Kura, czyli borsuk

Ledwo przejrzało „Jabłuszko”, a Internet już pada ofiarą nowego chińskiego memu. Piosenka „Chick Chick” (小鸡小鸡) w wykonaniu Rollin Wang (王蓉) przewaliła się przez internetowe serwisy informacyjne, jako typowe chińskie dziwadło, w którym nie wiadomo o co chodzi, ale jest i śmiesznie, i strasznie. Jak już pisałem, Chiny – z licząca pół miliarda publicznością internetową, która w przyspieszonym tempie się okcydentalizuje (westernizuje) – mają wszelkie zadatki, ku temu, aby stać się nie tylko fabryką świata (którą już są), ale i fabryką memów.

Czytaj dalej

Reklamy

Jedwabniki

Jedwabniki

Youzha canyoung (油炸蚕蛹), czyli typowe danie kuchni północnej – jedwabniki samożne na oleju.

Niełatwo się przemóc do owadów. Sama idea zajadania czegoś, co ma czułki, odwłok i bzyczy, wydaje się człowiekowi wychowanemu w kulturze zachodniej czymś odrażającym. W ten sposób sami robimy sobie krzywdę, bo zamykamy się na ciekawe doznania kulinarne. To zamknięcie nie ma żadnych logicznych podstaw, poza tradycją oraz modą. Czym taki na przykład świerszcz różni się od krewetki? Niczym, ale wsuwać krewetki to szpan, bo je jedzą Francuzi i Włosi. Wsuwać świerszczyki – zgroza, bo to rzecz Azjatów, Afrykańczyków i Indian.

Czytaj dalej

Alibaba kradnie Dzień Singla

 

Podejrzany: Alibaba Group, czyli największy chiński biznes internetowy, na świecie ustępujący wartością jedynie Google i Facebookowi. W czasie historycznego IPO na nowojorskiej giełdzie 19 września tego roku Alibaba został wyceniony aż na 231 mld dolarów. Obecnie w ciągu roku firma wypracowuje zyski sięgające 1/10 tej sumy. Alibaba Group to przede wszystkim Alibaba.com, czyli internetowa platforma B2B, która łączy eksporterów – głównie chińskich – z kupcami na całym świecie. Oprócz tego, do Alibaby należy serwis Taobao (B2C&C2C), Tmall (platforma B2C, o bardziej biznesowym charakterze, niż Taobao) oraz Alipay („chiński PayPal”, do którego należy połowa chińskiego rynku). I to nie wszystko. Czytaj dalej

W domu dobrego nazisty

1.

Przetłumaczenie „Rzezi Nankinu” Iris Chang to jedna z tych fuch, o których najchętniej w ogóle bym zapomniał. Teoretycznie nie powinienem, bo przekład był czystą przyjemnością: współpraca z wydawcą układała się doskonale, książka była świetnie napisana, zaś autorka przeprowadziła imponujące dochodzenie, inkrustując tekst mnóstwem informacji i cytatów. Robota w zasadzie wykonywała się sama. Czytaj dalej