Spacerkiem po Dalianie

Na zakończenie serii daliańskiej (było już o batach, o jeżowcach i o Port Arthur), wrzucam zdjęcia z samego miasta Dalian. Muszę przyznać, że bardzo mi się tam podobało. Powietrze jest znacznie lepsze niż w Szanghaju. Miasto ma ludzką, europejską skalę, a północna kuchnia bardziej mi podchodzi. Stara kolonialna zabudowa skłania do spaceru, w czasie którego można sobie powyobrażać jak to wszystko wyglądało kiedyś.

Czytaj dalej

Port Arthur, albo ciężki żywot ludzkiego demona

Turystka

– Pochodzę z Harbinu. My, Chińczycy, nie lubimy Japończyków, prawda?

– Taaak!

Cały autobus gremialnie się zgadza. Przewodniczka, rozwrzeszczana pańcia, z prędkością karabinu maszynowego zasypuje nas seriami rewelacji historyczno-turstycznych od sasa do lasa. Sam nie wiem, jak przeżyłem ten dzień, ale jeżeli chcecie pojąć, jak brzmi typowy komentarz na chińskiej wycieczce, to wyobraźcie sobie, że ktoś Wam wrzeszczy prosto do ucha przez osiem godzin nonstop. Czytaj dalej

Jak batem strzelił

bat łańcuchowy 1

W czasie spaceru po Parku Robotniczym w Dalianie, uwagę mą przykuła grupa ludzi ćwiczących z batami. Jak się okazało, dżentelmeni w średnio-starszym wieku strzelają sobie z bata dla rozrywki i dla zdrowia. Ich popisy były naprawdę imponujące, co i raz rozlegał się głośny trzask, choć wcale nie uderzali o ziemię.

Czytaj dalej

Pan Korwin uwielbiał Chiny

 

Wszyscy komentują wyborczy sukces Janusza Korwin-Mikkego, to i ja się wypowiem. A wypowiem się także dlatego, że lider KNP wyróżnia się swoim pozytywnym stosunkiem do Chińskiej Republiki Ludowej. Nie ma chyba drugiego polityka w Polsce, który tak często gęsto chwaliłby Chiny i wskazywał je za przykład. Bo je po prostu „kocha” Czytaj dalej

Jeżowiec na żywca

W czasie ostatnich wakacji w Chorwacji ukłuł mnie jeżowiec. Nie było to przyjemne, toteż wykorzystałem szybki wypad do Dalianu – miasta słynącego z owoców morza – aby wywrzeć na jeżowcach zemstę.

Do Dalianu udałem się jako członek tercetu egzotycznego, który składał się z Francuza (pochodzenia marokańskiego), Turka (pochodzenia ormiańskiego) i Polaka, czyli mnie (pochodzenia polskiego). Pierwszego wieczoru udaliśmy się do pewnej znanej restauracji, którą polecił nam taksówkarz. Czego tam nie było! Czytaj dalej