Fengjing i kawałek Polski pod Szanghajem

DSC00812

Długi korytarz, jedna z atrakcji Fengjingu

Nazywają je „chińskimi Wenecjami”. W okolicy Szanghaju jest tego trochę, bo tak wyglądała tradycyjna architektura regionu. Położone nad kanałami wioski i miasteczka były centrami handlu i węzłami komunikacyjnymi. Trudno uwierzyć, ale kiedyś dominował w Chinach transport wodny.

Dziś cały ruch toczy się na kołach, a wodne wioski zamieniają się w atrakcję dla turystów. To takie kawałki starych Chin, które się wycina (ogrodzenie) i wstawia w ozdobne ramki (kasa biletowa), żeby na nich zarabiać (sklepiki, gondole itd., itp.). W niektórych przypadkach proces komercjalizacji prowadzi do urzygu – miasteczko zaczyna przypominać lunapark. Autentyczny zabytek przemienia się w tłoczny i rozwrzeszczany symulakr. Czytaj dalej

Mogan Shan, zagubione letnisko Szanghaju

kfiatkiPrzypadki mówią do człowieka. Dopiero co zafascynowałem się historią Gan Jianga i Mo Ye, a tu się okazało, że na weekend mogę wyskoczyć w doborowym towarzystwie na Górę Mogan (莫干山), na której słynna para rzekomo wykuła swa dwa nagie miecze. Czytaj dalej

Nie londyński most

Obrazek

Wyobraźcie sobie, że w Warszawie zbudowano kopię londyńskiego Tower Bridge. Toczka w toczkę, jeden do jednego. Łatwo zgadnąć, co by z tego wynikło: zaraz telewizje obśmiałyby cały pomysł jako niezawodny dowód naszych narodowych kompleksów i przykład ogólnego wieśniactwa Polaków. Paru felietonistów miałoby gotowy temat, politycy – samograj, a portale internetowe upichciłyby 1001 galerii porównujących naszą kopię z innymi kopiami.

Obrazek

W Chinach wygląda to trochę inaczej.

O istnieniu Thames Bridge, aka Taying Qiao (塔影桥), w Suzhou dowiedziałem się przypadkiem. Przybywszy na miejsce postanowiłem go koniecznie zobaczyć, ale kolega z firmy kompletnie o moście nie słyszał. Zatrudniłem więc na dworcu kolejowym jakiegoś szyfu, któremu musiałem dłuższą chwilę tłumaczyć, jak tam dojechać, chociaż most znajduje się zaledwie kilka kilometrów od dworca, a droga do niego prowadzi prosto jak w mordę strzelił. Szyfu pochodził z Nankinu i mieszkał w Suzhou już 12 lat, więc w głowie mu się nie mieściło, że laołaj może wiedzieć o mieście coś, czego on sam nie wie. Wynegocjowawszy cenę 70 CNY w dwie strony, zgodził się jednak skwapliwie spełnić życzenie egzotycznego cudzoziemca.

Most jest częścią nowej dzielnicy w bliżej nieokreślonym zachodnim stylu. Po przybyciu, uświadomiłem sobie, że jesienią nocowałem w hotelu jakiś kilometr dalej, ale nikt mi tam nie podpowiedział, że nieopodal czai się taka atrakcja. Chiny zmieniają się w takim tempie, że sami Chińczycy za tym nie nadążają. Cóż ich obchodzi kolejna kopia zachodniego zabytku? Nastawiano tego już tyle, że w ostateczności zwróciliby może uwagę, gdyby ktoś na środku Pekinu wzniósł kopię Gwiazdy Śmierci ze Star Wars  (dlatego wybudowana przed olimpiadą pekińska Opera Narodowa wzbudziła tak żywą dyskusję).

Obrazek

Tego typu budowle nazywam sobie roboczo „architekturą dekoracyjną” lub wręcz „ślubną”. Główną ich funkcją jest służenie za tło do fotografii ślubnych. Każda bowiem młoda para w ChRL musi mieć album z ustawionymi fotkami. Stroje w albumie muszą koniecznie wyglądać na kosztowne, a lokalizacje powinny być egzotyczne, a najlepiej być znane z filmów i folderów. Oczywiście nie każdego stać na sesję w Paryżu, toteż architektoniczne kopie cieszą się w Chinach ogromnym wzięciem. W czwartkowe popołudnie (dzień pracujący!) naliczyłem na moście z dziesięć par.

W drodze powrotnej szyfu opowiedział mi o swoim przyjacielu, który był w Polsce. Przyjacielowi bardzo spodobał się prosty przelicznik walutowy – jeden złoty to dwa juany. Nie spodobało mu się, że Polacy jeżdżą niebezpiecznie – łamią ograniczenia prędkości i przejeżdżają na czerwonym.

ObrazekObrazekObrazekObrazekNiObrazek

Kilka filmów, czyli o cenie sukcesu

Ostatnio rozsmakowałem się w filmach biograficznych. Konkretnie w działach ukazujących maszynerię ekonomicznego sukcesu i cenę, jaką za ów sukces trzeba zapłacić. Doszedłem do wniosku, że Hollywood jest pod tym względem nie do pobicia. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnego polskiego czy chińskiego filmu, ukazującego w ciekawy sposób autentyczną, biznesową historię, od pomysłu, przez realizację, aż po słodko-gorzki smak laurów. Póki co, Ameryka rządzi wyobraźnią świata i tak pewnie długo jeszcze pozostanie, nawet jeśli Chiny zostaną największą gospodarką globu (co ma nastąpić szybciej, niż się spodziewano; nawet w tym roku!).
Czytaj dalej