Jedwabniki

Jedwabniki

Youzha canyoung (油炸蚕蛹), czyli typowe danie kuchni północnej – jedwabniki samożne na oleju.

Niełatwo się przemóc do owadów. Sama idea zajadania czegoś, co ma czułki, odwłok i bzyczy, wydaje się człowiekowi wychowanemu w kulturze zachodniej czymś odrażającym. W ten sposób sami robimy sobie krzywdę, bo zamykamy się na ciekawe doznania kulinarne. To zamknięcie nie ma żadnych logicznych podstaw, poza tradycją oraz modą. Czym taki na przykład świerszcz różni się od krewetki? Niczym, ale wsuwać krewetki to szpan, bo je jedzą Francuzi i Włosi. Wsuwać świerszczyki – zgroza, bo to rzecz Azjatów, Afrykańczyków i Indian.

Logika logiką, ale świat tabu żywieniowych to świat emocji. Tak nas ukształtowała natura, czyli ewolucja. Człowiek uczy się jeść nowych rzeczy u progu dorosłego życia, a potem stara się trzymać raz wyuczonej diety, bo taki jest ewolucyjny przepis na długie spokojne życie i udane potomstwo. Ileż to ja razy widziałem tę kwaśną minę Polaków siadających pierwszy raz w życiu przy stole nakrytym chińskimi potrawami. Niektórzy przegrywają to starcie i utwierdzają się w przekonaniu, tylko ojczysta kuchnia nadaje się do jedzenia. Inni próbują, eksperymentują i dzięki temu ich życie stołowe staje się bogatsze.

Korea Jedwabniki

Chwila w której przemogłem się do jedwabników. Korea, 2011 r.

Niełatwo się przemóc do owadów i do dziś żałuję, że nie spróbowałem wielkiej, pieczonej szarańczy, którą sprzedają straganiarze w Indochinach. Kupiłem kiedyś w Laosie szaszłyk z trzema rosłymi okazami tego gatunku, ale im dłużej się w nie wpatrywałem, tym mniejszą miałem na nie ochotę, a ich wielkie upieczone oczy wpatrywały się we mnie szyderczo… Cóż żeby się do owadów przemóc, trzeba znaleźć motywację i dobrą okazję. Sam przestałem się bać owadów, odkąd przeczytałem „Podręcznik robakożercy” dra Łukasza Łuczaja, a potem odwiedziłem autora i zrobiłem z nim wywiad. Odrobina naukowej wiedzy pomogła wznieść się ponad europejski zabobon.

Okazja nadarzyła się natomiast w Korei Południowej, gdzie pewnego razu natknąłem się na straganik z jedwabnikami. W Azji od dawna jada się larwy tych motyli, najczęściej smażone na oleju. Jest to danie proste i smaczne, szczególnie popularne w północnych Chinach, skąd właśnie zawędrowało ono do Korei. Larwy nie mają żadnych długaśnych odnóży, czułek ani skrzydełek, wyglądają jak duże skwarki. Mają lekki smak i konsystencję ziemniaczanego puree, a rozgryzanie ich skórki to czysta przyjemność. Każdemu, kto i chciałby spróbować insektów, i boi się, polecam rozpoczęcie przygody z tą gromadą stawonogów właśnie od jedwabników. Sam namówiłem na nie kilku znajomych sinologów, którzy mimo wielu lat spędzonych w Chinach nigdy się na to danie nie odważyli.

Poniżej wrzucam kilka fotek z Muzeum Jedwabiu w Suzhou, które odwiedziłem we wrześniu ub. roku.

Micha jedwabników

Reklamy

6 thoughts on “Jedwabniki

  1. Nie jestem pewien, z opisu Twojego, czy Ci smakowały. Ja jadłem w Pekinie na szaszłyku i szczerze mówiąc, głowy nie urywały. Pożywne bardzo. Fakt. Porównanie z puree dość dobrze oddaje konsystencję, ale ziemniaczane wg mnie lepsze. W ogóle mam wrażenie, że większość zbożnych dań w Chinach jest lepsza od tych egzotycznych.

    Przy okazji spytam, jak oceniasz cenowo żarcie w Korei. Tzn mam na myśli poziom knajpek ulicznych, dapaidangów.. Do przeżycia?

    Polubienie

  2. Smakowały. Ostatnio w Yangshuo zjadłem też larwy os i muszę przyznać, że były chyba nawet lepsze o jedawników, bo mniejsze (smak był wyrazistszy). Zgodzę się z Tobą – to nie są potrawy, które mógłbym i chciałbym jadać codziennie 🙂
    Przyznam szczerze, że w Korei nie miałem zbyt wielu okazji do stołowania się na ulicy, ale kilka prób było zachęcające. Inna sprawa, że teraz to już w ogóle mam skrzywiony obraz – po Szanghaju wszystko wydaje się tanie jak barszcz. Moja szwajcarska szefowa wróciła ostatnio z nart w Japonii z wieścią: „jaka ta Japonia jest niedroga!”.

    Polubienie

    • Yangshuo, fajnie masz 🙂

      Jadłem w kilku koreańskich restauracjach, ale cały czas mam wrażenie, że albo nie są zhengzongde, albo mocno przereklamowana jest ta kuchnia. Teraz mi się w W-wie, pod nosem prawie, otwiera knajpa koreańska, co właśnie knajpę przypomina, nie restaurację, więc może się doczekam.

      Korci mnie Korea, ale jakoś głupio mi tam jechać zupełnie bez znajomości języka.

      Dzięki za info.

      Polubienie

  3. Pytanie, czy jedwabniki w Polsce będą świeże. Z nimi jest chyba jak z owocami morza, mrożenie zabija smak.
    Faktycznie bez znajomości języka trochę głupio, bo nie sposób pomarudzić nad menu w dowolnie wybranej restauracji 🙂

    Polubienie

  4. Te robaczki to bardziej ciekawostka jednak. Jadłem raz i mi starczy w zupełności, nic ohydnego w tym nie ma, jest co najwyżej nudne. Pamiętam, że miałem frajdę taką: na porannym bazarze koło kampusu uniwersyteckiego był sklep, w którym sprzedawano świeże te robaczki, jak uderzyć pięścią w stół to wszystkie zaczynały tańczyć!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s