Chiński bajer

W ramach nadrabiania zaległości kulturalnych, z wielką przyjemnością obejrzałem „Miliard szczęśliwych ludzi”, dokument Macieja Bochniaka o nagłym ataku discopolowego zespołu Bayer Full na Chińską Republikę Ludową. Z wielką przyjemnością, bo to nie jest ten typ dokumentu, w którym autor stawia się w roli wszystkowiedzącego, co to „świat przeszył myśli błyskiem” i opowie nam jak było naprawdę. „Miliard…” to film o zderzeniu dwóch wyrazistych osobowości: Krzysztofa Darewicza, dawniej dziennikarza, a obecnie biznesmena, oraz Sławomira Świerzyńskiego, lidera popularnej kapeli disco polo, która mimo niechęci mainstreamowych krytyków sprzedaje w Polsce miliony płyt.

A więc przychodzi Darewicz do Świerzyńskiego i mu proponuje: zostań gwiazdą w Chinach! Świerzyński zrazu nie dowierza, długo nie daje się jednak namawiać i trochę dla zabawy, trochę z ciekawości podejmuje rękawicę. Razem z zespołem zaczyna wkuwać na pamięć chińskie teksty swoich przebojów, suflowane przez Darewicza. Na horyzoncie rysuje się wielka kariera. Polski zespół zamierza porwać się na coś, czego (chyba) nie zrobił do tej pory nikt – przywiezie do Chin swój własny repertuar śpiewany po mandaryńsku! Będzie miliard szczęśliwych ludzi na widowni. Będzie 67 milionów płyt Bayer Full wydanych w Chinach…

Tu się zatrzymajmy. Oto bowiem jest moment, do którego doprowadziły tę historię polskie tabloidy. Kiedy ostatnio wróciłem do Polski na święta,  pewna znana dziennikarka pytała mnie całkiem poważnie: „Czy Bayer Full jest rzeczywiście znany w Chinach?”

Zespół niewątpliwie mocno skorzystał marketingowo na swojej chińskiej „sławie”: Sławomir Świerzyński brylował, opowiadając o autokarach pełnych chińskich dziennikarzy, którzy wyjeżdżają mu na spotkanie prosto na lotnisko. Budząc zaciekawienie – co jest obecnie trudne dla discopolowego muzyka – przebił się do głównych mediów, do telewizji śniadaniowych i internetowych serwisów plotkarskich. Bayer Full śpiewał po chińsku w programie „Jaka to melodia”, zbajerował dziennikarkę „Sukcesu” i uświetnił szereg imprez z udziałem mieszkających w Polsce Chińczyków. Przeciętnemu polskiemu odbiorcy mediów w czaszkę wrył się przekaz: Bayer Full podbił Chiny.

Tymczasem nie jest to prawda i film Macieja Bochniaka to ukazuje, choć zdecydowanej „kropki nad i” nie stawia. Owszem, mogło się zdarzyć tak, że gdzieś, na jakiejś dyskotece w Kantonie czy Hongkongu ktoś puścił dla zgrywy skoczną piosenkę w dziwnym języku, a chińscy piraci na próbę wytłoczyli parę tysięcy płyt Bayer Full, żeby zobaczyć jak to się będzie sprzedawać. Sam znajdowałem na bazarach krążki Behemotha (taki zespół, w którym występuje Nergal) czy też nagrania utworów Witolda Lutosławskiego. „Miliard szczęśliwych ludzi” zaczyna się zresztą zrekonstruowaną sceną takiego „objawienia”, w której Krzysztof Darewicz znajduje niby to przypadkiem płytę Bayer Full w jakimś sklepiku. Właśnie wtedy miała mu się w głowie zapalić żarówka.

Cóż, nawet jeśli tak było, to nic z tego nie wynikło. Jeżeli przeszukamy Internet po chińskiej nazwie zespołu (百福, Bai Fu, czyli „Sto Szczęść”) to trafimy wyłącznie na strony dotyczące chińskiej diaspory w Polsce. Jeżeli zapytamy przeciętnego Chińczyka, to z pewnością o zespole Bai Fu nie słyszał. Podawana liczba 67 milinów płyt, które miał BF w Chinach wydać i którą automatycznie cytowali polscy dziennikarze, też była niewiarygodna. Łatwo ustalić, że SARFT (urząd ds. radiofonii, filmu i telewizji, który zajmuje się tym, czym w Polsce m.in. KRRiT i ZAiKS) ustalił w Chinach poprzeczki dla złotej i platynowej płyty na zaledwie… 20 i 40 tys. sprzedanych egzemplarzy (w porównaniu do 15 i 30 tys. w Polsce). Cóż, pod względem liczby sprzedawanych legalnie płyt rynek muzyczny w Chinach wcale nie jest wcale taki wielki, jak się wydaje. 

„Miliard szczęśliwych ludzi” pokazuje moment, w którym drogi lidera BF i Darewicza się rozchodzą, a pionierska idea umiera. Sławomir Świerzyński znajduje sobie pewnego chińskiego impresaria, który obiecuje mu złote góry i wsparcie chińskiego ministerstwa kultury. Ostatecznie jednak Bayer Full nie decyduje się do Chin przyjechać, szansa przepada… Film kończą ujęcia ukazujące rozgoryczonego Krzysztofa Darewicza. Pojawia się sugestia, że gdyby Bayer Full mu tylko zaufał i dociągnął sprawę do końca, to mogłoby się udać…

Czy naprawdę mogło się udać? Moim zdaniem, nie mogło. Bez wsparcia telewizji, radia i internetu trudno byłoby zdobyć w Chinach widownię, a nie sądzę, żeby chińskie media faktycznie wsparły szerzej BF, gdyż z zasady rzadko prezentują zagraniczną muzykę. A jeśli już to robią, to są dość wybredne. Przykładowo, koronę chińskich mediów – występ na noworocznej gali Chińskiej Telewizji Centralnej – zdobyła w zeszłym roku Celine Dion, podczas gdy król YouTube’a, koreański raper PSY, musiał się zadowolić występem w telewizji szanghajskiej. W tym roku zagraniczną gwiazdą wieczoru w CCTV była znana świetnie w Polsce Sophie Marceau.

Po drugie, jeszcze trudniej byłoby BF wywołać w Chinach modę oddolną, wirusową. O chiński rynek zabiegają sprzedawcy rytmów z całego świata. Polskie disco-polo nie ma na tym tle nic specjalnego do zaoferowania. Zespół, skądinąd bardzo sympatyczny, niezbyt konkurencyjnie  prezentuje się na tle smukłych i wystylizowanych gwiazd z Korei Południowej, Tajwanu czy Hongkongu, które rządzą wyobraźnią młodych fanów muzyki pop w Chinach. Koreańczycy odnoszą – jako cudzoziemcy – wielkie sukcesy w Chinach i odnoszą je dlatego, że to jest poważny, rozpisany w szczegółach biznes. Przykładowo zauważyli, że problemem w promocji muzyki może być bariera językowa, więc niektóre południowokoreańskie boysbandy rekrutują do składu wykonawców z Chin. Promują oni muzykę swojego zespołu udzielając w ojczyźnie wywiadów. Tymczasem BF nie byłby w stanie z chińskimi dziennikarzami porozmawiać nawet po angielsku.

Po trzecie wreszcie, Chińczycy średniego pokolenia – to właśnie oni mogliby być targetem Bayer Full, skoro młode Chiny wolą Koreę – nie lubią skocznej dyskotekowej muzyki. To po prostu nie jest ich wrażliwość. Większość chińskich piosenek pop to melodyjne „smęty”, a nie swojskie „ugsz, ugsz, ugsz!”. Polak na imprezie lubi poskakać. Chińczycy na swoich zabawach i imprezach jedzą, piją i słuchają, trochę się przy tym kołyszą i intonują. Dla nich ideałem rozrywkowej piosenki nie będą Majteczki w kropeczki, lecz Tianmimi niezapomnianej Teresy Teng:

Oczywiście zachodni muzyk grający łatwo wpadające w ucho kawałki też może w Chinach zrobić karierę. Za jednego z najbardziej znanych zachodnich artystów w Chinach uchodzi od lat… Richard Clayderman.  Jak to, nie słyszeliście o Richardzie Claydermanie?! W przedszkolu, do którego chodziły moje dzieciaki w Szanghaju, wisiała tablica poświęcona muzyce poważnej, a na niej: Mozart, Bach i Clayderman.

Otóż Richard Clayderman gra muzykę z samego serca Krainy Easy Listening. Czasem jest to klasyka, czasem nowe kompozycje albo covery, ale zawsze blisko chińskiego ideału. Clayderman zawędrował do Chin w latach 80., kiedy otwierały się one świat. Trafił w swój czas i wypełnił niszę, wykorzystując modę na zagraniczną muzykę, która znów zaczęła być w Chinach dozwolona. Wykorzystał również chiński (tudzież japoński i koreański) snobizm na muzykę fortepianową, który dziś zaspokajają już z powodzeniem gwiazdy lokalne, z Lang Langiem na czele. Clayderman pewno sprzedał w Chinach parę milionów płyt, a jeśli doliczyć te mniej legalne wydania, to kto wie, może i przekroczył te 67 milionów…

Ale oddajmy sprawiedliwość Bayer Fullowi: poskakać się przy tym nie da.

<Jeszcze więcej o Chinach i disco!>

Reklamy

2 thoughts on “Chiński bajer

  1. Hej, znakomity artykuł! Fajnie odkryć, że będąc 26letnią Polką ma się gust muzyczny Chińczyka średniego pokolenia. xD
    ” Clayderman zawędrował do Chin w latach 80., kiedy otwierały się one świat.” brakuje „na” świat 🙂 Pozdrawiam! K.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s