2014-02-04 15.30.49

Nie lubię chodzić do fryzjera. To znaczy nie lubiłem, dopóki nie odkryłem Wenfenga. Wenfeng (文峰), czyli „Szczyt Kultury”, to jedna z głównych sieci fryzjerskich w Szanghaju, rozciągająca swą działalność na cały kraj. Jednym z jej głównych konkurentów jest Amani, która to nazwa – jak się łatwo domyślić – nawiązuje do Armaniego. Salony Amani wyróżniają się czarno-białą kolorystyką, są tożsamościowo nijakie. Natomiast wenfengi emanują wesołą czerwienią. Z czerwonych szyldów śledzi człowieka baczne spojrzenie drа Chen Hao, twórcy i właściciela „Szczytu Kultury”.

Co bije w oczy po wejściu do Wenfenga, to uniformizacja. Jak to w chińskim zakładzie usługowym, pracowników mamy tu jak „mrówków”, ale tu wszyscy są umundurowani. Dosłownie: faceci noszą ciemne spodnie i białe koszule z pagonami, kobiety krótkie spódnice pod kolano i żakiety, również zaopatrzone w pagony. Na pagonach widoczne są gwiazdki, zazwyczaj od dwóch do czterech.

201325933439265

Jak wytłumaczył mi ostatnio „major” , który mnie strzygł, gwiazdy na pagonach oznaczają rangę. Uzyskuje się ją zdając egzaminy wewnątrzfirmowe. „Major” pracował na swoje cztery gwiazdki przez osiem lat! To wyjaśnia, czemu poziom strzyżenia w Wenfengu jest znacznie wyższy niż w przeciętnym zakładzie fryzjerskim w Polsce. Ponadto, większość trzy- i czterogwiazdkowców to mężczyźni. „To ciężka praca. Kobiety z czterema gwiazdkami też się zdarzają, ale bardzo rzadko” – objaśnił mi mój gwiezdny szyfu. Faktycznie, bardzo się namachał, żeby mnie ostrzyc, choć trudno go nazwać mięśniakiem, podobnie zresztą jak i jego kolegów. Fryzjerzy w Wenfengu są chudzi, a często i niewysocy. W większości pochodzą z prowincji (w dzieciństwie nie dojadali i nie urośli), a praca w mieście to dla nich rodzaj awansu społecznego. „Major” – przykładowo – pochodzi z Huai’anu w prowincji Jiangsu.

Kobiety w Wenfengu mają zwykle tylko dwie gwiazdki. To one odbierają od klientów okrycia wierzchnie i prowadzą ich do „myjni”, gdzie na kilku płaskich leżankach z umywalkami myje się włosy przed strzyżeniem. Na suficie tego pokoiku – sprawdziłem w kilku różnych oddziałach – zawsze wisi to samo, iluminowane zdjęcie plaży z palmą i fotelami. Chodzi oczywiście o to, żeby klient się zrelaksował. W pobliżu jest też półka z firmowymi szamponami, reklamowanymi jako specyfiki tradycyjnej chińskiej medycyny. Są dość drogie, bo Wenfeng stara się zarabiać na wartości dodanej.

201325930319194

W czasie wizyty, personel co najmniej kilka razy proponuje kartę stałego klienta. Można odnieść wrażenie, że pracownicy Wenfenga, mają na to jakiś KPI – muszą każdemu klientowi zaproponować kartę rabatową. Karta kosztuje od kilkuset do kilku tysięcy juanów i jej zakup opłaca się, ale w perspektywie przynajmniej roku. I to zakładając, że zrezygnujemy z wizyt u konkurencji.

Mimo tych niekończących się nagabywań, lubię Wenfenga. Za strzyżenie płacę 40RMB, czyli jakieś 20 złotych. Usługa jest naprawdę dobrej jakości, do tego dochodzi dwukrotne mycie. W zależności od promocji (lub od humorów personelu, tego człowiek nigdy nie może być pewien), dodatkowo dają w Wenfengu herbatę, a czasem pani „myjka” wykonuje  za friko szybki masaż głowy. Oczywiście można go sobie wykupić jako dodatkową usługę.

201325931129245

Wenfeng to zdumiewający przykład ogromnych zmian, które zaszły na chińskim rynku usług. 10 lat temu w Pekinie strzygłem się w jakiejś budzie przy ulicy za 5 RMB. Lepszy zakład, na kampusie uniwersytetu, brał 10RMB za strzyżenie w ogrzewanym pokoju i w wykonaniu fryzjerki, która czasem ćwiczyła na zagranicznych klientach swój angielski, witając nas zaklęciem „yuelakesi!”, które miało oznaczać: „relax!”.

Po latach szybkiego rozwoju, chiński klient ma pieniądze i wymagania. W odpowiedzi, powstają siecówki – siecowe restauracje, sieciowe kawiarnie, szkoły, sieciowe sklepy małe i duże itd. itp. Chiński rynek jest wymarzony dla sieciówek, które być może kiedyś zaczną myśleć o światowej ekspansji.

201325936549029

W Wenfengu podoba mi się jego chińska identyfikacja, łącząca nowoczesność z powiewem tradycji. Z jednej strony mamy tu schludne, przestronne i wygodne, po zachodniemu urządzone salony. Z drugiej – mundury, będące przecież wyrazem nostalgii za czasami, kiedy wszyscy chodzili w zuniformizowani i powtarzali hasło „służyć ludowi!” (为人民服务). Po trzecie, mamy wreszcie chińską medycynę oraz założyciela firmy, w który w liście do klientów na witrynie firmy obiecuje, że człowiek może żyć 120, albo i nawet 170, byleby o siebie dbał jak należy.  Wenfeng to współczesny, na wskroś chiński biznes, w którym czuć rozmach i odrobinę tramtadracji.

Na przykład Wenfeng po angielsku nazywa się skromnie „Wenfeng Cosmetology Group”, ale już po chińsku nosi nazwę, którą należałoby przetłumaczyć: Międzynarodowa Grupa „Szczyt Kultury” (文峰国际集团). Firma nie prowadzi operacji za granicą, ani nie zatrudnia laołajów (chyba), ale „międzynarodowy” brzmi poważniej niż „kosmetologia”. A już autoprezentacja doktora Chena to po prostu majstersztyk public relations. Niektórzy szefowie chińskich firm bardzo lubią tytulaturę – taka różnica kulturowa do dalszej analizy.

Zrzut ekranu 2014-02-13 03.05.37
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s