Imię dla Chińczyka

Mateusz Ricci i Xu Guangqi

Matteusz Ricci, jezuita, który przetłumaczył Biblię na chiński, oraz zasłuchany w niego Xu Guangqi, jeden z najsłynniejszych chińskich konwertytów, który na chrzcie przyjął imię Paweł. Przez wieki zachodnie imiona w Chinach były wyłącznie domeną chrześcijan.

Z wielką ciekawością przeczytałem poradniczek, jaki właśnie opublikowała Chińska Telewizja Centralna (CCTV). Rzecz dotyczy angielskich imion Chińczyków…

W „Supermarkecie kultury” Gordon Matthews pisał o narodzinach tożsamości hongkońskiej z perspektywy powrotu Hongkongu do macierzy w 1997 roku (tekst bardzo na czasie, biorąc pod uwagę to, co się dzieje w HKG, polecam). Otóż wyrazem hongkońskiej tożsamości miało być właśnie angielskie imię, wybierane przez  mieszkańców byłej brytyjskiej kolonii w trakcie nauki angielskiego w szkole średniej. Dziwnie plotą się losy tego świata, gdyż dziś hongkońska moda podbiła całe Chiny. Jak kraj długi i szeroki, angielskie imiona wymyślają sobie gwiazdy pop i luminarze biznesu (z Jackiem Ma na czele), ale też sekretarki, handlowcy w firmach eksportowych itd. itp.

To onomastyczne zapatrzenie Chin w Zachód jest bardzo ciekawe, albowiem  Koreańczycy czy Japończycy nie podzielają tej fiksacji i zostają na ogół przy imionach ojczystych, chociaż bladym twarzom imiona koreańskie i japońskie jest równie trudno wymawiać, jak chińskie. Pewien trudniący się nauką angielskiego kanadyjski Murzyn, którego poznałem na wyspie Zhoushan (pozdrowienia, Kaśka!), postawił nawet taką tezę, że któregoś pięknego dnia Chińczycy rzucą w cholerę putonghua* i przejdą na angielski. Teza śmiała, ale wcale prawdopodobna, bo obsesja na punkcie angielszczyzny przybiera w ChRL zaskakujące formy, a native speakerzy żyją tu sobie jak pączuszki w maśle. Niedawno poznałem pewnego Kanadyjczyka (tym razem białego, dzięki Jarek!), który trudni się uczeniem dzieciaków pisania po angielsku. Bierze 500 juanów za godzinę nauki w 10 osobowej grupie. Takich grup ma kilka dziennie. – Wiesz, i tak nie jestem w stanie wszystkiego obrobić. Na liście oczekujących mam 60 dzieciaków – wyznał mi poufale.

Dobry angielski to w Chinach przepustka do lepszego życia, a zarazem wyznacznik statusu. Mówię chyba całkiem nieźle w putonghua, ale napotkani Chińczycy często przechodzą ze mną angielski, jeśli w miarę go znają i o ile w pobliżu stoją jacyś postronni obserwatorzy. Spikanie dodaje im tzw. twarzy (面子). Podobną funkcję pełni angielskie imię, które jest czasem – jak pisał Matthews – wyznacznikiem tożsamości.

Pracuję w międzynarodowej firmie i ciekawością zauważyłem, że moi koledzy w pracy posługują się głównie angielskimi imionami, także „między nami Chińczykami”. Powszechna jest sytuacja, że mówią do siebie per John czy Mary, i to nawet jeśli oboje są szanghajczykami i zasuwają do siebie w lokalnym języku (!). Mało tego, imię jest częścią ich profesjonalnej tożsamości, bo widnieje na wizytówce i używają go względem klientów. Mam wrażenie, że chiński klient czuje się lepiej obsłużony przez Johna Wanga, niż przez Wang Chena. Taki John Wang będzie w swój język wtykał anglojęzyczne terminy fachowe (choć istnieją chińskie odpowiedniki), bo to po prostu dobrze brzmi.  Taką chińszczyznę nazywam sobie prywatnie „miańszczyzną”, od słowa mian (面), które oznacza „twarz”  i zarazem „makaron”*. Pasuje jak ulał: nasi sarmaccy przodkowie mieli swoje makaronizmy (najchętniej z łaciny), a współcześni Chińczycy mają makaronizmy angielskie.

Przejdźmy więc do angielskich imion, które są kwintesencją makaronizowania (wszak w swoim czasie istniała w Polsce moda na łacińskie imiona). Oto mój komentarz względem porad CCTV, czyli typologia angielskich imion made in China.

1) Imiona tradycyjne: Elizabeth, Michael, William, Catherine

CCTV doradza je jako wyznacznik dobrego stylu, bo są „bezpieczne” i znamionują „zamożność”. Niby tak, ale zauważyłem, że z tradycyjnych imion przechodzą do powszechnego użycia w zasadzie tylko imiona krótkie. A to dlatego, że wymawianie długich imion angielskich sprawia Chińczykom trudność, gdyż chiński ma zupełnie inną morfologię. „Elizabeth” czy „Catherine” trafiają się rzadko, w przeciwieństwie do „Lizy” czy „Katy”. Bardzo często takie Elki i Kaśki nie wiedzą zresztą nawet, że ich imię jest zdrobnieniem dłuższej formy. Bo w chińszczyźnie nie ma zdrobnień.

Proste klasyczne imiona stwarzają jednak pewien problem: Chińczyków jest dużo, a chińskie nazwiska często się powtarzają. Johnów Wangów jest zatem jak psów, więc żeby się wyróżnić z tłumu, trzeba pokombinować. A jeżeli naniesiemy na to chińskie tradycyjne tabuizowanie, to wychodzą ciekawe zjawiska. Na przykład raz na lotnisku PVG miałem szkolenie ze spedytorem lotniczym, który miał na identyfikatorze wypisane „Steve Huang”, ale na wizytówce miał już inne imię. Zapytałem go o tą różnicę, na co się zarumienił: – Kiedyś nazywałem się Steve, ale tak się teraz przecież nazywa nasz CEO. A ja przecież nie mogę się nazywać tak jak sam szef!***

2) Imiona trącące myszką: Gertrude, Mildred, Percival, Wilbert

Takich imion niemal nie widuję. Jak ktoś chce się wyróżnić, to kombinuje w innym kierunku, a jak się nie chce wyróżnić, to nie będzie sobie łamał języka na Percivalu, choć takie przypadki sporadycznie się trafią. Znałem jednego Lancelota, choć wątpię, by on znał legendę o królu Arturze, co sabotuje jego pomysł na imię.

3) Imiona spożywcze: Apple, Candy, Sugar, Cherry

Celują w nich szczególnie kobiety, ale w moim przekonaniu wiąże się to z samą istotą chińskiej kultury, która jest nazywana „kulturą typu kulinarnego”, gdyż wszystko w niej kręci się wokół jedzenia. Jest to także kultura patriarchalna, a w takich kulturach kobiety są postrzegane właśnie jako obiekty konsumpcyjne. „Wysokie obcasy” opublikowały kiedyś nawet taki artykuł, pt. „Kobieta do zjedzenia”. Nie zliczę, ile znam dziewczyn o imieniu Apple lub Cherry (owoce te mają też bardzo pozytywne konotacje w chińskiej kulturze). Ba, nazwy te reprezentują też marki. Apple jak to Apple, natomiast Chery (przez jedno „r”) to znana marka samochodowa z miasta Wuhu.

4) Imiona sprośne:  Creamy, Pussy, Dong

Też takich nie napotkałem. Myślę, że autorzy CCTV chcieli po prostu przestrzec swoich rodaków przed wtopą.

5) Imiona mitologiczno-(pop)kulturowe: Vampire, Satan, Medusa

To jest bardzo fajna kategoria i bardzo ją lubię. Ciepło doceniam autoironię osób, które przybierają takie imiona, a także ich znajomość zachodniej (pop)kultury, co w Chinach nie jest wcale takie powszechne.  Znałem jednego Terranina (od Terran w StarCrafcie) oraz Anakina (od Anakina Skywalkera z Gwiezdnych Wojen). Na kolana powaliła mnie jednak przedstawicielka pewnej firmy produkującej armaturę łazienkową, która nazwała się Cinderella. Prowadziłem z nią ożywioną korespondencję w stylu: „Drogi Kopciuszku, 40HQ w tym tygodniu to na FOB czy na CIF?”.

6) Imiona od znanych osób: Einstein, Madonna, Obama

Chińczycy na ogół znają tylko najbardziej rozpoznawalne postaci świata zachodniego i wtedy takie imię jest próbą zwrócenia na siebie uwagi za wszelką cenę, chińskim odpowiednikiem Dżesiki albo Etienette. Podobno chodzą po Chinach ludzie, którzy nazywają się Hitler albo Stalin…

Ale jeżeli ktoś wybierze sobie jakiegoś bardziej wysmakowanego patrona, to świadczy to nietuzinkowej osobowości. Mam w pracy kumpla Slasha, i choć z Guns’n’Roses nie przepadam, to muszę przyznać, że gościu jest niewąski i zna się na robocie jak mało kto, a przede wszystkim świetnie włada angielskim.

Tego typu imiona potrafią też zaskoczyć: poznałem kiedyś pewnego fana futbolu, który nazwał się Podolskj Xu. To „j” na końcu nie jest wcale pomyłką, lecz celowym zabiegiem. Ale dlaczego tak – głupio jakoś tak było zapytać.

Taka ciekawostka: chińskie imona też potrafią nawiązywać do znanych postaci. Komputer, na którym piszę te słowa, sprzedał mi gościu nazwiskiem Xiao Bang (肖邦), czyli Chopin, bo tak dokładnie transkrybuje się na chiński nazwisko słynnego romantyka. Pisząc ten tekścik postanowiłem sprawdzić, czy jakiś Chińczyk nie wpadł na pomysł zostania Chopinem. I owszem, znalazłem w sieci m.in. Chopina Wanga, Chopina Zhao i Chopina Li.

7) Nieimiona, czyli imiona „amerykańskie”: Surprise, Dragon, Fish, Lawyer

To jest bardzo pojemna i popularna kategoria. Skoro Amerykanin może się nazywać jak japońskie miasto (Kobe Bryant), to Chińczyk może jak amerykańskie – poznałem kiedyś jednego Denvera. Z tej parafii bardzo podobało mi się też imię Godspeed.

8) Imiona reklamowe

Tę kategorię dodałem od siebie. Otóż niektórzy mistrzowie marketingu wykorzystują imiona, żeby poprawić swoje wyniki sprzedaży. Dobre imię kojarzące się produktem pozwala się po prostu wyróżnić, łatwiej takiego kontrahenta zapamiętamy i chętniej ubijemy z nim interes.

Kolega z Polski miał kiedyś straszny problem z domknięciem pewnego biznesu drobnicowego i poprosił o popracowanie nad chińskimi dostawcami. Chodziło o branżę moto. Jedną z tych firm, sprzedającą  przewody na potrzeby autoelektryki, udało mi się dopaść na targach motoryzacyjnych. Przedstawiłem się szefowi, który w odpowiedzi wręczył mi wizytówkę z nazwiskiem „Cable Chen”. Ów „Kabel” okazał się zresztą – wbrew swemu imieniu –  bardzo sympatycznym i konkretnym gościem.

Najbardziej rozbawił mnie jednak facet handlujący przyrządami pomiarowymi imieniem… Milimeter Li.


* Laicy nazywają putonghua „mandaryńskim”, ale języki mandaryńskie to cała grupa, a nie jeden język. Chińczycy używają nazwy putongahua czyli „powszechna mowa”. Lubię ten termin, bo jest precyzyjny i kojarzy mi się z Tolkienowską „wspólną mową”. Powszechną mową posługuje się ok. 60 proc. populacji, reszta rozumie ją tylko częściowo.
** W tradycyjnym piśmie chińskim makaron pisało się 麵, ale komuniści uprościli pismo zrównując makaron (i mąkę) z twarzą.
*** Imiona znanych postaci, m.in. przywódców politycznych, są w Chinach tabu, tzn. nie wypada nazwać dzieciaka Zedong (jak Mao Zedong) albo Enlai (jak Zhou Enlai). Tradycja tego sięga czasów cesarskich, w których używanie pewnych nazw czy kolorów (żółty) było wyłącznym przywilejem władcy. W czasach dzisiejszych polityka i imiona też się zazębiają: członkowie rządzącej krajem partii komunistycznej nie używają imion angielskich na wizytówkach. Po prostu im nie wypada, skoro partia chlubi się tym, że wyzwoliła kraj spod jarzma kolonializmu.  

Reklamy

7 thoughts on “Imię dla Chińczyka

  1. Cable Chen i Milimeter Li, mają również potencjał na Flipa i Flapa branży porno, ale nawet wtedy dalej zostają w swojej kategorii nr 8. 😉

    Ciekawi mnie też, skoro przyjmują imiona zbrodniarzy nam niemiłych, jak zareagowaliby na imiona z nazwisk japońskich oprawców z Nankinu na przykład. Czy wykazali by się poczuciem humoru wtedy? Nie to, żeby mnie nie rozbawił Hitler Zhou na przykład 😉

    Lubię to

    • Myślę, że świetnie znasz odpowiedź.
      Na marginesie, kiedyś w metrze spotkałem metalowca, który miał pod szyją żelazny krzyż z datą 1939. Taki rodzaj ozdoby.
      Albo takie cuś:

      Lubię to

  2. Zawsze mnie to wprawia w zakłopotanie, kiedy kupując coś na alibabie czy gdzieś jestem zmuszony rozmawiać z jakąś ‚Cindy’ czy ‚Kevinem’, którzy na dodatek ledwie cokolwiek po angielsku dukają. Nie lubię tego i nie potrafię myśleć o tym inaczej niż o tych polskich ‚Brajanach’, dzieciach polskiego prekariatu, nazwanych tak tylko dlatego, że zostali poczęci w momencie w którym rodzice akurat bawili się w parobasów w Southampton. Bzdurne i nikomu nie potrzebne udziwnianie.

    Lubię to

  3. W dalszym ciagu nie wiem, ktore to imie, a ktore to nazwisko.

    W powyzszym tekscie jest napisane: „Mam wrażenie, że chiński klient czuje się lepiej obsłużony przez Johna Wanga, niż przez Wang Chena.”

    A tu korespondencja od znajomej Chinki:

    From: Wenlong Ding
    Morning! My first name is Wenlong, Ding is my surname (family name).
    Wenlong Ding is a simon-pure Chinese name. My colleagues are used to call me Ding, so I sign with Ding.

    B.R
    Ding

    W obu przypadkach odnosze wrazenie, ze to pierwsze to nazwisko, a to drugie to imie (czyli odpowiednio Chen i Ding). Chinka jednak tlumaczy inaczej.

    Czy ktos juz to rozpracował?

    Lubię to

    • Przecież ona jasno pisze, że Wenlong to imię (first name), a Ding to nazwisko (Family name). Chińczycy często używają nazwiska w sytuacjach służbowych i oficjalnych, dlatego proponuje, żeby zwracać się do niej per Ding, czyli po nazwisku.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s