Tymczasowość

昆山欢迎您

Kunshan wita

1.

Ten dzień zapowiadał się wyjątkowo. Kupiwszy bilet na szanghajskim dworcu, wyszedłem na rozległy plac po jego północnej stronie. Brzmiała na nim becząca, podniosła muzyka szkockich dud – surrealistyczne tło dla strumieni chińskich pasażerów wypływających z przejść podziemnych. Tłumek gapiów, wpatrzony w środek placu, naprowadził mnie na grupkę kanadyjskich dudziarzy (skauci? orkiestra wojskowa albo policyjna po cywilu?). Kilku białych facetów w krótkich spodenkach stało sobie na środku placu pod flagami z klonowym liściem, dmuchając w piszczałki dud. Chińscy pasażerowie z prowincji śledzili ich poczynania z rozdziawionymi ustami. Jęk dud niósł się hen, poprzez plac, daleko i wysoko, płynąc między okolicznymi drapaczami chmur niczym dźwięki piszczałki szczurołapa z Hammeln.

Ostatnia Wieczerza

Ostatnia wieczerza

2.

Dziwne wydarzenia zapowiadają zwykle nowe olśnienia, dlatego nie zdziwiłem się zbytnio, kiedy po dotarciu na dworzec Kunshan Południowy (昆山南) ujrzałem w pobliżu jakiś stary, zapomniany kościół. Nie miałem czasu go zbadać, ale postanowiłem to zrobić przed powrotem do Szanghaju. Spotkanie w Kunshanie udało się wspaniale, a gospodarz, J. Rick Baran, nie tylko odwiózł mnie z powrotem na dworzec, ale i wysadził tuż przed kościołem, prosząc, abym się za niego pomodlił.

Ruszyłem dziarsko ku świątyni, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy na murze budowli odkryłem wymalowaną reklamę szkoły nauki jazdy. Za bramą rozciągał się wielki pusty wybetonowany plac. Po prawej stronie kościoła dostrzegłem warsztat samochodowy z jakimś faciem grzebiącym zapamiętale w silniku zdezelowanej santany. Nim dotarłem do wrót kościoła, obszczekał mnie wychudzony kundel, a w drzwiach świątyni powitał mały człowieczek o pobrużdżonej twarzy, który mógłby uchodzić za chińską wersję Himilsbacha. Towarzyszyła mu dziwna kobieta, obracająca zawzięcie treningową kierownicą przyczepioną do ławki. Kręciła w jednym kierunku, a pasja z jaką to czyniła, uniemożliwiła ocenę, czy jest autentyczną mistrzynią kierownicy, rozgrzewającą mięśnie przed jakimś ważnym wyścigiem, czy też może zwykłą wariatką.

Kościół – teraz ujrzałem to jak na dłoni – był opuszczony. Opustoszałe wnętrze wyglądało tak, jakby dokonała się tu nowa rewolucja kulturalna. Świątynię ograbiono z ław i innych elementów wystroju, a na jej środku ustawiono siatkę do badmintona, jakby dla urągania Bogu i dla pognębienia wyznawców „opium dla mas”. Takie rzeczy raczej nie dzieją się w Chinach od wielu lat, toteż desakracja świątyni wydała mi się wielce zagadkową.

mistrzyni kierwonicy

Mistrzyni kierownicy

Zagadałem do ekscentrycznych postaci u wrót. Oboje strasznie się ucieszyli, że mogą się ze mną porozumieć, jednakowoż zmartwiła ich wiadomość, że nie zamierzam się zapisać na naukę jazdy w szkole (kurs podstawowy składa się z 28 godzin). Kiedy zeszliśmy na kościół, „Himilsbach” wyjaśnił, że jego użytkownicy wynieśli się do nowego, imponującego budynku przy głównej stacji w Kunshanie. Od razu przypomniałem sobie, że wiele razy widziałem ów budynek z pociągu, bo trudno go przeoczyć. Wygląda jak prowincjonalny, nowobogacki kuzyn słynnej modernistycznej Kaplicy Matki Bożej w Ronchamp.

Nowy kosciol w Kunshanie

Nowy kościół w Kunshanie

Oczywiście musiałem, powiedzieć, skąd pochodzę, ale kiedy zacząłem tłumaczyć, że większość Polaków to katolicy, „Mistrzyni kierownicy” przecięła moje wywody, deklarując: – My Chińczycy jesteśmy buddystami.

Zaczynałem rozumieć, co tu się wydarzyło. Stary kościół pozostawiono, gdyż parafia otrzymała w użytkowanie nową działkę i nową, lepszą świątynię. Na stronie pracowni architektonicznej, która go zaprojektowała, można przeczytać, że nowy kościół „uosabia nie tylko nowoczesność, ale i trendy we współczesnej ekonomii, kulturze i filozofii”. Władze jednakowoż nie wyburzyły starej budowli, być może zechcą ją odremontować. Tymczasowo w starym kościele – a w zasadzie na placu przed nim – ulokowała się szkoła jazdy. Chińska rzeczywistość nie znosi próżni.

3.

Okres po tragicznej pekińskiej wiośnie 89 roku zwykliśmy w Polsce uważać za okres recydywy zamordyzmu w Chinach. Historia bywa jednak bardziej skomplikowana. Na przełomie lat 80. i 90. ub. wieku w okolicach Szanghaju przynajmniej w sferze duchowej działo się coś kompletnie przeciwnego: religie odżyły, a ich wyznawcy zaczęli być wreszcie traktowani jak ludzie. O czym pisałem niedawno, taoistom oddano wtedy Świątynię Miejskich Bogów w Szanghaju. Najważniejsza w delcie Jangcy świątynia katolicka – Bazylika Matki Bożej, Wspomożycielki Wiernych na Górze She – została zwrócona katolikom we wrześniu 1989 roku, zaledwie kilka miesięcy po wydarzeniach w Pekinie.

To właśnie wtedy – dokładnie w 1990 roku, o czym zaświadcza tablica przy drzwiach – pozwolono  katolikom odbudować kościół w Kunshanie, nazywany Kościołem przy Małym Podłużnym Stawie (小横塘天主堂). Co było wcześniej – źródła oficjalne milczą. Można jednak o tym przeczytać m.in. na forum mieszkańców Jiadingu, na którym autor wkleił notatkę z jakiegoś niezidentyfikowanego źródła. Otóż stary kunshański Kościół pw. Świętego Serca Maryi (圣母圣心堂) powstał w 1924 roku. Była to położona wśród pól siedziba wiejskiej parafii, liczącej w 1949 roku ponad 3000 dusz.

Tablica

Kościół zakończył działalność w 1958 roku. Budynek oddano wtedy we władanie miejscowej komunie ludowej, która urządziła w nim szkołę. Autor wpisu na forum informuje dalej, że budynek „uległ różnego stopnia zniszczeniom”. A my możemy się tylko domyślać, że chodzi o o okres rewolucji kulturalnej (1966-1976), kiedy to na masową skalę rozwalano w Chinach zabytki przeszłości. W okresie reform pojawiły się nawoływania o przywrócenie kościoła do stanu poprzedniego. Odbudowa ruszyła pod koniec 1991 roku i zakończyła się w październiku 1992 roku.

Dziś kościół jest znowu pusty. Pola ryżowe znikły, bo ziemię zajęły wybudowane niedawno wielkie blokowiska. Wreszcie w 2010 roku nieopodal wybudowano dworzec szybkiej kolei Kunshan Południowy, który służy blokowiskom i pobliskiej strefie przemysłowo-technologicznej.

4.

Niedawno odwiedziłem osiedle, na którym przemieszkałem w Szanghaju pierwsze dwa lata. Zauważyłem, że miejscowe chodniki-pomosty nad stawem pomiędzy blokami zaczęły się rozpadać. Z butwiejących desek wystają gwoździe, od których poodpadały łebki. Na tej pułapce mogłoby się pokaleczyć jakieś dziecko, toteż obok ustawiono słupki z ostrzegawczymi napisami. Administracja osiedla obraca tysiącami juanów, więc wydanie paru groszy na robociznę i nowe deski, było by dla niej żadnym problemem. Nikt jednak nie wydał takiego rozporządzenia – przerdzewiałe gwoździe straszą, niczym pusty kościół w Kunshanie.

Turyści, którzy przyjeżdżają do Chin łatwo ulegają magii chińskiego rozwoju. W oczy cisną im się imponujące budowle, autostrady, szkło i stal. Uważniejsze oko zauważy jednak pęknięcia albo wstrętne zacieki na murach. Szary osad, zbierający się latami na nie mytych nigdy fantazyjnych daszkach ze szkła. Tłuste plamy na niemytych oknach. Grubą warstwę kurzu na nie czyszczonych nigdy muzealnych eksponatach.

Chiński postęp jest olśniewający, ale równie zdumiewające jest tempo degradacji, w jaką popadają materialne ślady tegoż postępu. Kiedy oglądałem rządy entropii na moim dawnym osiedlu, przypomniałem sobie setki podobnych miejsc i przykładów. Wtedy właśnie wpadłem, żeby napisać o tej niedbałości i dezynwolturze, z jaką traktuje się to, co już powstało, tak mocno kontrastującej z uwielbieniem dla odpicowanych nowych budowli. Stary Kościół w Kunshanie – odbudowany z pietyzmem i zaraz porzucony dla błyskotki, jaką jest nowa budowla – spadł mi z nieba jako przykład koronny.

Zastanawiam się, co też się kryje z tą chińską niefrasobliwością. W Europie zabytki na ogół się szanuje, a miasto wyglądające na „stare” i „autentyczne”, cieszy się zainteresowaniem turystów i protekcją władz. W Chinach zabytki z ochotą się rozwala, żeby wznieść „smulakry”, będące ich ulepszoną wersją. Być może, odpowiada za to dziedzictwo komunizmu – tak samo przecież postępowano w PRL i ZSRR, wrzepiając klockowate bloki w sam środek historycznej zabudowy. Być może odpowiada za to dalekowschodni progresywizm, o którym piszą socjologowie specjalizujący się regionie Azji Wschodniej – podobnie postępują przecież Koreańczycy czy Japończycy.

Ostatecznie dochodzę do wniosku, że u samego źródła tej dziadowskiej tymczasowości w dalekowschodniej architekturze leży sama istota czasu, a w zasadzie sposób, w jaki postrzega się czas i przestrzeń. Otóż w kulturze judeochrześcijańskiej czas jest linią, a zatem nic dwa razy się nie zdarza i nie może wejść do tej samej rzeki. Budowle – jak ludzie – cechują się unikalnością. Dlatego ludzie chronią zabytki, wierząc, że jako świadkowie dawnych czasu zapewnią im one łączność z przeszłością. Być może łączy się to z europejskim kultem autentyczności, który wywodzi się być może z kultu relikwii i szczątków świętych.

W Azji czas ma naturę kołową. Eony się powtarzają, buddowie reinkarnują w nowych wcieleniach. Cykl sześćdziesięcioletni kręci się nieustannie, wraz z cyklami rocznymi, miesięcznymi i dobowymi. Ludzie umierają, żeby się odrodzić. Codziennie robią to samo i raz im wychodzi, raz nie – chiński fatalizm i zamiłowanie do hazardu też są związane z filozofią czasu. Świątynie niszczeją (albo są niszczone celowo) i odbudowywane, a nowa budowla nie jest wcale gorsza od zabytkowej, bo przecież ten sam człowiek może przybierać różne imiona w różnych okresach swego życia. Wszystko się odradza, ale żeby się odrodziło, stare musi zgnić i umrzeć. Z azjatyckiej „wielorazowości” czasu wynika „jednorazowość” budowli. Z zachodniej „jednorazowości” czasu wynika architektoniczna „wielorazowość”, czyli materialna ponadczasowość architektury.

W Chinach są dziesiątki miast i osad starszych niż Rzym, ale żadne nie może się pochwalić taką ilością zabytków i tak wspaniałą atmosferą. Stare Chiny każdego dnia po trochu umierają, ustępując miejsca współczesnym post-Chinom – bliżej nieokreślonym, na pierwszy rzut oka imponującym, ale już nie tak egzotycznym i pociągającym. W Chinach stare zawsze umierało, ale odradzało się z grubsza „po chińsku”. Współczesne post-Chiny przerażają, bo odrodzenie następuje poprzez imitację zagranicznych wzorów. Post-Chiny stanowią w dużej mierze odbicie Europy czy Ameryki w krzywym zwierciadle. Jako takie, wydają się z gruntu tymczasowe i przejściowe.

Zioną olśniewającą pustką, niczym opuszczony Kościół Nad Małym Podłużnym Stawem. Albo pobliskie przejścia podziemne przy dworcu Kunshan Południowy, na które wydano kupę kasy, żeby je zamknąć na cztery spusty.

przejście podziemne

Reklamy

4 thoughts on “Tymczasowość

  1. mnie ta tymczasowość nurtowała i zaskakiwała już pod koniec lat 90-tych. ciągle miałem wrażenie, że chińczycy ludowi zafiksowani są na jakąś ocierającą się o zaburzenie psychiczne zachłanną konsumpcję. auto, mieszkanie, fabryka, która miała 3-4 lata już były stare. tym starsze im mniej dbano o serwis, drobne naprawy, remont przeciekającego dachu. państwo szło tym samym kursem. nie ma już żadnego z nowych hoteli, w których bywałem w 1994 roku w szanghaju, hangzhou, shaoxingu, suzhou. albo je wyburzono, albo kompletnie przebudowano. dzisiaj ten „trend” wciąż trwa. dotyczy wszystkich aspektów życia, chociażby kuchni. dzisiaj coś jest modne, jutro nigdzie tego nie zamówisz. w przypadku chrl nie upatrywałbym przyczyn tego stanu rzeczy w filozofii. raczej w jej braku. uważam, że przewodniczący osiągnął sukces. stworzył nację mającą w nosie starocie, żyjącą tym co tu i teraz. bo przecież chiny ludowe to wyłącznie tu i teraz. kto wie co będzie za rok? kto wie w którą stronę potoczy się koło fortuny, czy też którędy podążą myśli nowych przywódców? chińczycy ludowi żyją w tymczasowości i są tymczasowi. bo przecież to co ich otacza nie jest stałe, powszechnie uzgodnione. kupują nieruchomości, budują dla siebie domy, fabryki. a jednocześnie wiedzą, że niczego nie kupują, niczego dla siebie nie budują. artykuł 10 konstytucji chrl wyjaśnia to dobitnie. ale nim pekin zmieni kurs, trzeba rwać co się wyrwać uda. tymczasem!

    Polubienie

    • @Leszek

      Powodzenia w łowach!

      Na pewno masz sporo racji, upatrując źródła tymczasowości w komunizmie/socjalizmie, który z natury rzeczy jest tymczasowy, bo jak wiadomo walka klas zaostrza się w miarę postępów budowy socjalizmu, a na prawdziwy komunizm może przyjdzie nam czekać i sto lat.

      Ale ten sam kult postępu i lekceważenie przeszłości obserwujemy w krajach, które z komuną nie mają zbyt wiele wspólnego. Np. w Korei Południowej, dlatego pozwoliłem sobie na filozoficzne uogólnienie.

      W Korei działa pewien Anglik z Liverpoolu, który płacze na zniszczeniem hanoków – tradycyjnych domostw budowanych na piecach. Okazuje się, że Koreańczycy potrafią rozwalać swoją przeszłość równie zapamiętale, jak Chińczycy. Anglik podsuwa kolejny trop: korupcję. Decydenci lekką ręką niszczą tradycyjną zabudowę za łapówy od deweloperów. Czy ta teoria pasuje do Chin, racz ocenić.

      http://www.kahoidong.com/gn20101223.html

      Polubienie

  2. podejrzewam, że jednak te „likwidacje” przeszłości mają w korei, czy japonii zarówno inne źródła jak i inne dają rezultaty. nowe w tamtych krajach wyrasta i jest pielęgnowane. w chinach ludowych wciąż i wciąż to co wybudowano wczoraj, dzisiaj już zalatuje starocią. zostaje zaniedbane, ulega szybkiej destrukcji, umiera. tak szybko, jak powstało. w tamtych krajach powstaje nowe w miejsce starego, będzie trwać, aż wyruguje je jeszcze nowsze, lepsze, bardziej zasadne. ale nim zostanie wyrugowane, będzie otoczone opieką, troską właścicieli, użytkowników, mieszkańców w chinach ludowych ten szał burzenia i budowania zatrzyma się nagle, niespodziewanie. to co zbudowano zostanie porzucone, przez tych, którzy od początku wiedzieli, że wszystko jest tylko na chwilę, na tymczasem, zostanie porzucone bez większego żalu.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Celnie, Leszek. Pewnie masz rację, nie znam się, aż tak dobrze na Korei i Japonii, ale będąc w Seulu faktycznie miałem wrażenie, że tam atmosfera miasta jest trwalsza, niż w chińskich metropoliach. Szczególnie czuło się to w świątyniach…

    P.S. Otrzymałem sygnały, że WordPress nie daje możliwości komentowania przez FB. Daje! Klikamy na okienko komentowania, potem na opcję ‚zmień’ i ikonkę serwisu, przez który chcemy się zalogować i komentować. Pojawi się okienko logowania. I można komentować. Potem wystarczy wcisnąć przycisk „opublikuj komentarz” po prawej u dołu okienka komentowania.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s