Brud i miód, czyli o kulturze i biologii

Lin Wenjian (林文建) zapuszcza paznokcie u lewej ręki od 13 lat. Na co mu to? O tym opowiada niniejszy tekst…

Istnieje w humanistyce szkoła, która postuluje, że wyłączną przyczyną ludzkiej kondycji jest kultura. Wystarczy zmienić ludzkości warunki zewnętrzne, aby ulepić nowego człowieka, wolnego od problemów starszych generacji…

Jestem oczywiście przeciwnikiem tego rodzaju poglądów. Człowiek, jak każde zwierzę, jest produktem ewolucji i jako taki niesie ze sobą biologiczny bagaż, który predestynuje go do wielu rozmaitych zachowań. Mężyczyźni nigdy nie staną się kobietami, a ludzie en masse nie zamienią się nigdy w anioły (chrześcijańskie czy też komunistyczne), przedkładające dobro ogółu nad dobro własne. I bardzo dobrze, co bynajmniej nie znaczy, że człowiek nie powinien się samodoskonalić czy poświęcać dla innych.

Studiowanie kultury z perspektywy naszej biologicznej natury to fascynująca przygoda, która prowadzi do olśniewająych wniosków. W ten sposób można również oświetlić różnice pomiędzy kulturą zachodnią a chińską, o czym traktuje poniższy tekst. Pierwotnie opublikowałem go jesienią 2013 roku na portalu Na Temat Chin, a niniejsza wersja została nieco przeredagowana.

Tekst przedstawia kilka fizjologicznych różnic pomiędzy ludźmi pochodzącymi z Europy i Chin, ukazując kulturowe konsekwencje biologicznej odmienności. Jak sądzę, listę tę można wydłużyć, do czego szczerze zachęcam. Chciałbym jednak podkreślić, że z różnic tych nie da się wyprowadzić żadnych ideologicznych przesłanek do wyrokowania o wyższości jednych nad drugimi.

***

Przypadek 1. Paznokieć Drakuli

Będąc w Chinach, widzieliście to na pewno nie raz: wielkie, wypielęgnowane ostrze na końcu małego palca. Inne paznokcie u dłoni pozostają normalnej długości, ale ten jeden wyjątkowy odstaje okrutnie na kilka centymetrów, niczym szpon wampira w filmie klasy B. Od czasu do czasu ostrze ląduje w uchu, a jego właściciel kręci metodycznie paluszkiem to w jedną, to w drugą stronę. Wreszcie wyciąga paznokieć z otworu i niedbale strzepuje urobek wprost pod nogi. Niezależnie od tego, czy jest na ulicy, w metrze, czy w pociągu. I nie tylko w Chinach – największy taki pazur miałem okazję podziwiać u pewnego kambodżańskiego pogranicznika, kiedy przez pół godziny kontemplował mój polski paszport, czyszcząc przy okazji jamę uszną.

Niedawno Katarzyna Pawlak pisała w Na Temat Chin o zachowaniach chińskich turystów, które rażą tubylców w krajach przyjmujących, takich jak Polska. Dłubanie w uchu za pomocą higienicznego szponu to z pewnością jeden z najbardziej rażących przypadków kulturowych różnic, które zniesmaczają laołajów w Chinach. Internet pełen jest opisów obrzydzenia, ale jeżeli spojrzymy na ten problem w szerszym – fizjologicznym! – kontekście, to lepiej braci Chińczyków zrozumiemy i zdobędziemy się na nieco więcej tolerancji.

Chiny długie paznokcie

Li Jianping (李建平) z prowincji Fujian zapuszcza paznokcie u lewej ręki od 15 lat. Żeby ich nie połamać, unika transportu publicznego i kładzie się do snu z lewą ręką pod głową.

Zjawisko „wampirzego paznokcia” sam długo postrzegałem w kategoriach najzwyklejszej kulturowej niekompatybilności. Próbowałem neutralizować absmak, tłumacząc sobie, że to po prostu przaśny przejaw chińskiego praktycyzmu. Wszak osobnik wyposażony w superpaznokieć może natychmiast usunąć wszelkie swędzenia i szumy, co czyni jego życie przyjemniejszym. Wystarczy, że będzie utrzymywał przyrząd w czystości, a nie będzie musiał wprowadzać do jamy usznej żadnych, potencjalnie groźnych ciał ani substancji obcych, w rodzaju wacików czy płynów czyszczących. Pazur znajduje przy tym dodatkowe zastosowania: można nim podłubać w nosie, między zębami albo jeszcze gdzie indziej…

Długi paznokieć u małego palca może również pełnić tę samą funkcję, co pawi ogon, a więc imponować kobietom (teorię doboru płciowego, tłumaczącą istnienie takich kłopotliwych ozdób u samców, wysnuł jeszcze Karol Darwin!). Wprawdzie szpon utrudnia życie, bo łatwo go złamać, ale dzięki swej kruchości manifestuje wyoski społeczny status właściciela, wolnego od obciążeń pracy fizycznej. Opazurzeni bywają ludzie półświatka, interesu czy też urzędnicy, którzy łączą przyjemne z pożytecznym, gdyż ozdoba przydaje im się jako nożyk do papieru.

W tym celu można zresztą wyhodować sobie inne paznokcie, np. u kciuka. Są też i tacy, którzy zapuszczają ostrza u wszystkich palców jednej, a nawet obu dłoni. Chińczycy postępowali tak przynajmniej od czasów średniowiecznych. „W tym kraju jest oznaką dobrego urodzenia mieć długie paznokcie i niektórzy pozwalają wyrastać paznokciom wielkiego palca do tych rozmiarów, że oplatają one całą rękę” – pisał Odoryk z Pordenone, jeden z pierwszych europejskich podróżników do Chin na początku XIV wieku (cytat z Janem Jaworskim, Chiny, Kraków, wyd. Trzaska, Evart i Michalski, 1937).

W podobny sposób postępowali Mandżurowie, którzy opanowali Chiny w XVII wieku. Wśród mandżurskiej arystokracji pazury zapuszczały obie płcie, czasem na pięć, dziesięć i więcej centymetrów. W muzeach można podziwiać zdobne ochraniacze na paznokcie, należące do takich znakomitości, jak choćby cesarzowa-regentka Cixi. A że za czasów dynastii Qing zwyczaje arystokracji były kopiowane przez coraz niższe warstwy chińskiego społeczeństwa, wampirze pazury zaczęli z czasem hodować nawet kulisi.

Ale dlaczego moda na tak długie paznokcie nigdy nie rozkwitła w Europie, gdzie przecież nigdy nie brakło przedstawicieli klasy próżniaczej? Wszakże zachodnie kobiety od dawne chętnie zapuszczają i malują sobie paznkocie dokładnie w tym samym celu – żeby pokazać swój wyższy status społeczny i odróżnic się od wieśniaczek lub tych niewyedukowanych, steranych pań, wykonujących szlachenty zawód „konserwatora powierzchni płaskich”…

Otóż wyjaśnieniem naszej zagadki może być drobna różnica genetyczna, zapisana tylko w jednym genie. Sprawia ona, że: (1) Azjaci i rdzenni Amerykanie mniej się pocą (dlatego sami uważają często, że nieumyci Biali zwyczajnie śmierdzą); (2) w ich uszach zamiast lepkiej i płynnej woskowiny wydziela się substancja sucha, coś w rodzaju wosku.

Mokry „miodek” pojawia się w uszach zaledwie 4-7 proc. Chińczyków, podczas gdy u Europejczyków w 60-70 proc., u Afrykanów – w 99 proc.! W języku chińskim wydzielina nosi zresztą nazwę „usznego brudu” (耳垢, ergou). A brud, jak to brud, trzeba czasem proaktywnie usunąć, bo sam nie raczy wypłynąć. I dlatego właśnie historia prozaicznych patyczków do uszu, jakie znajdziemy dziś w każdej polskiej łazience, zaczyna się w Chinach w okresie dynastii Shang, czyli jakieś 1300 lat p.n.e. Jak ustaliła archeologia, Chińczycy wykonywali tego typu przyrządy od wieków z nefrytu, kości słoniowej, drewna, srebra i tak dalej, a nazywali je m.in. „łyżkami do dłubania w uchu” (挖耳勺, wa er shao).

Łyżki do dłubania w uchu

Bambusowe łyżeczki do uszu do kupienia w serwisie Taobao.

Przypuszcza się, że rasa żółta (tak, wiem, to brzydki, archaiczny i nieprecyzyjny termin) dostosowała się po prostu do ekstremów klimatu Azji Wschodniej: od chłodów Syberii po południowochińskie upały. O tym, że zredukowana potliwość (a wraz z nią zredukowana wilgotność woskowiny usznej) to wspaniałe dostosowanie, mogę się każdego lata przekonać na własnej skórze mieszkając w Szanghaju. Od połowy czerwca do końca września upał jest tu taki, że spodnie od garnituru muszę oddawać do prania co tydzień, bo na pasku i wzdłuż szwów pojawiają się białe zacieki – to sól, która wytrąca się z parującego potu. W przeciwieństwie do chińskich kolegów, pocę się niczym butelka zimnego piwa wyciągnięta z lodówki.

Inne ewolucyjne modyfikacje tego typu występujące wśród Azjatów to nieco grubsza warstwa tłuszczyku pod skórą, która lepiej chroni przed zimnem, jak i przed upałem (pomarszczone przekwitające Europejki mogą jej pozazdrościć chińskim babciom, które nierzadko cieszą się cerą podlotków), a także tłuściutkie powieki, osłaniające oczy (o tym później). Reasumując, w biologii nigdy coś nie jest lepsze od czegoś innego. W tym przypadku zredukowana potliwość została osiągnięta za cenę dłubania w uchu.

Przykład 2. Kto pije mleko…

Żołądek każdego zdrowego oseska na świecie jest w stanie trawić laktozę – cukier, który występuje w mleku ssaków. W ludzkim – w wyjątkowo dużym stężeniu. Jego trawienie uławia enzym (laktaza), którego produkcja dramatycznie spada u większościmałych ludzi po odstawieniu od piersi, podobnie zresztą jak u innych ssaków. Ale w trzewiach ok. 80 proc. Indusów czy Europejczyków laktaza jest produkowanaw dużych ilościach także w dorosłym życiu. Mutacje, które za to odpowiadają, pojawiły się być może w Turcji, jakieś 20 do 2 tys. lat temu, a następnie rozpowszechniły wraz z kulturą hodowli krów.

W Europie Północnej, np. wśród Holendrów, nie trawi laktozy tylko 1 proc. populacji, a wśród Duńczyków zaledwie 4 proc. Pomógł klimat. Dzięki niskiej temperaturze, spożywano na ogół mleko świeże, o wysokiej zawartości laktozy, i przypuszczalnie dzięki temu pojawiły się mutacje ułatwiające jej trawienie długo po okresie dzieciństwa. Natomiast w ciepłym klimacie mleko szybko się zsiada, dzięki zawartym w nim bakteriom, które lubią ciepełko i pracują wtedy wydajniej, rozkładając przy okazji większość laktozy. Ulubionym mlecznym dodatkiem do posiłku Indusa, Persa czy Turka jest raczej jogurt niż świeże mleko, a wśród mieszkańców Sycylii, gdzie jest gorąco i gdzie krów raczejnie zbywa (na skały trudno jest je wypędzić), nietolerancja laktozy sięga 71 proc.

Mleko bez laktozy

Melko pozbawione laktozy (无乳糖牛奶) jest dosyć popularne w Chinach.

Dla Chińczyków – nietolerancja laktozy sięga w ich przypadku aż 95 proc. populacji! – świeże mleko prosto od krowy będzie  przepisem na długą wyprawę tam, gdzie nawet królowie chadzają piechotą. Z dodatkowymi objawami w postaci bolesnych kolek oraz zwiększonej emisji gazów jelitowych, produkowanych przez bakterie marki Danone, które po przejściu treści pokarmowych przez żołądekbiorą się za niestrawiony cukier. Nic dziwnego, że Chińczycy odkrywają mleczną kulturę Zachodu dopiero od niedawna, dzięki rozwojowi przemysłu spożywczego, który stosuje mleko UHT,czyli pasteryzowane. Chińska tradycja ceni natomiast pozbawione laktozy roślinne mleko sojowe, które jest obowiązkowym dodatkiem do śniadania w południowych częściach kraju, np. w Kantonie. Z tego mleka robi się również ser – tofu.

Mleczne krowy były w Chinach raczej nieznane, co zaowocowało ciekawymi różnicami w kulturze i języku. Na przykład jednym z ulubionych motywów rustykalnych w chińskim malarstwie jest chłopiec jadący na wołu, gdyż bawoły wodne były szeroko rozpowszechnione – zwierząt tych używano do prac polowych i ceniono jest za siłę oraz pracowitość. W języku chińskim nie ma określenia „głupia krowa”, które przemawia do wyobraźni każdego, kto miał kiedykolwiek okazję gnać mleczne krowy na pastwisko. Słowo niu (牛, oznaczające wszelkie rodzaje bydła, łącznie z jakami i bawołami wodnymi) ma raczej pozytywne konotacje, związane z siłą i wytrwałością. Kilka lat temu określenie 最牛(zui niu, można je przetłumaczyć na polski: „po byku!”) zrobiło furorę w slangu młodzieżowym, tak jak np. w polskim słowo „zakręcony”. Mało tego, wstrząsające z punktu widzenia polskiego miłośnika wulgaryzmów wyrażenie niu B (dosłownie „krowia ci..a”, 牛B), tłumaczy się dosłownie na polski jako „zajebi…e!”.

Przykład 3. Powieka, która wreszcie drgnęła

„Pożegnaj pojedyczne powieki”, reklama operacji plastycznych

Wróćmy teraz do oczu, tych tak zwanych „skośnych”. W ich przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem wspak: to nie kultura dopasowuje się do biologii (jak w przypadku dłubania w uchu czy tolerancji na mleko), lecz sami ludzie poprawiają biologię, żeby dopasować się do wymogów nowoczesnej, wielkomiejskiej kultury w stylu zachodnim.

Z jakichś powodów w Polsce utrzymuje się przekonanie, że Chińczycy mają oczy „skośne”, choć w istocie po zamknięciu powiek szparki ich oczu są zazwyczaj idealnie równoległe (skośne bywają oczy np. u Mongołów). To dziwne, że nie znalazł się nikt, kto by odpowiednie dał rzeczy słowo. Spieszę donieść, iż w języku chińskim występuje rozróżnienie pomiędzy „powieką pojedynczą” (单眼皮, dan yanpi) i „podwójną” (双眼皮, shuang yanpi). Przygniatająca większość Chińczyków ma oczywiście powiekę pojedynczą i wiadomo, że jest to cecha recesywna. Innymi słowy, dziecko rodziców o odmiennych rodzajach powiek, przykładowo Chinki i Polaka, będzie miało powiekę podwójną, bo taka cecha jest genetycznie dominująca.

Oczywiście, obecny światowy wzorzec piękna faworyzuje ludzi o powiece podwójnej, z cienką skórką ściśle przylegającą do gałki ocznej i z zagłębieniem poniżej brwi. Takie oczy, z migającą dramatycznie powieką, są w stanie wyrazić więcej uczucia, wydają się żywsze i większe. Takimi oczami błyskają do nas nowe gwiazdy chińskiego kina i estrady. Nie sądzę, by wszystkieone odziedziczyły podwójną powiekę po swych rodzicach. W większości przypadków artyści poddali się odpowiedniemu zabiegowi chirurgii plastycznej (双眼皮手术, shuang yanpi shoushu), który w azjatyckim show – businessie jest po prostu obowiązkowy i który z gwiazd promieniuje na „prostaczków”. W Korei Południowej poddaje się temu zabiegowi znaczna część społeczeństwa, bo tam podwójna powieka oznacza lepszą pracę i fajniejszych przyjaciół. W Chinach gorączka chirurgii plastycznej właśnie się zaczęła i wywołuje podobne skutki. Kto (jeszcze) nie zdążył oddać swych powiek w ręce chirurga plastycznego, może skorzystać z rozwiązania tymczasowego – w bodaj każdej telewizyjnej makijażowni w Chinach jest na stanie… taśma klejąca, z której wycina się maleńkie kawałki służące do sfingowania podwójnej powieki.

Trenażer powiek

Trenażer podwójnych powiek (双眼皮炼器) , japoński wynalazek, na który jest w Chinach duży rynek…

To smutne, ale za m.in. za sprawą podwójnej powieki, Chińczycy – oraz ich sąsiedzi – powszechnie uważają, że biali ludzie są ładniejsi, a już szczególnie – białe dzieci. Kto podróżował po Chinach z dzieciakami, ten wie, że w miejscach nawiedzanych przez rzesze turystów aż trudno się opędzić od domorosłych fotografów, wśród których prym wiodą panie w średnim wieku, uzbrojone w iPhone’y. Czasem pytam je, po co im takie zdjęcie, a one zawsze odpowiadają, że białe dzieci są 这么可爱 (zheme ke’ai, „takie słodkie”)! Niektóre dodają, że chińskie dzieci nie są takie ładne, z czym się osobiście nie zgadzam.

Dzieci jak dzieci – wszystkie są piękne, a przykre zjawisko „cudze chwalicie, swego nie znacie” w kontekście białych i czarnych opisuje Elliot Aronson w swoim słynnym wykładzie psychologii społecznej, podając przykład czarnych dziewczynek bawiących się białymi lalkami. W Chinach najbardziej pożądane lalki również przypominają zazwyczaj białe kobiety (wiem, bo zwiedziłem z córką niejeden sklep i bazar). Moim skromnym zdaniem, skoro już chiński rząd reguluje w krajowej popkulturze zawartość takich treści jak pornografia czy podróże w czasie, to w pierwszej kolejności powinien zabrać się właśnie za lalki. No chyba, że chce napędzić klientek chirurgom plastycznym operującym seryjnie powieki, nie wspominając o producentach wybielających maści do skóry. I taśmy klejącej.

Przykład 4. Kultura octowa (醋文化, cu wenhua)

Z powodu uwarunkowań biologicznych Chińczycy inaczej reagują na alkohol i maja odmienną kulturę picia. Na ogół zakąszają, nawet do piwa, zaś osobników snujących się po ulicach z oznakami „wstawienia” praktycznie się nie widuje. Cóż, Chińczykom znaczniej trudniej osiągnąć przyjemny i długotrwały stan upojenia alkoholowego. Nie piją tak namiętnie, jak ludzie Zachodu, i według powszechnego przekonania, mają słabe głowy. W rzeczywistości jest jednakdokładnie na odwrót, o czym wie każdy, kto się mierzył z Chińczykami przy stole. Niektórzy potrafią wlać w siebie pokaźne ilości trunku i zachować przy tym twarz pokerzysty oraz trzeźwy umysł.

rumień alkoholowy

Rumień alkoholowy – przykład z życia wzięty. Na zdjęciu pewien mieszkaniec Suzhou, który dawno nie widział przyjaciół i po wesołym spotkaniu z nimi pochwalił się efektami.

Wątroba typowego Chińczyka (i Koreańczyka) błyskawicznie przetwarza alkohol etylowy w aldehyd octowy za sprawą wariantu genu ADH1C, który występuje niemal w całej miejscowej populacji. Wariant ów odpowiada za powstawanie bardzo wydajnej odmiany enzymu (dehydrogenazy alkoholowej), który pozbawia nosiciela znacznej części przyjemności z konsumpcji. A dalej jest jeszcze gorzej: powstały aldehyd octowy jest już rozkładany znacznie wolniej, za co z kolei odpowiadagen ALDH2, który w wersji rozpowszechnionej w Chinach koduje w DNA mitochondrialnym mało wydają odmianę dehydrogenazy aldehydowej. W efekcie aldehyd rozlewa się szeroko po organizmie, poszerzając naczynia włosowate, co wywołuje często charakterystyczny rumień na twarzy (红脸, hong lian – fachowo: 酒精性脸红反应, jiujingxing lian hong fanying, a po angielsku: Asian glow albo Asian flush). Na obliczu i ciele takiego osobnika pojawiają się często czerwone plamy, czemu towarzyszy m.in. uczucie pieczenia w ustach. Osoby z takim genetycznym wyposażeniem nie tyle się upijają, co podtruwają, nierzadko przeżywając po obfitej libacji kaca-giganta. Zmusiło to tradycyjną farmację chińską do wynalezienia szeregu lekarstw na tę przypadłość, otoczonych legendą i chętnie nabywanych przez Polaków odwiedzających Państwo Środka.

I tu znów kłania się ewolucja. Aldehyd octowy – sprawca kaca – jest najbardziej toksyczną z substancji w alkoholowym łańcuchu trawiennym: jest bardziej trujący od alkoholu, z którego powstaje, a także od kwasu octowego, na który przerabia go następnie nasza wątroba. Uczeni spekulują, że osoby z tendencją do wyższych koncentracji aldehydu octowego w organizmie mogły być lepiej przystosowane do realiów prachińskiej i starochińskiej gospodarki. Były one bowiem bardziej odporne na pasożyty wnikające do ustroju poprzez kontakt z wodą, przede wszystkim w centralnych i południowych Chinach, gdzie tradycyjnie dominowała uprawa ryżu. Wśród tych pasożytów znajdziemy m.in. pełzaka czerwonki, zwanego potocznie „amebą”. Innymi słowy, takie geny sprawiały, że ich posiadacze opierali się atakowi ameby i rzadziej umierali, przez co przekazywali swoje dziedzictwo genetyczne kolejnym pokoleniom. Zaś nieuprzywilejowani genetycznie wygrywali w kontakcie z amebą nagrodę Darwina (jeśli nie chcą Państwo podzielić ich losu, to na wakacjach w tropiku unikajcie surowych potraw, np. świeżo mytych warzyw i owoców).

Ocet z Shanxi

Tak powstaje słynny ocet ryżowy z prowincji Shanxi.

Oczywiście, aldehyd octowy trzeba było najpierw do organizmu wprowadzić, co by tłumaczyło, czemu w chińskiej kuchni i tradycji tak wielką rolę odgrywa ocet ryżowy, dodawany obficie do potraw.Skoro alkohol nie leczy duszy chińskiej tak skutecznie jak chociażby duszy słowiańskiej, można się tu było skupić na prozdrowotnym meritum: w niektórych regionach Chin – np. w prowincji Shanxi (山西) – jako napój konsumowany jest właśnie… ocet. Prawdopodobnie Chińczycy zauważyli, że jego popijanie sprzyja zdrowiu i dłuższemu życiu.

Na zakończenie:w świetle powyższych wywodów, chciałem wysunąć hipotezę, że najsłynniejszy chiński poeta Li Bai (李白), autor niezrównanych utworów opiewających konsumpcję alkoholu (nazywany w chińskiej tradycji „Alkoholowym Mędrcem” – 酒仙, Jiu Xian), pozbawiony był wyżej wymienionych defektów genetycznych. Dlaczego? Ano z racji pochodzenia.

Zaciekła dyskusja na temat miejsca jego urodzenia pozostaje nierozstrzygnięta, ale najtęższe głowy (m.in. Guo Moruo), wnioskowały, iż miejsce to leżało poza Chinami, gdzieś w dzisiejszym Kazachstanie albo Kirgistanie. Według legendy, matka poety pochodziła z jakiegoś tureckiego ludu, a wybitny sinolog Chen Yinque (陈寅恪, 1890-1969) uważał, że Li należy zaliczyć do Huren (胡人), czyli ogólnie ludów środkowoazjatyckich. Niektórzy przypuszczają, że Li Bai wyglądem nie przypominał nawet Hana, że miał jasne włosy i niebieskie oczy. Mógł mieć zatem genotyp nietypowy jak na Chiny, a jego dzieło i życiorys wskazują, że upijał się swojsko, z iście ułańską fantazją i z „sercem alkoholowym”, jakie opiewał w wierszu „Śmierć poety” K.I. Gałczyński. Według tradycji, Li Bai utonął po pijaku, próbując pochwycić rękami odbicie Księżyca w wodzie.

Z okazji zbliżającego się Święta Środka Jesieni, kiedy to należy podziwiać Księżyc w pełni, pragnę zadedykować PT Czytelnikom słynny utwór wielkiego poety w przekładzie Jarka Zawadzkiego. Zapraszam do dyskusji w komentarzach na temat praktycznego znaczenia różnic biologicznych pomiędzy rozmaitymi wariantami człowieka myślącego. Oraz do refleksji na taki oto temat: czy tak wspaniały literacki obraz pijaństwa mógł powstać w umyśle ogarniętym aldehydem octowym?

Li Bo (tłum.  Jarosław Zawadzki)

„Picie do księżyca”

Wśród kwiatów siedzę z wina dzbanem w dłoni.
Nikt się nie dosiadł, no to sam się poję.
Unoszę kielich, Księżyc zapraszając,
A razem z Cieniem jesteśmy we troje.
Choć Księżyc, biedak, pić to nie potrafi,
Cień ślepo ruchy powtarza wciąż moje.
Chyba z Księżycem się zaprzyjaźnimy
I razem z Cieniem na umór spijemy.
Gdy śpiewam, Księżyc opętany skacze,
Gdy tańczę, Cień mój pląsa ze mną niemy.
Rankiem radością swą się podzielimy
I rozejdziemy się ku chwale wiecznej.
Pijani, znowu będziemy się błąkać
Bez końca gdzieś po ścieżkach drogi mlecznej.

月下独酌

李白

花间一壶酒,独酌无相亲。
举杯邀明月,对影成三人。
月既不解饮,影徒随我身。
暂伴月将影,行乐须及春。
我歌月徘徊,我舞影零乱。
醒时同交欢,醉后各分散。
永结无情游,相期邈云汉。

Li Bai pije do księżyca

Advertisements

8 thoughts on “Brud i miód, czyli o kulturze i biologii

  1. Ten blog jest cudowny, naprawdę. Miło poczytać naprawdę interesującego o Chinach bez ciągłych nawiązań do tego jaka to wolnorynkowość jest niesamowita, a Pan Kleks powinien być królem Polski. Pozdrawiam Pana i podziwiam za wszechstronną wiedzę!

    Polubione przez 1 osoba

    • Dzięki, bardzo słuszna uwaga. I na czasie, bo teraz wszyscy chcą eksportować mleko do Chin, więc jak każdy Polak w Chinach interesuję się tym tematem 🙂

      Lubię to

  2. Świetny, po prostu wspaniały tekst, jak i cały blog.
    Co do wspomnianych patyczków, to są to „patyczki higieniczne”, nie do uszu. Nasza pediatra zawsze przypomina, żeby nie czyścić nimi uszu, bo skutek jest odwrotny – ubijanie woskowiny i jeszcze większe problemy z doczyszczeniem ucha. Może jakiś zabłąkany laryngolog potwierdzi 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s