Wietnam (2): wieczna wojna

Rambo

Rambo, Pluton, Czas Apokalipsy, Urodzony 4 lipca – dorastając w latach 80. i 90. po prostu wychowałem się na wojnie wietnamskiej. Ośmielę się stwierdzić, że obok II wojny światowej, była to główna wojna, które towarzyszyła mojemu pokoleniu w naszym coming of age. W lekturach szkolnych mieliśmy Kolumbów. Rocznik 20. albo Proszę Państwa do gazu, ale na ekranach – dużych, małych i tych komputerowych – śledziliśmy niekończącą się walkę US Army z Wietkongiem. I pewnie nie mnie jednemu się wydaje, że wiem o tej wojnie wszystko.

1. Nic zatem dziwnego, że trafiwszy wreszcie do Wietnamu z dziką chęcią przystałem na propozycję Maćka, aby obejrzeć słynne tunele Củ Chi pod Sajgonem. Pojechaliśmy tam z fasonem, autentycznym wojskowym samochodem z epoki. Maciek zna bowiem ludzi, którzy te samochody odnawiają i naprawiają. Wprawdzie nasz dżip zaczął szwankować zaraz po wyruszeniu, ale dzięki temu mogliśmy zobaczyć wietnamski szrot, na którym na naszego kierowcę czekał zapasowy samochód.

Zwiedzanie tuneli było mocnym przeżyciem. Przede wszystkim wietnamska „dżungla” wygląda nieco inaczej niż na amerykańskich filmach – wcale nie jest taka gęsta i wilgotna (akurat trafiliśmy na porę suchą, ale Amerykanie też przecież nie walczyli cały czas z monsunem u boku). Po drugie, obejrzeliśmy propagandowy czarno-biały film, z którego dowiedzieliśmy się, że Wietnamczycy za dnia walczyli, a w nocy obrabiali pola ryżowe – co jest dla odmiany bzdurą pochodzenia lokalnego.

Duże wrażenie zrobiły na nas pułapki. Wietnamczycy wykazywali ogromną pomysłowość w ich konstruowaniu. Pułapki towarzyszyły często wejściom do tuneli, które skrywały całe podziemne miasta, ze szpitalami, fabryczkami itd. Zwycięzcy trochę przejaskrawiają ich znaczenie, ale tunele faktycznie odegrały niszczącą rolę wobec amerykańskiego morale. Próbowano je niszczyć bombami, wpuszczano do nich gaz i słynne „szczury tunelowe”, a mimo to komuniści ciągle odbudowywali ciągnące się kilometrami podziemne fortyfikacje.

W Củ Chi można się przejść takim tunelem i nie jest to wcale przyjemny, elektryzujący spacerek, jak w jednej z moich ulubionych gier na C64 (z doskonałą ścieżką Jonathana Dunna, która świetnie nadaje się do remiksowania: 1, 2 albo 3). Prawdziwy korytarz jest potwornie ciasny. Trzeba nagiąć karku i podciągnąć kolana pod brodę. W połączeniu z gorącym klimatem i ciemnością, ciasnota tworzy bardzo nieprzyjemne połączenie. Nigdy nie cierpiałem na klaustrofobię, ale po kilku krokach miałem dość. A przecież budowniczowie tuneli, umieszczali w nich pułapki z zwierzętami albo syfony z wodą, kończące się nie wiadomo gdzie. Wietnamczycy potrafili czekać godzinami przy wejściach na amerykańskich intruzów. Wdzierając się do tunelu nie wolno było używać latarek, bo światło wskazywało cel obrońcom. Podobno wielu amerykańskich żołnierzy, rannych ciasnych tunelach, umierało z powodu szoku.

blood trailsjpg

 

2. Po tej wyprawie zapragnąłem zrozumieć, jak wojna wyglądała naprawdę i przeczytałem sobie Blood Trails, dzienniki Christophera Ronnaua, który trafił do „Namu” – jak nazywali Wietnam amerykańscy chrumkacze – w wieku 19 lat. Ronnau pisze o monotonii służby; o drążeniu okopów w zbitej jak kamień wietnamskiej ziemi; o „zgniliznie” dręczącej wiecznie obute stopy żołnierzy; o wojskowej walucie, którą regularnie denominowano, prowokując ataki zdesperowanych wietnamskich handlarzy i alfonsów, którzy próbowali oszczędzać w kwitach zarbionych na handlu z wojskiem.

O tym, że w Wietnamie przeciętny żołnierz miał 20 lat, podczas, gdy w czasie II wojny światowej aż 28 lat, gdyż dowódcy odkryli, że im mięso armatnie młodsze, tym mniej boi się śmierci i bardziej ufa oficerom. O tym wreszcie, jak sam zakończył służbę po zaledwie kilku miesiącach, bo postrzał w twarz niemal oberwał mu dolną szczękę. I o wielu innych rzeczach, których nie pokazują zwykle amerykańscy filmowcy, patetycznie zadumani na bohaterstwem i okrucieństwem. Ano właśnie – wojna wietnamska nadal czeka na swoją Kompanię Braci albo Pacyfik.

Swoją drogą, może zauważyliście, że jakoś ostatnio mało mamy filmów o Wietnamie? Cóż, w Hollywood dobrze wiedzą skąd wieje wiatr i skąd spadają kokosy. Dlatego dwa razy się zastanowią, zanim szwarccharakterem zrobią Chińczyka albo przypomną umęczonemu Irakiem, Afganistanem i kryzysem bankowym narodowi przykrą wietnamską traumę sprzed lat. A szkoda, bo wojna wietnamska to matka wszystkich współczesnych amerykańskich wojen: pokazała, że broń warta miliony może być skutecznie zrównoważona prymitywnymi metodami, a naprawianie „popsutych” państw poprez przeszczepianie im amerykańskich wzorów kulturowych czy prawnych – co po II wojnie światowej przetrenowano z powodzeniem na Japonii – wcale nie gwarantuje sukcesu, a czasem przynosi przeciwne skutki.

wieczna wojna

Na podstawie powieści Haldemana powstał całkiem przyzwoity komiks.

 

3. Po przeczytaniu Blood Trails, zabrałem się za powieść innego weterana – Wieczną wojnę Joe Haldemana. Autor też służył w Wietnamie i w Wiecznej wojnie daje upust swej wojennej goryczy. Armia jest tu biurokratyczną, wszechpotężną machiną, która popycha ludzkość do niepotrzebnej wojny z kosmitami. A że działania toczą się na odległych planetach, główny bohater odbywa przydługie podróże z prędkościami relatywistycznymi, w czasie których traci setki lat. Wracając na Ziemię, czuje się coraz bardziej obcy, bo w międzyczasie wszystko się pozmieniało. W związku z przeludnieniem ludzie przechodzą na homoseksualizm, wreszcie tworzą cywilizację aseksualnych, rozmnażanych sztucznie klonów, współdzielących jedną superświadomość… I to prowadzi do zaskakującego finału, którego nie zdradzę, bo nie chcę nikomu psuć zabawy.

Wracając do Chin zawsze się czuję trochę jak bohater Haldemana. Tutaj wszystko też szybko zmienia się tak szybko i regularnie, że ciągle trzeba się uczyć wszystkiego od nowa. I bardzo dobrze. Chiny dla laołaja to taka bezkrwawa wieczna wojna – trochę Westerplatte (każdy, jak wiadomo, ma swoje), a trochę Paragraf 22 albo Przygody Dobrego Wojaka SzwejkaI za to je można pokochać.

Reklamy

One thought on “Wietnam (2): wieczna wojna

  1. Witam,

    Bardzo mi sie podoba blog:) fajnie, ciekawie i nie nudno.

    Odnośnie Wietnamu, w którego ocenie mogą się przydać troche zapomniane i praktycznie nie wspominane w polskiej literaturze fakty:

    1) Madox – jako FF operation
    https://en.wikipedia.org/wiki/Gulf_of_Tonkin_incident

    2) rozkazy dla lotnictwa, które uniemożliwiały bombardowanie strategicznych celów. Tak jakby wojna byla poza zbrodnią to jakimś poligonem politycznych kontaktów w tej części Azji.

    http://www.abigailpfeiffer.com/2011/09/airpower-in-vietnam-a-strategic-bombing-analysis/#_ftn35

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s