Zakazane prezenty

taiwanMały skandalik wywołała niedawno brytyjska minister transportu, która goszcząc na Tajwanie podarowała merowi Tajpej zegarek. Obdarowany z kwaśną miną wybąkał, że chyba odda prezent na żyletki. Pani minister przeprosiła więc pokornie za gafę, a mer – za grubiański komentarz. W ten sposób udana wizyta została przykryta niepotrzebnym zamieszaniem.

Wpadki można było uniknąć, gdyby ktoś w otoczeniu Brytyjki zadał sobie trud zgłębienia tajników chińskiej prezentologii. W istocie, nie jest to żadna czarna magia, tylko szereg sympatycznych zabobonów, które – jak wiele symboli w chińskiej kulturze – zakorzenione są m.in. w zjawisku homofonii. Otóż chińszczyzna jest dość uboga pod względem występujących w niej sylab, dlatego wiele rzeczy kojarzy się ze sobą, bo ich nazwy wymawia się identycznie bądź podobnie. Oto lista największych prezentowych pułapek.

1. Dawać zegar = odprowadzać do grobu

Wyrażenie „dawać zegar” 送钟表 (song zhongbiao) kojarzy się z wyrażeniem 送终 (songzhong), oznaczającym pogrzeb, ostatni hołd. Wspomniany na wstępie tajwański polityk przeprosił za swój komentarz (przeprosiła też za niego tajwańska ambasada w Londynie), gdyż w istocie obdarowano go nie zegarem, lecz zegarkiem na rękę, czyli 手表 (shoubiao). Zwrot 送手表 (song shoubiao) nie kojarzy się z tabu. Znajomi Tajwańczycy uważają, że zegarek można jak najbardziej wręczyć jako prezent, uważać trzeba natomiast wyłącznie z zegarami. W Chinach półki sklepowe uginają się od Cartierów, Omeg i Roleksów, które znajdują nabywców i są wręczane jako prezenty, także oficjalne, np. przez władze.

Całej tej afery nie byłoby zresztą, gdyby strona brytyjska prezent skonsultowała – tak, w europejskiej kulturze prezent niespodzianka to miły gest, ale Chińczycy równie entuzjastycznie doceniają uzgodnione niespodzianki, gdyż uzgodnienia eliminują ryzyko utraty twarzy przez którąkolwiek ze stron.

Mnie osobiście homofoniczna egzegeza zegarkowego tabu wydaje się troszkę naciągana. Chińczycy tradycyjnie uważają liczenie czasu gościowi czy gospodarzowi za coś bardzo niegrzecznego, obie strony stwarzają pozory, że tak im ze sobą dobrze, że nie mogą się rozstać. Dlatego każda wzmianka o czasie będzie nietaktem, a gości żegna się w Chinach tradycyjnym 慢走 (man zou), czyli „idź powoli”. W sensie: „fajnie by było, gdybyś jeszcze trochę został”.

2. Gruszki lub śliwki, tudzież dzwoneczek wiatrowy = rozstanie

Z tych samych powodów afrontem jest podarowanie Chińczykowi gruszek lub śliwek (z produktami gruszko- i śliwkopochodnymi też lepiej uważać). Gruszki (梨) i śliwki (李) brzmią podobnie jak czasownik li2(离), który występuje w złożeniach „rozstawać się” (分离) czy „odjeżdżać” (离开).

Z wyrażeniem fenli kojarzy się dzwoneczek wiatrowy (风铃, fengling), dlatego jest to również niepożądany prezent.

3. Parasolka lub wachlarz = rozstanie

Parasolka (伞) wymawia się podobnie jak czasownik san4 (散), który oznacza „rozejść się”, a więc może wywoływać równie nieprzyjemne skojarzenia, co gruszki i śliwki. Wachlarz wymawia się shan4 (扇), co w południowych dialektach brzmi prawie tak samo jako san4, dlatego jest to również niezbyt taktowny prezent. Obdarowany, jeśli nas nadal lubi i nie chce zerwania stosunków, powinien – wedle tradycji – zrewanżować się monetą (może być małej wartości), która symbolizuje, że wachlarz był zakupem, a nie prezentem.

4. Buty = demony

Buty (鞋) wymawiają się identycznie jak słówko xie (邪), które oznacza coś demonicznego, złego, np. xieqi (邪气), czyli morowe powietrze. Poza tym buty zakłada człowiek, który zamierza wyruszyć w drogę, toteż wręczenie ich może zostać odczytane jako komunikat „spadaj!”.

5. Nóż = zerwanie

Nóż (刀) z niczym się homofonicznie nie kojarzy, ale powiedzonko „jeden nóż, dwa kawałki” (一刀两断) oznacza chęć zerwania związku. Poza tym nożem można siebie lub kogoś skaleczyć.

6. Czwórka = śmierć, ale szczęścia chodzą parami

Jeżeli prezent występuje w liczbie mnogiej, warto zwrócić uwagę co to za liczba. Chińczycy wystrzegają się czwórki (si4), bo kojarzy się ona ze słowem „śmierć” (死, si2), dlatego podarowanie komuś np. czterech kwiatów do poważny nietakt. Ale już inne liczby parzyste wywołują jak najlepsze skojarzenia – odwrotnie do obyczaju polskiego, który mówi, że kwiaty trzeba dawać w liczbie nieparzystej. Jak mawiają Chińczycy – hao shi shuang cheng (好事双成), czyli “dobre rzeczy łączą się w pary”.

7. Lustro lub akwarium = złe fengshui

Lustro wpływa na domowe fengshui, m.in. przyciągając złe duchy. Trzeba wiedzieć, w którym punkcie mieszkania powiesić dokładnie lustro, aby nie zamienić naszego domu w dom nawiedzony, toteż wręczając komuś taki prezent sprawiamy mu straszliwy mafan (麻烦, kłopot), tudzież wyrządzamy niedźwiedzią przysługę. Lustro może się też zbić, co sprowadza nieszczęście. Podobny kłopot stanowi akwarium – jak się zbije, to wypłynie z niego woda, zabierając ze sobą – wedle fengshui – pozytywne moce.

8. Zielony kapelusz? Jest zawsze podejrzany

A tak na serio, to zielony kapelusz jest odpowiednikiem europejskich rogów. My mówimy o przyprawianiu komuś rogów, Chińczycy o noszeniu zielonego kapelusza (戴绿帽, dai lvmao). Podobno w Okresie Wiosen i Jesieni mężczyźni oferujący za opłatą wdzięki swych własnych żon nosili zielone opaski na głowach. Ogólnie kolor zielony był w Chinach kolorem niższych warstw społecznych, więc nie kojarzy się on najlepiej i lepiej nie dawać prezentów w tym kolorze. Pamiętajmy, że kiedy Amerykanie wyprodukowali Kung-fu Pandę, film mocno skrytykowali chińscy nacjonaliści, a jednym z głównych powodów krytyki były zielone oczy misia Bo, który w ich mniemaniu miał stanowić uosobienie Chin i jako taki został wydrwiony.

9. Caishen, czyli nie dawaj czegoć ubędzie!

Figura boga bogactwa, czyli Caishena (财神), to już chiński prezent level hard. Bez takiej figurki nie może się obejść żaden szanujący się interesik – sklepik, kramik, knajpka itd. Takie figurki dają sobie przyjaciele, chcą przynieść jeden drugiemu szczęście. Ale prezentolodzy ostrzegają: darowany Caishen może zabrać ze sobą Twoje własne szczęście!

10. Figurki ludzi, kamienie i kurioza = złe duchy

Uważa się, że figurki ludzi, czyli ludziki (小人) mogą przyciągną więcej innych ludzików. A to źle, bo ludziki w konfucjanizmie oznaczają prostaczków. Nie chcemy nikomu życzyć, żeby przestawał z prostakami prawda?

Po drugie, xiaoren (小人) na Południu wiąże się z rzucaniem uroków (打小人), przypominających nieco voodoo, gdyż również używa się tam figurek, które mają reprezentować osoby obrzucane klątwą. Figurki mogą przyciągać zatem złe duchy, a na co to komu?

Moc przyciągania duchów maja również kamienie i antyki, więc z tego typu prezentami też lepiej uważać.

Reklamy

8 thoughts on “Zakazane prezenty

  1. Minister transportu mogła na szybko zaproponować odstąpienie zegarka za symbolicznego dolara tajwańskiego, nie byłoby już „song”, a „mai” i byłby spokój. 😉 Z drugiej strony pamiętam, że jeden z profesorów warszawskiej sinologii podczas pobytu na Tajwanie został obdarowany zegarkiem na rękę i wtedy jakoś zabobonni nie byli. On też – chwalił się nim. Inna rzecz, że już nie żyje 😮

    Chińczycy mają jobla na punkcie tych wszystkich kalamburów, co czasem można nawet na swoją korzyść obrócić. Np przy cenie 250 (erbaiwu – również ‚głupek’) można zaproponować niższą, bo jest ’不好听‘, a skoro oczko niżej jest 240, to też nieładnie brzmi, więc można próbować jeszcze trochę zbić.Jednak przy 240 sprzedawca może się okazać bardzo postępowy 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Niestety wykwintna sztuka targowania się znika z chińskiego krajobrazu. Targowiska ustępują miejsca galeriom, które mają ceny zafiksowane. W Szanghaju fiksują się na jakichś chorych poziomach, np. buty Clark’s kosztują 5 razy tyle, co w UK. To trochę przypomina lat 90. w Polsce, kiedy mieliśmy tylko hipermarkety i małe sklepiki. Z wytęsknieniem czekam na chińską Biedronkę…

    Polubienie

    • Mam nadzieję, że interior się ostał.. Z drugiej strony mi już by się nie chciało na każdym kroku targować o każdą głupią rzecz chyba (na studiach byłem postrachem ulicznych sprzedawców mandarynek) więc ceny sztywne mają też swoje plusy. Co do ich wysokości, to by się zgadzało, bo tu, w Polsce, kupują markowe obuwie i galanterię skórzaną bardzo chętnie. 2 tygodnie temu byłem służbowo we Frankfurcie i w tamtej mega-galerii wsiurskich gaoji marek, 3/4 to Chinki i Koreanki.

      BTW, magię 250 przerobiłem kiedyś na Polakach w imieniu Chińczyków 😉

      A co do Biedronki, to jak już będziesz dyrektorem na Szanghaj, Zhejiang i Jiangsu, a będziesz potrzebował kierownika działu tanich łuków, to daj znać 😉

      Polubione przez 1 osoba

  3. Powinniśmy w Polsce tworzyć luksusowe brandy z myślą o Chińczykach – poważnie mówię.

    A jak zostanę dyrektorem, to będę zatrudniał samych Polaków jak Kierbedź na Kolei Wschodniochińskiej. I wyhoduję taką diasporę, że Charbin nie podskoczy 😉

    Polubienie

    • Tylko na czym ma polegać jego luksusowość? Możemy przelewać bułgarski Słoneczny Brzeg do gaojiwszych butelek, a potem każemy się Beckhamowi napić przed kamerą i powiedzieć „你喝完才知道” czy coś? 😉

      Jak już masz budować drugi Harbin, to może w jakimś fajniejszym miejscu. Bo ja wiem, na Hajnanie? Ja lubię palmy i banany. Cała kadra kadra inżynierska i zarządzająca może być polska, ale ja poproszę o czamską sekretarkę. Oczywiście pełna kultura. Nie to, że coś. 😉

      Polubienie

  4. Haha, zawsze mnie śmieszą takie przesądy. Mi babcia mowila, ze w polsce podarowanie zegarka oznacza odliczanie do konca zwiazku xD Dalam swojemu chłopakowi Jordana Kerra prawie poltora roku temu i jakos nie zaważylo to na nasz zwiazek xD

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s