Jeśli miałbym wskazać najważniejsze chińskie pojęcie, którego nie da się przełożyć na języki zachodnie, to wybrałbym xiao. O jego wadze przekonuje dyskusja, jaka rozgorzała po wprowadzeniu przepisów nakazujących dorosłym dzieciom częstsze odwiedzanie rodziców.

 

孝1„Częste” składanie wizyt rodzicom po 60. roku życia zaleca ustawa wprowadzona w Chinach w zeszłym tygodniu. Dorosłe dzieci powinny również dbać o finansowe i duchowe potrzeby swoich krewnych. Ustawa o ochronie praw osób starszych (《老年人权益保障法》) stanowi m.in. że nie można uwolnić się od obowiązku opieki nad rodzicami, zrzekając się prawa do dziedziczenia po nich. Tekst wspomina również o obowiązku alimentacyjnym. Jeżeli dzieci nie zechcą się z niego wywiązać, staruszkowie mogą je pozwać. Jak w takiej sytuacji zachowają się sądy, nie do końca wiadomo, ale teoretycznie mogą zasądzić nawet pozbawienie wolności.

Chińskie media przezwały nowe regulacje „prawem o powrocie do domu” (常回家看看之法), nawiązując do znanej piosenki (《常回家看看》), która zrobiła furorę podczas telewizyjnej gali noworocznej w 1999 roku (emitowana przez Chińską Telewizję Centralną gala towarzyszy tradycyjnie wigiliom chińskiego Nowego Roku i cieszy się gigantyczną oglądalnością). Piosenkę tę zna w zasadzie każdy Chińczyk, doczekała się ona długiej listy coverów. I nic dziwnego, bo noworoczny powrót do domu rodzinnego to dla Chińczyków taka tradycja, jak dla nas Boże Narodzenie. Muzyka budzi emocje, które realizatorzy teledysków wzmacniają emocjonalnym przekazem, ukazującym „zjednoczenie” (团圆) pokoleń.

Ale co innego tradycja, a co innego prawo. Chociaż w Polsce cenimy śpiewanie kolęd i dzielenie się opłatkiem z rodzicami, polskiemu ustawodawcy nie przyszłoby do głowy przestrzeganie tego obyczaju egzekwować na drodze prawnej. Tu dochodzimy jednak do fundamentalnej różnicy kulturowej. O ile zachodnia tradycja (i bodaj każda tradycja na świecie) nakazuje szacunek wobec rodziców i przodków, to w Chinach – i innych krajach Azji Wschodniej – ten szacunek ma wymiar szczególny. Wyraża się on w tradycyjnej chińskiej cnocie xiao(孝).

Xiao to termin nieprzetłumaczalny. W języku polskim czy angielskim nie da się go oddać jednym wyrażeniem, bo cnota ta nie ma u nas kulturowego odpowiednika. Od biedy mogłoby nim być starotestamentowe przykazanie „czcij ojca swego i matkę swoją”, dlatego w angielskiej literaturze utarł się przekład filial piety. Polska sinologia używa terminu „nabożność synowska”, ale takie tłumaczenie w istocie niewiele objaśnia, a może nawet trochę wprowadzać w błąd. Młodym użytkownikom polszczyzny „nabożność” skojarzy się pewnie z mszą w kościele (nie jest to skojarzenie całkiem błędne); z kolei „synowska” błędnie sugeruje, że xiao ogranicza się wyłącznie do mężczyzn. Dlatego zostańmy przy chińskiej transliteracji xiao, dodając, że w dawnej chińszczyźnie w miejscu x (współczesna wymowa odpowiada mniej więcej polskiemu ś) stała głoska h. Historyczne h zachowało się zresztą w zapożyczeniu do koreańskiego (termin występuje w tym języku jako hyo), a także w wielu chińskich językach/dialektach, np. w kantońskim – haau.

Czym jest zatem xiao?

Najprościej mówiąc, xiao to dług spłacany przez całe życie. Nowy człowiek sam w sobie stanowi rodzaj kredytu, który winien się spłacić swoim kredytodawcom, czyli rodzicom. W powstałej kilka wieków przez Chrystusem „Księdze Xiao”(《孝经》, Xiao Jing) Konfucjusz tłumaczy, że skoro rodzicom zawdzięczamy ciało, to nie wolno nam go bezcześcić (trochę tak, jakbyśmy je od naszych przodków leasingowali). Wedle tej zasady, chińscy mężczyźni zwykli nosić dawniej długie włosy, bo ich obcięcie byłoby naruszeniem rodzicielskiej własności. Zgodnie z tą logiką nie wolno było popełnić samobójstwa, a jeszcze większą zbrodnią było naruszenie nietykalności cielesnej rodziców. Francuski sinolog Marcel Granet opisywał przypadek syna i ojca, którzy zostali zaatakowani przez rabusiów. W trakcie walki syn przypadkowo zranił ojca, powodując jego śmierć. Władze nakazały jego stracenie – przypadkowo czy nie, naruszył xiao.

孝2Utrzymywanie, leczenie i karmienie rodziców w podeszłym wieku było oczywistym obowiązkiem dzieci, a w zasadzie tylko synów (córki po zamążpójściu miały okazywać xiao swoim teściom). Z xiao wiązało się również posłuszeństwo, które należało okazywać rozporządzając majątkiem, szukając małżonka czy planując przyszłość własnych dzieci – we wszystkich tych kwestiach rodzice mieli zwykle ostatnie słowo. A kiedy się zestarzeli i stetryczeli, należało ich otoczyć troskliwą opieką, będącą odpłatą za lata dzieciństwa. Napisana w czasach mongolskich księga „24 [Przykłady] Xiao” (《二十四孝》) wylicza ekstremalne – choć w oczach ówczesnych Chińczyków godne podziwu – przykłady takiej opieki. I tak, pewien mężczyzna był gotów zabić swego trzyletniego syna, bo za sprawą małego zabrakło pokarmu dla jego matki staruszki. Inny człowiek w sile wieku ubierał się w kolorowe dziecięce ubranko i udawał niezgrabnego kilkulatka, ku uciesze stetryczałych rodziców. Pewien desperat zrosił wysuszoną ziemię własnym łzami, aby wyhodować świeże pędy bambusa, idealne na zupę dla umierającej z głodu matki. I tak dalej.

Xiao jest nadal silnie zakodowane w chińskiej mentalności i w oczywisty sposób kojarzy się z tradycją konfucjańską. Na straganach w Qufu, rodzinnym mieście Konfucjusza, można kupić  „24 [Przykłady] Xiao”w wersji dla dorosłych, czyli klasyczny tekst ze współczesnym komentarzem, i w wersji czytanki z obrazkami dla dzieci. Yu Dan (于丹), autorka popularnego programu telewizyjnego i bestsellerowej książki o konfucjanizmie (《论语》感悟), w pierwszym jej rozdziale pisze właśnie oxiao, przekonując, że to pierwsza pośród cnót (百善孝为先). Tymczasem zachodni dyskurs na temat konfucjanizmu wybija zwykle na pierwszy plan cnotę humanitarności ren (仁), która kojarzy nam się w oczywisty sposób z chrześcijańską miłością (agape). Jest to spuścizna po jezuitach, którzy szukali w chińskich wierzeniach punktów stycznych z nauką chrześcijaństwa i którzy polegli właśnie na xiao. Jezuici tolerowali bowiem te elementy chińskiej tradycji, które uznawali za pożyteczne i niekolidujące z własną wiarą. Wśród nich był tzw. „chińskie ryty”, związane z ceremoniami na cześć Konfucjusza i z kultem przodków, odprawianym przed tabliczkami ucieleśniającymi dusze zmarłych (牌位) . Spotkało się to z krytyką konkurencyjnych zakonów (głównie dominikanów), a w spór włączyli się papieże i chińscy cesarze. Ostatecznie papież Benedykt XIV zakazał chińskich rytów, a Klemens XIV skasował jezuitów, m.in. pod pretekstem ich pobłażania wobec azjatyckich form kultu.

W 1939 roku Pius XII po dwóch wiekach odwrócił jednak werdykt Benedykta XIV i pozwolił chińskim katolikom na uprawianie kultu przodków. W ten sposób, chcąc łowić dusze na egzotycznych wodach, Kościół skapitulował przed xiao, wedle którego rodzicom należy się godny pochówek, o czym zresztą zaświadczają  „24 [Przykłady] Xiao”– Chińczycy byli gotowi sprzedać się w niewolę, aby taki pochówek zapewnić. Do dziś, jak Chiny długie i szerokie, pola pełne są kurhanów. Europejczycy chowają swoich zmarłych na odrębnych cmentarzach (ewentualnie w kościelnych kryptach), co proksemicznie symbolizuje zerwanie więzów za życia i oddanie dusz we władanie Boga. W Chinach zmarły pozostaje częścią rodziny, pochowany w kurhanie na ojcowniznie i hołubiony obiatą m.in. podczas Święta Qingming na początku kwietnia. Mieszczanie, pozbawieni własnego gruntu, trzymają urny z popiołami bliskich w mieszkaniach, by oddawać im hołd na domowych ołtarzykach. I to też jest przejaw xiao.

Według tradycji, zmarli dopominają się o ofiarę przez następne cztery pokolenia. Ponieważ kontynuatorem rodu jest mężczyzna, tylko synowie i wnuki mogą zapewnić duszom ojców i dziadów pośmiertny spokój, karmiąc je obiatą. Jak głosił Mencjusz, „Istnieją trzy występki przeciwxiao, a największym z nich jest brak synów” (不孝有三,无后为大). Przez wieki chińscy rodzice, dysponując ograniczonymi zasobami, zwykli z tego powodu topić córki, jako niepotrzebne gęby do wyżywienia. Odchowując syna, zapewniali sobie spokojne życie pozagrobowe (pozbawiony opieki zstępnych duch zmarłego zamieniał się w „głodnego ducha”, 饿鬼). Związana z polityką kontroli urodzeń dysproporcja płci – poprzez zabijanie żeńskich noworodków wykrywanych we wczesnym stadium za pomocą badań USG –to tylko nowa odsłona starego chińskiego dramatu.

Ale czy xiao przetrwa we współczesnych Chinach?

孝3I tu dochodzimy do wreszcie do puenty i bardzo ciekawego problemu. Xiao nadal wpływa w determinujący sposób na zachowania Chińczyków i powinien sobie z tego zdawać sprawę m.in. każdy, kto chce w Chinach robić biznes. Przykładowo, rynek motoryzacyjny w Chinach zdominowany jest przez duże auta, bo tylko one mieszczą wielopokoleniowe rodziny. Starsi ludzie często decydują również o zakupie mieszkań, akcji itd., słowem – trzymają kasę.

Młodzieżowy bunt w zasadzie nie istnieje: w portretującym chińską scenę niezależną holenderskim filmie „Beijing Bubbles” (2005) niezależni muzycy skarżą się, że pozostają niewysłuchani, bo istnieje w zasadzie tylko muzyczny mainstream, w którym nie ma dla nich miejsca. Perkusistka żeńskiej kapeli punkowej Hang on the Box (挂在盒子上) wychwala rodziców za to, że pozwalają się jej realizować i ją utrzymują (!). Nic dziwnego, że w takiej rzeczywistości – „Tu nie będzie rewolucji”, jak śpiewał Big Cyc –  jedyną drogę ucieczki od kontroli starszych pokoleń młodzi ludzie znajdują w wirtualnym świecie, a subkultura graczy komputerowych to w zasadzie jedyna licząca się w Chinach subkultura młodzieżowa. I przy okazji wielki rynek gier sieciowych.

Z xiao wynika m.in. fakt, że Chińczycy mają dość specyficzne zwyczaje jako turyści. Podróżują często całymi rodzinami, bo tradycja zakazuje zostawić starszych bez opieki. Ten fakt powinny uwzględniać zachodnie biura podróży, pamiętając, że w chińskiej wycieczce mogą się trafić takie rodzinne grupy, z liczniejszą reprezentacją osób w podeszłym wieku. Niegłupim pomysłem może być dodanie do programu wycieczki elementów prozdrowotnych – jak wiadomo, starsi ludzie bardziej o kwestie zdrowia się troszczą. W przypadku Polski takim elementem może być krótka nawet wizyta w uzdrowisku, połączona z konsumpcją wód leczniczych.

A wspólna wycieczka może być formą opieki i troski w najczystszym duchuxiao: w zeszłym roku pewien młody pekińczyk – o czym pisała prasa – przebył na piechotę drogę ze stolicy Chin do Xishuangbanna w Yunnanie, pchając na wózku inwalidzkim swoją niepełnosprawną matkę. Kobieta, która za życia opuściła Pekin zaledwie dwukrotnie, zawsze marzyła o podróży na egzotyczne Południe. Aby uszczęśliwić matkę, młodzian zwolnił się z pracy i w ciągu 100 dni pokonał 4000 km.

Oczywiście tego rodzaju nadmierna troska może być krępująca: Daniel A. Bell, autor bardzo ciekawej książki „China’s New Confucianism”, zwraca uwagę, że wśród czołowych chińskich polityków próżno szukać siwizny, gdyż wszyscy panowie farbują sobie włosy. Dlaczego? W „Księdze Mencjusza” napisano, że kiedy człowiek osiwieje, należy się nim troskliwie opiekować, więc siwizna jest oznaką słabości – odwrotnie niż w polityce Zachodu, gdzie siwe włosy to rękojmia doświadczenia i wiarygodności.

Ustawa o opiece nad osobami starszymi jest niewątpliwie realizacją tradycji konfucjańskiej, nakazującej państwu, aby edukowało obywateli w kwestiach moralnych. Inne azjatyckie kraje też utrzymują podobne przepisy, np. w Korei Południowej dorosłe dziecko nie może pozwać swojego rodzica, gdyż byłoby to właśnie pogwałcenie hyo (xiao). Oczywiście politycy – nie tylko w Chinach – rzadko kierują się moralnością, a częściej rzeczywistymi, jeśli nie przyziemnymi, problemami i praktyczną kalkulacją.

Rozpad rodziny i jej krytyka następowały regularnie w okresach politycznego chaosu. Tradycyjną rodzinę krytykowano u zarania Republiki, kiedy to m.in. Ba Jin opublikował krytyczną powieść „Rodzina”(《家》), a Lu Xun strawestował Gogola, opisując w „Dzienniku obłąkanego” (《狂人日记》) historię człowieka przekonanego, że bliscy krewni zamierzają go utuczyć i zjeść. Kolejnym okresem gwałtownych międzypokoleniowych napięć była „rewolucja kulturalna”. Dlatego szacunek dla rodziców i kult przodków ma niewątpliwie aspekt zachowawczy i służy konserwacji status quo (w tym systemu politycznego), dlatego też chińskie władze popierają xiao. I dlatego też kilka lat temu rozbito majowy „złoty tydzień” na kilka pomniejszych świąt, wśród których znalazło się właśnie święto Qingming (清明节), nazywane też „świętem sprzątania grobów” – poświęcone pamięci przodków. Ale nie wszyscy już wiedzą czemu to święto miałoby służyć: pojawiły się pytania, czy można życzyć „Szczęśliwego Święta Qingming”? (To trochę tak, jakby u nas życzyć „Szczęśliwych Zaduszek”).

Tradycja w Chinach jest zagrożona przez szybkie przemiany cywilizacyjne, a szczególnie przez gwałtowną urbanizację i migrację ze wsi do miast. Na przenosiny zdecydowało się kilkaset milionów osób, powstała cała „płynna populacja” (流动人口), wędrująca za pracą po całym kraju – tak jak to się dzieje w USA czy w Unii Europejskiej. Ci ludzie zwykle rodziców ze sobą nie zabierają, bo tylko nieliczni są w stanie dorobić się na tyle, aby ich ze sobą sprowadzić ze wsi do miasta, czy też z mniejszego ośrodka do większego. W ten sposób tradycyjne więzi ulegają osłabieniu, społeczeństwo się atomizuje i upodabnia do społeczeństw zachodnich, goniących za pracą i konsumpcją. Rzesza 185 milionów ludzi powyżej 60. roku życia staje w obliczu samotnej starości. Zdarzają się przypadki skrajne, kiedy to np. wyrodny syn umieszcza starą matkę w chlewie. I nie jest to bynajmniej jego prywatna sprawa – w chińskiej tradycji zepsucie obyczajów zapisywane jest na karb rządzących, którzy powinni być niczym Gwiazda Polarna – trwać niewzruszenie, pełniąc rolę moralnego drogowskazu.

Jednak przemiany społeczne i demograficzne wpływają również na mentalność – ludzie podróżują i porównują, a zatem patrzą na rzeczywistość krytycznie. Przekonuje o tym reakcja chińskiej prasy na nową ustawę. Wynika z niej, że o ile Chińczycy wciąż czują się w obowiązku przestrzegać xiao i spłacać dług wobec starszych pokoleń, o tyle nie chcą, aby państwo prowadziło ich w tej kwestii za rękę.

Przejrzałem trochę materiałów prasowych. I choć nikt nie krytykował w nich władz, to autorzy skupiali się na problemach praktycznych związanych z obowiązkowymi odwiedzinami. Pewien dziennik w Chengduopisał trzy przypadki, w których obywatele zostali przez nowe prawo postawieni przed dramatycznym, iście szekspirowskim wyborem.

Mamy więc historię pana Wu, alkoholika, który rozwiódł się z żoną i zostawił dzieci. Dzieci dorosły i wcale nie mają ochoty oglądać ojca pijaka. Kiedyś być może zechcą się z nim pojednać, ale powinien to być chyba ich własny wybór? – pyta dziennikarz.

W drugiej historii przewijają się kwestie spadkowe. Pewna kobieta miała trójkę dzieci, dwóch synów i córkę. Starsze rodzeństwo dało sobie radę w życiu i wyfrunęło z gniazda, ale najmłodszy syn chorował, miał problemy ze znalezieniem stabilnego zatrudnienia. Kiedy się ożenił, matka pozwoliła mu mieszkać u siebie. Starsze dzieci są o to zazdrosne, uważają, że matka im również powinna pomóc, dlatego nie chcą jej oglądać. Kobieta wydzwania do nich, ale pozostają niewzruszone.

Wreszcie przykład trzeci: 70-letnia pani Liu oczekuje na wizyty córki, ale córka traktuje ją chłodno. „Mamą” nazywa mamkę, którą zapracowani rodzice najęli, aby zajęła się dziewczynką. Dorosła córka ma do rodziców żal, że jej nie poświęcali czasu. Ten problem może nam się wydawać dziwaczny, ale opiekunki do dzieci są w Chinach znacznie popularniejsze niż w Polsce. Wynajmowanie niań – czy też ayi (阿姨), czyli „ciotek”, jak się je nazywa – to w dużych miastach zjawisko powszechne. W Parku Stulecia w pobliżu mojego szanghajskiego mieszkania regularnie widuję dzieci pod opieką niań.

Co ciekawe, często są to dziewczynki.

Update chińskiej tradycji w wydaniu wielkomiejskim zaleca bowiem, aby to pan młody wniósł do związku lokum. Niestety, w Szanghaju i innych dużych miastach ceny mieszkań poszybowały w górę i coraz więcej rodzin nie jest w stanie spełnić tego obowiązku. A to oznacza, że zostaną z synemloserem, który z braku mieszkania nigdy się nie ożeni. Albo będą musieli sobie wypruć żyły na wiano dla niego.

Praktyczni szanghajczycy coraz częściej decydują się zatem na posiadanie córki. Wprawdzie kiedyś wydanie dziewczynki za mąż oznaczało jej utratę (wolno jej było odwiedzać rodziców raz do roku), ale dziś ten obyczaj wydaje się śmieszny. Chińskie dziewczęta chodzą do pracy, odwiedzają do woli rodziców i cieszą się swobodą większą niż Japonki i Koreanki. Emancypacja kobiet to niewątpliwie zdobycz komunistycznej modernizacji, o czym zresztą przekonuje w swej sztandarowej powieści „Obfite piersi, pełne biodra” świeżo upieczony chiński noblista Mo Yan.

Jak pisałem w „Korei szerokopasmowej”, odpowiednie warunki ekonomiczne mogą przekształcić na wskroś takiego czy innego „ducha narodowego”, czego najlepszym dowodem są dzieje stereotypów – Niemca, Japończyka czy Koreańczyka. Wiele wskazuje na to, że ten proces właśnie dokonuje się w Chinach, a xiao może niedługo stać się dla młodych pokoleń pojęciem równie abstrakcyjnym, jak cnota dla młodych Europejczyków.

Ale czy to będzie zmiana na lepsze?

孝4

Tekst pierwotnie ukazał się tutaj.

Reklamy

One thought on “Xiao – od nabożności synowskiej do emancypacji córek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s