Jabłuszko, czyli chiński Gangnam Style

No i jest – pierwszy chiński hit na miarę Gangnam Style (江南Style). Tańczą go studenci i strażacy, stewardessy i pielęgniarki. Nucą emeryci w Harbinie, grają w szanghajskich dyskotekach i na hajnańskich plażach. Ostatnio przebój leci w kółko w Carrefourze koło mojego domu, więc nawet moja lepsza połowa dała się porwać szaleństwu w czasie zakupów.

Piosenka nosi tytuł „Jabłuszko” (小苹果) i stała się hitem ostatniego lata. Natknąłem się na nią po raz pierwszy jedząc obiad w Wang Xiang Yuanie (望湘园). Kelnerzy nagle ustawili się w linię i zaczęli tańczyć. A potem była w dwuszeregu zbiórka i skandowanie sloganów motywacyjnych, jak to się czasem zdarza w chińskich zakładach usługowych.

Nie dziwię się, że piosenka wpadła w ucho oficerom z biura werbunkowego Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w Xi’anie. Wojskowi postanowili wykorzystać ją, aby przyciągnąć do armii nowych rekrutów. Tłumaczyli nawet, że w „zapalaniu się jak świeczka” – o którym opowiada piosenka – chodzi o miłość ojczyzny.

Podobnych filmików nawiązujących do przeboju jest mnóstwo. Kto chce, niech szuka przedstawicieli wszelkich możliwych profesji i zakątków Państwa Środka tańczących do taktów „Jabłuszka”. Chciałbym jednakowoż odnotować, iż fenomen nie wziął się z kosmosu. Piosenka towarzyszy nowemu filmowi duetu Bracia Pałeczki, pt. tytułem 《老男孩之猛龙过江》 (ang. Old Boys: The Way of The Dragon), który to duet sam w sobie jest arcyciekawym zjawiskiem chińskiej sieci.

Panowie poznali się pracując w branży reklamowej w Pekinie. Tak przypadli sobie do gustu, że stali się nierozłączni. Właśnie dlatego przybrali pseudonim Kuaizi Xiongdi (筷子兄弟), czyli Bracia Pałeczki (ang. Chopsticks Brothers). Od czasu publikacji swego pierwszego dzieła wyrośli na fenomen, będący czymś w rodzaju chińskich Braci Figo Fagot, skrzyżowanych z Cezikiem. Od polskiej zgrywy sieciowej odróżnia ich to, że są bardziej nostalgiczni i uniwersalni, trafiają nie tylko do najmłodszego pokolenia. Duet składa się z Xiao Yinga (肖央) oraz Wanga Taili (王太利). Xiao urodził się w 1980 roku w Chengde w prowincji Hebei  i ukończył słynną pekińską filmówkę na kierunku reklama, natomiast Wang jest sporo starszy, urodził się w 1969 roku w Shandongu.

Po drugie, chińscy bracia mają ten luksus, że działają na największym internetowym rynku świata. Chociaż zaczęli od krótkich form, nie muszą wdzięczyć się do kamery samowtór (tak jak Niekryty Krytyk, Max Kolonko, Szymon Majewski i reszta zajwisk polskiej sieci). Mogą sobie pozwolić nie tylko na produkowanie dość różnorodnych piosenek, ale i całych filmów, które następnie wrzucają na Youku (jeden z chińskich klonów YouTube’a), żeby zarabiać na reklamach i product placementach od m.in. Chevroleta. Te filmy są niezmiernie ciekawe z kilku powodów. Owszem, czasem bywają nazbyt ckliwe (bracia, jak to reklamiarze, nie żałują lukru), natomiast mają fajne fabułki, w których autorzy po mistrzowsku operują suspensami i zwrotami akcji.

Filmiki Braci Pałeczek są – jakby to ujął mój syn – epickie. W fantastyczny sposób ukazują życie codzienne, zderzenie starych, maoistowskich Chin z Chinami Nowymi, które w pogoni za forsą zatraciły wszelką miarę i sumienie. Zawalone rupieciami klitki w hutongach sąsiadują tu z luksusem; biedny fryzjer z ulicy rozpoznaje w gwiazdorze telewizji kolegę z liceum, a dziewczyna goniąca za karierą i kandydatem na męża ma ojca milicjanta, który ślini się i łapie za tyłek dziewczęta w komunikacji miejskiej, gdyż zrobił to, czego inni pekińscy pasażerowie robić nie zwykli – stanął w obronie słabszego.

Jakby tego było mało, w filmach Braci Pałeczek krążą namiętnie jeszcze dwa inne motywy – przebieranki męsko-damskie oraz niespełnienie, szczególnie w miłości. Chociaż panowie nie dokonali oficjalnego coming outu, a nawet zaprzeczali, że są gejami, to sieć huczy od plotek, iż łączy ich coś więcej, niż męska przyjaźń. Nawet jeśli to prawda, to duet nie czyni z orientacji ideologicznego oręża. Bracia ukazują swoich bohaterów z humanistycznym pietyzmem, czasem pięknych, czasem zaplutych.

Takich produkcji raczej nie uświadczysz w dziesiątkach krajowych kanałów – satelitarnych, kablowych i cyfrowych. Moim skromnym zdaniem, twórczość Braci Pałeczek daje wgląd w potencjał chińskiej popukultury: tak mogłaby wyglądać, gdyby produkcja telewizyjna i filmowa nie musiała podlegać wymogom politycznej poprawności.

Ten problem doczekał się już nawet nazwy: New Yorker nazywa go „problemem Kungfu Pandy”, gdyż słynna animacja kilka lat temu wywołała w Chinach lawinę pytań, „dlaczego my Chińczycy sami nie potrafimy tak sprzedać naszej własnej kutlury?”. Jedną z przyczyn – wskazuje słusznie czasopismo – jest brak autoironii, która nie podoba się cenzorom. Lu Xun, jeden z ojców nowoczesnej literatury, mógł gorzko pokpiwać z dramatu Chińczyków w Prawdziwej historii A Q, a dziś w podobny sposób zabawia się noblista Mo Yan, stąpający non stop na granicy powagi i kpiny.

Artystom sztuk wizualnych nie wolno się tak daleko zapuszczać, ale Bracia Pałeczki pokazują, że Chińczyk potrafi także w tej dziedzinie (bo sieci wolno więcej, niż w telewizji czy kinie). I to ich upodabnia do PSY z jego Gangnam Stylem, który też przecież nie jest piosenką na serio, tylko zgrywą, taką, jaką onegdaj były polskie hity Mydełko Fa albo Chłopaki nie płaczą. Chiński net doczekał się szeregu takich kpiarskich przebojów, np. jeszcze w 1995 roku furorę zrobiła piosenka Dongbejczycy to żywi Lei Fengowie (东北人都是活雷锋). Ale te przeboje były długo nazbyt hermetyczne, niezdolne podbić światowej widowni. O co chodzi z tym Lei Fengiem? Za granicą wiedzą to tylko sinologowie, choć w Chinach zna tę postać każde dziecko.

Podobnie hermetyczna była kiedyś popkultura koreańska, ale udało jej się przebić, m.in. dzięki polityce rządu. Chińskie „Jabłuszko” pokazuje, że chińska kultura goni Zachód – jeszcze kilkanaście lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić w Chinach teledysk oparty patencie z Biblii. Dziś niektórzy przepowiadają, że Chiny mogą mieć największą populację chrześcijan na świecie, a symbolikę Edenu kapują chińscy internauci, co pozwala przypuszczać, że kiedyś – za trzydzieści parę lat – chińska popkultura zasymiluje globalne motywy w takim stopniu, że znajdzie sobie rzesze admiratorów na świecie, tak jak znalazła ich popkultura japońska, koreańska czy nawet hongkońska. Pieniądze na chińskie superprodukcje już czekają…

***

Oto mały przegląd produkcji Kuazi Xiongdi – powyższe wywody nie mają sensu, jeśli ograniczymy się tylko do obejrzenia teledysku. Niecierpliwym radzę przeskoczyć do przykładu nr 3 poniżej.

1.

Pierwszym dziełem był nieco nieporadny i nieskładny teledysk „Wyznania męskiej gejszy’ (男艺伎回忆录) do przerobionej piosenki japońskiego boysbandu Da Pump (chiński tytuł piosenki: 祝福你亲爱的; japoński: 地球に咲く花). Bracia napisali chińskie słowa, a w teledysku robią sobie polewkę z japońskiej, chińskiej i amerykańskiej popkultury. Tytuł nawiązuje oczywiście do pretensjonalnego filmu „Wyznania gejszy” z 2005 roku. Piosenka dostała dwie nagrody internautów.

2.

Druga produkcja, Gdzie jesteś?, to już dramatyczna historia niespełnionej miłości z Pekinem oraz rockową balladą w tle. Balladę bracia skomponowali oczywiście sami i całkiem fajnie im to wyszło. Filmik ma niemy charakter, nie trzeba znać chińskiego, żeby pojąć w czym rzecz.

3.

Bracia Pałeczki zaistnieli szeroko dzięki swojemu trzeciemu dziełu, krótkometrażowemu filmowi Oldboys (老男孩), w którym oddali hołd Michaelowi Jacksonowi i Park Chan-wookowi zarazem. Uderzające, w jak bardzo „zachodni” sposób jest tak historia nakręcona i opowiedziana, nie tracąc przy tym powabu „chińskości”. Coś takiego trzepnęło mnie, kiedy oglądałem pierwsze filmy koreańskiej fali. Bracia pełnymi garściami czerpią ze zjawiskowego Oldboya, ale fascynacja Jacksonem i osnucie akcji wokół programu talent show nadają całej historii tragikomicznego charakteru. Warto obejrzeć, film z napisami po angielsku.

4.

„Ojciec” to trochę kiczowaty, choć zarazem wzruszający portret relacji łączącej ojca milicjanta i jego córkę jedynaczkę. Proponuję zwrócić uwagę na totalną amerykanizację rytuału ślubnego, która dokonała się w Chinach w ciągu ostatnich kilkunastu lat – tu widać ją jak na dłoni.

 

Reklamy

3 thoughts on “Jabłuszko, czyli chiński Gangnam Style

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s