Łapki Buddy

2013-12-04 18.28.41

Wypatrzyłem je w menu pewnej restauracji z owocami morza w Taizhou, w prowincji Zhejiang. Foshou  (佛手) to dosłownie „ręce”, a może raczej „Łapki Buddy”. Zaintrygowany nazwą, zamówiłem jin (pół kilo) za jakieś 70 juanów (35 zł). W odpowiedzi kelner przyniósł dziwne, częściowo opancerzone stwory, ugotowane bez przypraw.

Z której strony to ugryźć?

Miejscowy kolega L., który zaproponował lokal, nie miał pojęcia. Podpytując kelnera odkryliśmy, że do jadła można się dostać na dwa sposoby: rozpruwając skórzasty worek, jakby ogonek, lub też otwierając na siłę muszlowatą część na przedzie. Wnętrze kryje różowy ochłapik wielkości paznokcia, podobny w konsystencji do mięsa krewetkowego. W smaku jest on jednak bardziej włóknisty i oleisty. Można w nim zasmakować, choć raczej trudno o zaspokojenie głodu. W jednodzinowej porcji zmieściło się zaledwie ok. 20 łapek.   

Skojarzenie z krewetkami jest słuszne, bowiem Łapki Buddy należą do… stawonogów. Są bliżej spokrewnione z rakami i krabami, niż ze szczeżujami i innymi małżami, na co wskazywałby ich wygląd. Capitulum mitella, jak brzmi łacińska nazwa zwierzątka, zalicza się do wąsonogów, infragromady wśród stawonogów. O ile jednak większość stawonogów łazi i pływa, to pośród wąsonogów znajdziemy również amatorów osiadłego trybu życia. Łapki Buddy czepiają się skał w płytkiej wodzie morskiej, gdzie czyhają na plankton. Wyłapują go przy pomocy czterech par wąskich odnóży. Ostatnia para służy do podawania pokarmu. Tak jak kraby, łapki są dziesięcionogami.

Część jadalna to wątłe ciałko ukryte w worku i skorupce, złożonej z ośmiu większych i od 18 do 25 mniejszych płytek. W workowatym ogonku zwierzę przechowuje jajeczka z larwami, które po wykluciu opuszczają ciało rodzica. Po przejściu sześciu przeobrażeń larwy osiągają dorosłość. Ciekawostka genderowa: Łapki Buddy są hermafrodytami. Jajeczka może zapłodnić dowolny osobnik gatunku.

Reklamy

8 thoughts on “Łapki Buddy

      • Jadłem i bardzo lubię. Przyrządza się identycznie – z tego co piszesz – jak w Chinach, są gotowane bez żadnych przypraw, najlepiej jeśli w morskiej wodzie (jeśli jej nie masz, to oczywiście woda z solą).
        Co ciekawe Hiszpanie rozróżniają percebes de sol i percebes de sombra, czyli słoneczne i zacienione. Różnica jest taka, że te które żyją na nasłonecznionych skałach są bardziej krępe i mięsiste niż te które się „wyciągają” do światła ze swych zacienionych miejscówek. Te długie, z cienia, są w Galicji zwane jako „mexós”, czyli „sikacze” – mają w sobie więcej wody i łatwiej się nimi pobrudzić w czasie jedzenia. Więc te „de sol” są bardziej cenione.

        Z tego co mi mówili hiszpańscy znajomi, to w ostatnich latach w lokalnych sklepach pojawiły się także percebes z Maroka. Tańsze, ale – jak twierdzą – wyraźnie gorsze w smaku. Ile w tym prawdy, a ile kulinarnego nacjonalizmu – nie wiem.

        Polubienie

  1. Jeżeli to można dostać w Szanghaju, to jest na pewno dowożone. Niby mamy blisko do morza, ale woda jest w nim taka, że nawet jakby w niej coś przetrwało, to wolałbym tego nie jeść… Na łapki trafiłem w Taizhou, pięć godzin pociągiem się tam jedzie. Tyle samo jest do Qingdao, gdzie też można dostać świetne owoce morza.

    Nie zdziwiłbym się wcale, jakby łapki dowożono do Chin nawet z Maroka. Na jednych targach poznałem Islandczyka, który sprzedawał świeże ryby do Chin, dowożone samolotem (majątek to kosztuje). Te, które jadłem, na pewno jednak były chińskie, bo mnie nie zrujnowały.

    A Ty jesteś teraz może w Wenezueli? Widać tam jakieś chińskie wpływy? 🙂

    Polubienie

    • W prawie całej Ameryce Łacińskiej Chińczycy/chińskie firmy są wyraźnie obecne. W Wenezueli szczególnie, bo gdy Hugo Chavez się obraził na złych, amerykańskich kapitalistów i wypędził niektóre koncerny rodem z Imperium Zła, ich miejsce zajęły koncerny z Chin. I niestety zamienił stryjek siekierkę na kijek, bo np. chińskie firmy wydobywcze zupełnie się nie przejmują środowiskiem naturalnym i w Amazonii sieją spustoszenie. Ale co tam, ważne, że są z socjalistycznego (k)raju…

      Chińczycy budują też w Wenezueli kolej (bardzo nieudolnie) i montują samochody (Chery). No i, co najważniejsze, stają się powoli właścicielami wenezuelskiej przyszłości, bo Pekin jako jedyny wciąż chętnie udziela temu państwu kredytów, oczywiście pod zastaw rezerw ropy naftowej…

      Ale ta chińska obecność biznesowa nie przekłada się jakoś bardzo na wpływy kulturowe. Chińskie restauracje oczywiście są, ale nie bardziej niż w innych krajach. Chinatown w Caracas też jakieś mikroskopijne, nie to co np. w Buenos Aires.

      Polubienie

      • Dzięki, ja sobie obserwuję tę ekspansję stąd… Jest dużo firm, które nastawiają się na eksport do Ameryki Południowej, ale Chińczycy ciągle się tego regionu uczą. Niedawno poznałem ludzi z Kolumbijskiej Izby Handlowej w Chinach, którzy narzekali, że bardzo trudno jest w Chinach znaleźć tłumacza na hiszpański. Zatrudniają więc anglistów…

        Chińskie wpływy kulturowe nieprędko dotrą Ameryki Płd., bo chińska kultura popularna – soft power! – jest dość hermetyczna. Poza hongkońską (cantopop, kino kopane, gangsterskie i artystyczne), nie ma takiego „uwodzicielskiego” potencjału, jak popkultura japońska czy koreańska. Ten potencjał bierze się – moim skromnym zdaniem – z kilku czynników, tj. stopień okcydentalizacji, wsparcie państwa i – last but not least – wolności wypowiedzi.

        Najważniejszy jest chyba czynnik pierwszy. Japończycy i Koreańczycy bardzo „zzachodnieli”, ich produkcje (komiksy, filmy, animacje) pełne są odniesień do kultury zachodniej, dlatego lepiej do nas trafiają, są bardziej kompatybilne z zachodnią widownią. Ale Japończycy i Koreańczycy mają mentalność peryferyjną, łatwiej udomowiają zagraniczne wzory. Chiny są na tej drodze daleko wcześniej, choć prą do przodu. Zastanawiam się, czy będą w stanie skopiować koreański model sterowanej ekspansji, w którym państwo wspiera koncerny rozrywkowe w eksporcie. Przykładowo, „koreańska fala” podobno już dotarła do Ameryki Łacińskiej…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s