu. Będą nadal organizować rozmaite międzynarodowe imprezy, bo ich na to stać i podnoszą w ten sposób swój prestiż. Będą nadal windować rolę juana, który być może stanie główną walutą AIIB (osobiście nie mam nic przeciwko temu, bo zarabiam w juanach i ciepło przyjmuję wieści o umacnianiu się tej waluty).

Niektórzy mówią, że ten nowy światowy porządek, w którym Chiny zaczynają się konfrontować z USA, to „nowa zimna wojna”. Fakt, w Azji Chiny są nadal wciśnięte w gorset zminowojennych stref wpływów, który próbują rozsadzić m.in. podkreślając swoją dominację na Morzu Południowochińskim. Amerykanie przez lata bardzo się starali, aby otoczyć Chiny kordonem przyjaznych sobie państw, od Korei Południowej, przez Filipiny po Wietnam, Tajlandie i Indie. Niemniej, Chiny nie zamierzają grać z USA w tę samą zimnowojenną grę, w którą grał z nimi Związek Radziecki. O ile Sowieci przykładali wielką wagę do ideologii, bo jakoś musieli nadrabiać braki finansowe względem USA, o tyle Chiny nie roszczą sobie żadnych ideologicznych pretensji. Wyciągają na stół swoje niezmierzone fundusze i to wystarczy, żeby kupić sobie przychylność europejskich potęg.

Obecna sytuacja przypomina zatem chyba bardziej europejski koncert mocarstw z pierwszej połowy XIX wieku. Wtedy, o porządku świata decydowali ci, którzy mieli zapewnione miejsce przy negocjacyjnym stole. Dobrze zatem, że po dziwnych wahaniach, Polska postanowiła jednak doprosić się do tego nowego stołu. Kłopot jednak w tym, że zasiadając w AIIB, Polska będzie się musiała – niczym Chipolbrok – oddalić nieco od Polski, od naszej wąskiej regionalnej perspektywy. Wzorem Niemców czy Francuzów będziemy się musieli – jako państwo – zacząć interesować takimi choćby problemami, jak budowa kolei w Laosie czy dróg na Filipinach.

Czy naprawdę jesteśmy na to gotowi?

 

Advertisements

2 thoughts on “Być jak Chipolbrok

  1. Wspanialy post, wszak obawiam si eze Polska robi to bez przymslenia ani przyszlosciowej strategii.

    Pomijajac brak polityki w stosunku do Chin, macosze trakotwanie Chinskich spolek w Polsce czy wrecz brak funduszy i checi zgospodarowani tych funduszy z glowa stawia Polske na przegraj pozycji.

    Niestety polski model bzinesu to „SZTOS”, brak mu polotu, finezji czy nawet planowania, rzesze „Marianow” przemierzaja Chinskie rynki szemlcu wzdluz i wszerz sciagajac fajans i koraliki by sprzedac to w Polsce, dlaczego? Bo Polska jest na poziomie fajansu, koralikow……..i Festivalu Fajerwerkow..imprezy przygotwywanej w Wawie stolicy europejskiej pomimo wielu akcji wspierajacych ochrone srodowiska oraz zaostrznia emisji gazow toksycznych do atmosfery.

    Polubione przez 1 osoba

    • Dla sprawiedliwości, dodajmy, że to nie tylko koraliki, bo np. większość elektroniki sprzedawanej w Polsce (wyjąwszy może LCD, bo tu sami jesteśmy zagłębiem produkcyjnym) jest made in China. Istnieje szereg firm, które ściągaja ten towar od ODM-ów z Południa Chin, gdzie się go produkuje najwięcej.

      Z tym „sztosem” jednak utrafiłeś serio. Niedawno obejrzałem sobie ten film (jest na YouTube, spięty na początku i końcu klamrą, ukazującą polskich biznesmenów w garniturach, wspominających stare dobre czasy, jak to się kroiło Niemców za winklem, wymieniając im w pośpiechu marki na złotówki wycięte z gazety. Cóż, to jest generalny problem Polski, że środowisko ekonomiczne przez dziesięciolecia wspierało takie właśnie postawy, a selekcji negatywnej podlegali ci, którzy próbowali grać fair, coś zbudować, uczciwie traktować klientów i pracowników itd. Ba, polskie władze same do dziś są zarażone tym problemem i traktują przedsiębiorców jak potencjalnych podejrzanych w sprawie.

      Niedawno znajomy biznesem, który ma firmy m.in. w Polsce i w Chinach, powiedział mi, że zamierza wyemigrować do UK, bo ma tego dosyć, a na Wyspach na niego chuchają i dmuchają. Chcemy wlaczyć o miejsce w koncercie mocarstw, ale Polska w tej chwili sama walczy o ludzi na europejskim rynku życia. I iesli nie zaoferuje swoim ludziom fajnych warunkow do zycia, to oni po prostu sobie pojda – do UK, do Niemiec, do Norwegii, albo i nawet do Chin.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s