W domu dobrego nazisty

1.

Przetłumaczenie „Rzezi Nankinu” Iris Chang to jedna z tych fuch, o których najchętniej w ogóle bym zapomniał. Teoretycznie nie powinienem, bo przekład był czystą przyjemnością: współpraca z wydawcą układała się doskonale, książka była świetnie napisana, zaś autorka przeprowadziła imponujące dochodzenie, inkrustując tekst mnóstwem informacji i cytatów. Robota w zasadzie wykonywała się sama.

Niemniej, materia „Rzezi” była mroczniejsza, niż najczarniejsza materia kosmosu. Niektórzy uważają, że Chang oszalała i popełniła samobójstwo, gdyż w czasie pracy nad książką nagromadził się w niej toksyczny psychicznie osad, który w jakimś momencie przekroczył masę krytyczną. Myślę, że coś jest na rzeczy, bo choć sam chlubię się mocnymi nerwami, to tłumacząc książkę Iris Chang nieraz miałem wrażenie, że zaglądam w bezdenną czarną studnię.

Takie uczucie ostatni raz towarzyszyło mi, kiedy jako kilkunastoletni dzieciak trafiłem do muzeum w dawnym obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Z tego powodu najchętniej wyparłbym „Rzeź” z pamięci. Ostatnio zresztą zajrzałem do tekstu i byłem zdumiony jak mało z niego pamiętam. Mózg ratuje się sam.

2.

W czasie pierwszego wypadu do Nankinu dwa lata temu, jakoś ominąłem Dawny Dom Johna Rabego (拉贝故居), dlatego postanowiłem to nadrobić w czasie ostatniej wizyty. Pierwszy raz pojechaliśmy tam w sobotę, ale zastaliśmy zamknięte drzwi i tabliczkę z informacją, że w weekendy dom muzeum jest nieczynny. W poniedziałek – akurat było Święto Środka Jesieni – placówka też urządziła sobie niezapowiedziane wolne. Na szczęście w Chinach wszystko jest możliwe. Kobieta ze stróżówki nie tylko wpuściła nas za bramę, ale i otworzyła nam dom.

Rabe mieszkał tu  latach 1932-38, będąc głównym przedstawicielem Siemensa w stolicy Chin. Dom połączony z biurem wybodowano specjalnie dla niego na terenie Uniwersytetu Nankińskiego. W grudniu 1937 roku, po zdobyciu miasta przez japońską Armię Cesarską, niemiecki gospodarz zamienił dom i otaczającą go działkę w schronisko dla uchodźców. Mieszkało u niego kątem łącznie aż 600 osób (!).

Zdeterminowany, aby ocalić życie Chińczyków, Rabe dał schronienie tak wielu ludziom, jak mógł, zamieniając własny dom oraz biuro w schroniska dla pracowników Siemensa i ich rodzin. Rabe schronił również na swej posesji setki Chinek, pozwalając im mieszkać w niewielkich chatkach ze słomy na podwórku za swoim domem. Razem z tymi kobietami rozwinął system ostrzegawczy, żeby bronić ich przed japońskimi gwałcicielami. Kiedy przełazili przez mur, kobiety dęły w gwizdek, a Rabe przybiegał na podwórko, przeganiając włamywaczy. Powtarzało się to tak często, że nocą Rabe z rzadka opuszczał dom, obawiając się, iż japońscy intruzi urządzą sobie orgię gwałtu pod jego nieobecność. Skarżył się na tę sytuację japońskim oficerom, ale nie traktowali oni jego skarg poważnie. Nawet kiedy złapał żołnierza gwałcącego kobietę w chatce na jego podwórku, jeden oficerów nie zrobił nic, by ukarać sprawcę, poza wymierzeniem gwałcicielowi policzka.

(…)

Przy innej okazji, swastyka przypuszczalnie uratowała Rabemu życie. Któregoś wieczoru japońscy żołnierze wdarli się na teren jego posiadłości i Rabe wyszedł im naprzeciw z latarką. Jeden z żołnierzy sięgnął po pistolet, jakby chciał go zabić, ale zatrzymał się, kiedy uświadomił sobie, że „zastrzelenie obywatela Niemiec to byłby kiepski interes” [cytat z dziennika Rabego – KG].

Jeżeli Japończycy Rabego szanowali, to chińscy uchodźcy go wielbili. Był dla nich człowiekiem, który ratował im córki przed seksualnym niewolnictwem, a synów przez ogniem karabinów maszynowych. Sama obecność Rabego wywoływała czasem zamieszki w obozach Strefy Bezpieczeństwa. Podczas jednej z jego wizyt w strefie, tysiące kobiety padły przed nim na ziemię, płacząc i błagając o ochronę, zarzekając się, że prędzej popełnią samobójstwo na miejscu, niż opuszczą strefę, aby paść ofiarą gwałtu i tortur.

W czasie tej grozy Rabe próbował podtrzymywać nadzieję wśród swoich uchodźców. Urządzał niewielkie imprezy dla matek z dziećmi, które urodziły  się na podwórku jego domu. Każdy noworodek otrzymywał prezent: 10 dolarów dla chłopca i 9,5 dolara dla dziewczynki (jak wyjaśnił Rabe w swym raporcie dla Hitlera – „Dziewczynki w Chinach nie są warte tyle, co chłopcy”). Zazwyczaj kiedy przychodził na świat chłopiec, dawano mu imię Rabego, natomiast dziewczynki otrzymywały imię jego żony, Dory.

Odwaga i hojność Rabego ostatecznie przyniosły mu podziw innych członków Międzynarodowego Komitetu, nawet tych, którzy fundamentalnie sprzeciwiali się nazizmowi. George Fitch napisał w liście do przyjaciół, że „niemal założyłby nazistowską odznakę”, aby okazać solidarność z Rabem i innymi Niemcami w Nankinie. Nawet doktor Robert Wilson, człowiek całkowicie odrzucający nazizm, wychwalał Rabego w swoich listach do rodziny: „Stoi wysoko w kręgach nazistowskich i, mając z nim tak bliski kontakt przez ostatnie kilka tygodni, odkrywszy jak wspaniałym jest człowiekiem o jak wielkim sercu, trudno mi jest pogodzić się z faktem, że taka osobowość może wyrażać podziw dla „Der Führera”.

Obozy uchodzcow

3.

Dom Johna Rabego w Nankinie od wyjazdu gospodarza stał zapomniany. Za radą Iris Chang, wnuczka Rabego Ursula Reinhardt zdecydowała się w 1996 roku opublikować dzienniki dziadka i wtedy przypomniano sobie o tym miejscu. Zidentyfikowano je z pomocą świadków ocalonych przed laty przez Niemca. W 2003 Uniwersytet Nankiński, na terenie którego stoi dom Rabego, odwiedził prezydent RFN Joahnnes Rau, wyrażając troskę o dalsze losy budynku. W 2005 roku niemiecki konsulat, firmy Siemens i Bosch-Siemens Home Appliances oraz Uniwersytet Nankiński podpisały umowę o renowacji dawnego domu Rabego, którą ukończono w 2006 roku. Obecnie w budynku mieści się małe muzeum poświęcone pamięci Johna Rabego.

4.

Komponując swoje dzieło Chang miała świetną intuicję, umieszczając w centrum uwagi Johna Rabego i jego dzienniki. Można wręcz odnieść wrażenie, że postać ta została uwypuklona kosztem innych autorów Nankińskiej Strefy Bezpieczeństwa, dzięki której z japońskiej rzezi ocalało ok. 300 tys. Chińczyków. Tamte inne dusze – protestancki lekarz Robert O. Wilson czy nauczycielka żeńskiej szkoły Minnie Vautrin – były poniekąd oczywistymi kandydatami na dobroczyńców, Rabe – wprost przeciwnie. Szef NSDAP w Nankinie i główny przedstawiciel firmy Siemens, którą oskarża się o udział Holokauście – to nie jest dobry materiał na bohatera. A jednak Rabe uratował dziesiątki tysięcy ludzi i faktycznie bohaterem został, a nawet zapłacił pewną cenę za to, że liczył na współczucie Adolfa Hitlera dla mordowanych Chińczyków.

Oczywiście ta cena – obcesowe przesłuchanie na Gestapo, zesłanie na placówkę Siemensa do Afganistanu, a następnie powojenna bieda i niepewność procesu denazyfikacyjnego – to nic w porównaniu z tym, co rodacy Rabego zgotowali „naszym matkom i naszym ojcom”, Polakom – polskiego, żydowskiego czy cygańskiego pochodzenia. Powiem szczerze, że tkliwe fragmenty, w których Chang biada nad ponankińskimi kolejami losu Rabego (ach, był głodny!) to najsłabszy dla mnie moment książki. Napisałabyś, kochanieńka, o rotmistrzu Pileckim – mruczałem do siebie (i do Iris Chang w zaświatach), ślęcząc nad „Masakrą” w jesienne wieczory. Ba, wyobrażałem sobie losy ocalałych w komunistycznych Chinach – jestem przekonany, że znajdziemy wśród nich wielu takich, którzy uszli japońskim bagnetom tylko po to, aby w ChRL dostać kulę w łeb albo umrzeć z głodu czy w obozie pracy. Chang tego tematu nie porusza w ogóle.

Muszę jednak przyznać, że „męczeństwo” Rabego z ręki jego niemieckich rodaków i aliantów świetnie komponuje się z całością tekstu, dopełniając obrazu krzywd jakich Rabe znał najpierw od Japończyków. W ten sposób Rabe staje się herosem, stawiającym czoło dwóm zbrodniczym totalizmom II wojny światowej, japońskiemu i niemieckiemu.

Grób Rabego

5.

Kiedy studiowałem dziennikarstwo na UW, prof. Maciej Mrozowski opowiadał nam razu pewnego o „rachunku semiotycznym”. Otóż niektóre znaki – „znaki” jako termin semiotyczny rzecz jasna – mają tak wyraziste negatywne lub pozytywne konotacje, że przestajemy je odbierać racjonalnie. Łączenie takich „nadznaków” ze znakami o przeciwnej wartości daje ciekawe efekty, czasem wywołujące zamęt, a czasem pobudzające do myślenia. Prof. Mrozowski podawał przykład takiego „oksymoronicznego” zdania: Jan Paweł II i Adolf Hitler sprzeciwiali się aborcji. Trudno potraktować je obojętnie, prawda?

Iris Chang, wybierając Rabego na centralna postać opowieści o „chińskim Holocauście” dokonała podobnego zabiegu. Wszak „nazista” kojarzy nam się jednoznacznie źle, a określenie „dobry nazista” odbieramy jak oksymoron. Śmiem twierdzić, że bez uwypuklonej postaci „dobrego Niemca z Nankinu” książka Chang nie osiągnęłaby takiego sukcesu wydawniczego. Opowieść o mordowaniu Chińczyków przez Japończyków zyskała dodatkowy wymiar – pokrzepiającą refleksję nad istotą dobra, które może wykwitnąć w najmniej spodziewanych okolicznościach.

Reklamy

2 thoughts on “W domu dobrego nazisty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s