Powrót. Chiny Rozszerzone

2014-01-21 16.53.38

No więc odpalam sobie net na lotnisku w Dubaju. Zaraz podchodzi jakaś przypadkowa Chinka na obcasie, koszulka na ramiączkach, szorty i rajstopy, wszystko czarne jak arabska noc, i mówiąc „ugh” pokazuje iPhona. Zobaczyła komputer i szuka rady jak wejść do sieci. No to jej tłumaczę, która sieć wi-fi jest 免费 (darmo), a ona nawet nie jest specjalnie zdziwiona, że otrzymuje odpowiedź po mandaryńsku. Wyciąga najnowszego maka i próbuje obczaić net, więc jej pomagam otworzyć listę wi-fi, podziwiając maka nieskalanego zbyt częstym użyciem. Ostatecznie okazuje się, że jednak Apple to crap, bo komp łączy się z siecią, ale do netu wejść nie można, Safari umiera na etapie ładowania reklamy terminala w Dubaju. A moje Lenovo z Win8 rządzi. Ironia losu.

W desperacji Chinka odpala WeChat na iPhonie, ale jak to Chinka, nie ma ochoty używać klawiatury. Woli wszystko podyktować i wysłać w czacie plik dźwiękowy (taki już urok chińskich internautów, że im się już nawet nie chce pisać; fakt, mają trochę trudniej). Kiedy jednak klika na nagrania, nic nie słychać. Doradzam więc, żeby weszła w 设置 (ustawienia), pokazuję paluchem gdzie trzeba kliknąć. Działa. Zachwycona zaczyna do kogoś terkotać po minnańsku. W przerwie odpowiada na moje pytanie, że pochodzi z Fuzhou, ale mieszka w Sao Paulo („środowisko jest tam jeszcze bardziej zasyfione niż w Chinach. I jeszcze ci okropni bandyci!”).

Mówię, że jestem z Polski.
– A ja Cię wzięłam za Araba!

Siedzi jeszcze przez chwilę, żaląc się, że jej ajfon znów utracił kontakt z siecią. A potem nagle odchodzi nie mówiąc „dziękuję”, „do widzenia” ani „spier…”. Żegnaj, stara dobra Europo!

***

Czekamy na otwarcie gejtu. Dookoła sami Chińczycy. Skąd ich tylu w Dubaju? Na pewno wiozą wory pieniędzy, bo pobliski duty free shop z winem wywiesił okolicznościowe ozdoby z okazji Roku Konia. Richard Dawkins przeszedł do historii biologii jako autor koncepcji fenotypu rozszerzonego, a tutaj, w Dubaju – i w setkach innych miejsc, skąd Lud Czarnogłowy wraca do domu na Nowy Rok – mamy Rozszerzone Chiny. Chiny, które wylały się na świat i urządzają go wedle własnych oczekiwań.

Rozszerzone Chiny obserwują z niepokojem smagłego stewarta, który pilnuje zamkniętych wrót. Rozszerzone Chiny to tłok i ścisk, więc każdy Chińczyk z osobna kombinuje jak by tu zająć dobre miejsce w kolejce. Kto się spóźni, ten będzie miał problem z upchnięciem swojego bagażu podręcznego w schowku, bo wszyscy wiozą do domu pełne torby z darami, szerokie niczym portfele Rozszerzonych Chińczyków. I co z tego, że jesteśmy w Dubaju? Tutaj wszyscy są warci tyle samo, co na dworcu w Pekinie. Kto pierwszy, ten lepszy.

Plejn is redi for bording, ogłasza z zagadkowym akcentem niewidoczna stewardesa-Szeherazada, i Rozszerzone Chiny rzucają się nieskładnie w kierunku wąskiego gardła. Poszturchiwany, ustawiam się na pole position, czyli zaraz przy drzwiach. Po 4,5 roku życia w Państwie Środka wiem, że jak się nie przepchnę, to znajdę miejsce na walizkę dopiero na drugim końcu samolotu. Albo ją będę wiózł na kolanach.

Falstart. Stewart ogłasza, że jeszcze nie bording, że trzeba poczekać, a najlepiej usiąść spokojnie. Ale Rozszerzone Chiny nie odpuszczają. Stoją, obserwują, wyczekują. W wąskim gardle przy wyjściu ciśnienie tłumu opada, ale to tylko chwilowe odprężenie przyczajonej pantery.

Po 15 minutach do wyjścia proszą Business Class. Posiwiali dżentelmeni w kurtkach marki Timberland cisną się przez Rozszerzone Chiny, gniewnie fukając i wzdychając. Rozszerzone Chiny, zaalarmowane, odprowadzają ich zazdrosnymi spojrzeniami, a kilku Rozszerzonych Chińczyków z tłoku pcha się przez drzwi wprost za dżentelmenami, ignorując anglojęzyczne pomruki zdumionego stewarta. Trzeba się było uczyć chińskiego, chłopaku.

***

Samolot jest pełen Chińczyków, w proporcji 9:1. Rozglądam się dookoła. Tylko gdzieniegdzie wyświetlają się filmy, chociaż biblioteka filmowa Emirates Airline należy do największych, jakie mogłem przeglądać. Cóż, menu systemu rozrywkowego jest po arabsku, angielsku i japońsku, więc Rozszerzone Chiny mogą je pocałować. Zaledwie kilku anglojęzycznych wykształciuchów potrafiło odpalić sobie jakiegoś flika. Reszta śpi, gada albo męczy komórki/tablety.

W żłoby dano. Spalony słońcem jegomość obok mnie wybrał kotlet z kurczaka, który zaatakował łyżką. Ujrzawszy kątem oka, jak tnę kurczaka nożem i widelcem, jegomość dodał do swego rynsztunku nóż. Ale nożem i łyżką szło mu hadko, więc zdegustowany przykrył kurczaka folią i zrezygnowany pożarł bułkę. W domu naje się za wszystkie czasy prawdziwego, chińskiego jedzenia!

Po posiłku oglądam sobie Avengersów, a jegomość daje mi znaki, że mam się ze swojego skrajnego fotela przesiąść na jego miejsce przy oknie. Nie chce mi się z nim gadać ani przesiadać, więc udaję, że nie rozumiem zaimporwizowanego języka migowego. Desperat wyciąga więc swoją torbę i wydobywa z niej sweter, który niedbale wiesza na moim monitorku. Wkurzony, odkładam sweter na wolny fotel obok i gniewnie fukam. W odpowiedzi dżentelmen – stojąc w przejściu na środku samolotu – ściąga spodnie, ukazując światu swe jedwabiście szare kalesony. Po zapachu poznaję, że wdział je jakiś tydzień temu.

Jegomość wyciąga następnie z torby grube, brązowe gacie, które nakłada na szare kalesony. A gacie przykrywa zdjętymi uprzednio spodniami. W Dubaju było 17 stopni, w Chinach może być koło zera. Dlatego właśnie strój trzywarstwowy to standard ubioru zimowego w Kraju Smoka.

***

Szanghaj wita mnie pięknym, słonecznym popołudniem. Niebo jest błękitne jak w Polsce, nie widać ani jednej chmurki, a zachodzące słońce łypie znad horyzontu złocistym dyskiem. Z okazji chińskiego Nowego Roku stanęła już większość fabryk, więc smog uleciał znad miasta. Mamy tu 31 równoleżnik i polegając na intensywności blasku mógłbym uwierzyć, że w Szanghaju dopala się właśnie leniwy sierpień. A to tylko dwa stopnie Celsjusza.

Europa w mojej głowie znów mnie zwiodła.

2014-01-21 16.52.49 (2)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s