Każdy kto choć trochę interesował się najnowszą historią Chin musiał słyszeć o tzw. gazetkach wielkich znaków, czyli dazibao  (大字报). Są to pisane odręcznie manifesty polityczne, które wywiesza się w miejscach publicznych. Żeby ominąć cenzurę, rzecz jasna. Od takiej gazetki zaczęła się w 1966 roku niesławna rewolucja kulturalna, w czasie której gazetki były jedną z głównych form komunikacji społecznej. W 1975 roku wpisano nawet prawo do ich publikowania do chińskiej konstytucji, jako narzędzie „socjalistycznej demokracji”. Kiedy jednak w 1978 roku Wei Jingsheng na murze w Pekinie upomniał się w swej słynnej dazibao o demokrację w zachodnim stylu, partia uznała, że narzędzie nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań. Prawo do „gazetkowania” zostało z chińskiej konstytucji wykreślone na początku 1980 roku.

Równoległe życie gazetek toczyło się w Korei Południowej. W latach 70., za dyktatury generała Parka, Koreańczycy za pomocą daejabo  (대자보) omijali cenzurę, żeby piętnować nadużycia władzy. Korzystanie z tej formy komunikacji stało się pokoleniowym doświadczeniem dla ówczesnej opozycji, tak jak samizdat w Europie Środkowej. Południowokoreańska dyktatura skapitulowała w 1987 roku i od tego czasu gazetki stopniowo straciły na znaczeniu. A kiedy wybuchła popularność Internetu, wydawało się, że wymrą do reszty, jak dinozaury. No bo po co się męczyć i zapisywać płachty papieru, skoro tekst można szybko wstukać i rozpowszechnić przy użyciu komputera?

Niespodziewanie daejabo odżyły w zeszłym roku. 10 grudnia student Ju Hyun-woo wywiesił kartkę z napisem „jak wam się żyje?” na tablicy ogłoszeń Uniwersytetu Korei w Seulu. Zaraz obok pojawiły się odpowiedzi (oczywiście, że źle! I jak tu w ogóle żyć?), z których wyrósł cały ruch protestu społecznego. Wielu Koreańczyków jest bowiem niezadowolonych z rządów pani Park, rodzonej córki wspomnianego generała, która wygrała wybory prezydenckie w grudniu 2012 roku. Znakiem rozpoznawczym koreańskich oburzonych stały się właśnie daejabo.

Historia zatoczyła koło? Nie do końca. Daejabo zyskały dodatkowy zasięg dzięki… internetowi. Koreańczycy zaczęli je bowiem masowo fotografować i wrzucać na portale społecznościowe. Na facebooku można znaleźć gazetki, które doczekały się tysięcy polubień. Huffington Post napisał niedawno, że w ten oto sposób Koreańczycy przypomnieli, że nadal ustanawiają trendy w Internecie – tak jak wtedy, kiedy zaczęli modę na serwisy społecznościwe (Cyworld) czy dziennikarstwo obywatelskie (OhmyNews). A socjolodzy mają zagwozdkę, bo oto ludzie robią coś, co na logikę jest bez „bez sęsu” – jak by to ujął nieodżałowany Jasiu Śmietana – czyli, piszą odręcznie, wieszają/przyklejają i wreszcie fotografują, zamiast po prostu nastukać.

A może z daejabo  jest tak samo, jak z winylowymi płytami?  Może są po prostu wyrazem tęsknoty za analogową autentycznością w sztucznym zdigitalizowanym świecie?

dazibao

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s