Czy miliard ludzi mówi po „chińsku”?

„Ok. 1,5 mld ludzi na świecie mówi po angielsku, a ok. 1,4 mld po chińsku”, „to język, którym mówi jedna piąta ludności na świecie” itd. itp. – ciągle natykam się na tego rodzaju bombastyczne teksty. Fajnie brzmią, szczególnie dla kogoś, kto np. akurat założył szkołę chińskiego. Niestety, to nie do końca prawda, dlatego dzisiejszy wpis poświęcam ludziom, którzy chcą się uczyć chińszczyzny, bo akurat mamy porę, kiedy podejmuje się takie życiowe decyzje.

Otóż – nie istnieje coś takiego jak „język chiński”. Są języki chińskie. Język, którego uczą w szkołach i na uczelniach, to tzw. współczesny język chiński. Anglicy nazywają go Standard Mandarin Chinese, a Chińczycy – putonghua, czyli „powszechna mowa”.

Angielska nazwa sprawia, że niektórzy używają tłumaczenia „język mandaryński” (obcinając przymiotnik „standardowy”). Ale to określenie też nie jest precyzyjne, bo języki mandaryńskie stanowią największa podgrupę chińskich dialektów i same między sobą również się różnią. W Pekinie ludzie witają się czasem pytając: Chi le mei you? ( 吃了没有, czy już jadłeś?). W Changzhi, które kiedyś miałem przyjemność odwiedzić, pytają: Csy le me ne? (transkrypcja własna 🙂 ). Jedni i drudzy mówią „po mandaryńsku”.

W obu przypadkach do zapisu używa się tych samych chińskich znaków i to one są przyczyną całego zamieszania. Bo niezależnie od używanego dialektu, człowiek jest w stanie przeczytać prosty tekst zapisany „krzakami”. Znaki można odczytywać fonetycznie na wiele sposobów i dlatego Chińczycy żyją w tzw. dyglosji – język mówiony i pisany to dla nich nie do końca to samo.

Żeby było śmieszniej, niektóre dialekty różnią się od putonghua do tego stopnia, że mają w jakiejś mierze odrębne pismo – tu niegdyś oświecił mnie Paweł Matulewicz, który popełnił doktorat na ten temat (respect!). Przykładem takiego języka jest kantoński, dla użytkowników putonghua w dużej mierze niezrozumiały. Kto nie wierzy, niechaj sobie porówna wikipedię „chińską” i kantońską. A jest jeszcze Wikipedia w dialekcie Wu, czyli „szanghajska”, w dialekcie Gan a także w języku klasycznym, który dla chińskiej kultury jest tym, czym łacina i greka razem wzięte dla Europy.

Sami Chińczycy na ogół nazywają te wszystkie języki „dialektami”. Uważają, że „język” jest tym, co ich jednoczy. A przecież w zasadzie nie jest to język – no chyba, że wspólny przodek wszystkich chińskich języków, czyli język archaiczny – lecz system chińskiego pisma. Ale na tej zasadzie za część chińskiej cywilizacji mogą się uważać Koreańczycy, którzy kiedyś używali Hancha, Japończycy (Kanji) czy Wietnamczycy (Chữ Nôm).

Polacy, jakby się uparli, też mogliby się piśmienniczo zsinizować (już raz się zlatynizowaliśmy, więc co za problem?)  i zacząć używać chińskich znaków z polskimi końcówkami gramatycznymi. Mniej więcej tak, jak to czynią Japończycy. Pisalibyśmy wtedy:

立陶宛o,祖国o 我的a,你是eś 像健康!
多少你ię该值得,  这n只自己得知ie,
谁你ię失去ił.

I gdzieś w Afryce albo w Ameryce Południowej ludzie myśleliby, że nie rożnimy się od Chińczyków, tak jak wielu Polakom wydaje się, że Chińczycy, Japończycy czy Koreańczycy to w zasadzie to samo.

W chińskiej diasporze panuje ogólne przekonanie o uniwersalizmie „języka chińskiego”. Jakiś czas temu odbyłem pouczającą rozmowę z pewnym Singapurczykiem, który przekonywał mnie oczywiście, że język jest jeden, a reszta to wszystko dialekty. Skapitulował, kiedy zapytałem go czy w obronie dialektu wychodzi się na ulicę?

Tu przypomina się oczywiście „zakamfulowana opcja niemiecka”, czyli nasi kochani Ślązacy, którzy według polonistów mówią etnolektem (more…), a według silesianistów – językiem. Stare powiedzonko, które jak ulał pasuje do Chińczyków, Ślązaków czy Czarnogórców, mówi:

Język to dialekt, który ma armię i flotę.

Powyższe aplikuje się także do Tajwanu. Jakiś czas temu tajwański girlsband S.H.E. nagrał piosenkę Chińska mowa. Niedługo później pojawiła się wersja pt. Tajwańska mowa, czyli dialekcie minnańskim, którym włada większość rdzennych Tajwańczyków…

Tak więc, Drogi Czytelniku, jeśli chcesz się uczyć „języka chińskiego”, to zapomnij, że dogadasz się miliardem ludzi. Jak pisał kilka lat temu „Dziennik Ludowy” powołując się na Ministerstwo Edukacji Chińskiej Republiki Ludowej, tylko jakieś 700 mln osób w Chinach potrafi aktywnie posługiwać się putonghua, czyli mową, która zazwyczaj się kryje się pod nazwą „języka chińskiego”.

Reklamy

7 thoughts on “Czy miliard ludzi mówi po „chińsku”?

  1. A mam pytanie, jak daleko klasycznemu mandarynskiemu do wersji wspolczesnej? Tzn. czy roznica jest powiedzmy taka, jak miedzy staropolszczyzna a naszym wspolczesnym polskim? A jesli nie, to znaczy to, ze uczniowie w szkolach (nie mam na mysli studiow uniwersyteckich) maja np. te klasyczne utwory upraszczane i „tlumaczone” na wspolczesnie uzywane znaki?

    Polubienie

  2. Różnica jest bardzo znaczna, to jest praktycznie nauka innego języka. Różnica jak między polskim a łaciną.
    Język klasyczny zapisuje się zasadniczo tymi samymi znakami co język współczesny, ale zachodzą dwie różnice:
    1. Mają one zupełnie inne znaczenie. Tekst zapisany w języku klasycznym i odczytany w języku współczesnym nie ma żadnego sensu.
    2. Język klasyczny jest bardziej „zwięzły”, potrzebuje znacznie mniej znaków. Ot, na przykład zapisana w języku klasycznym fraza 山川壯麗、物產豐隆;炎黃世冑,東亞稱雄 w tłumaczeniu na współczesny ma już postać 我國山河壯觀而秀麗,而且物產豐盛;我們都是炎黃子孫,並在東亞稱雄. Znaki jak widać te same, ale trzeba ich już znacznie więcej, by skonstruować wypowiedź. No i próba odczytania pierwszego tekstu w j. współczesnym da w efekcie jedynie bełkot 🙂

    Polubienie

  3. Moim skromnym zdaniem klasyczny bardzo się przydaje, żeby zrozumieć współeczesny język, choćby głupie 可以. Kiedyś to były dwa odrębne słowa jak – nie przymierzając – w przypadku naszej „okowity” czy „kwintesencji”
    Po kilku lekcjach klasycznego człowiek inaczej patrzy też na słówko 之 i konstrukcje typu 百分之四十 czy 最美丽的地方之一.
    To nie jest do końca tak, że klasyczny to dla współczesnych bełkot. Oni od dziecka chcąc nie chcąc mają styczność z tym językiem. Wiele popularnych chengyu odsyła do klasycznych źródeł, np. 千里之行 jest wzięte z Daodejingu. Takie rzeczy trzeba znać, żeby czytać średniozaawansowane teksty. Nie da się być średnio rozgarniętym Chińczykiem bez znajomości odrobiny wenyanu, tak jak nie da się być średnio rozgarniętym Polakiem nie rozumiejąc co to znaczy tempus fugit albo alea iacta est.
    Inna sprawa, że dziś nauka klasycznego w ChRL opiera się na tekstach drukowanych znakami uproszczonymi. To straszna profanacja, której sam jestem ofiarą 🙂

    Polubienie

  4. Nie przeczę, ale mamy tu już do czynienia z automatycznym wkuwaniem całych fraz, jak w przypadku przytoczonego „alea iacta est”. Niby każdy wie co to znaczy, ale poszczególnych słów w tym zdaniu czy form gramatycznych poza znającym łacinę nikt nie jest w stanie 🙂

    Polubienie

  5. Tia. Chińczycy mają ten sam problem. Niektóre chengyu powtarzają mechanicznie, nie wiedząc jaka jest ich etymologia, i kiedy przychodzi im je zapisać, zaczyna się rzeźbienie (kiedyś jakaś stażystka w korekcie jednej z gazet przerobiła mi „zasypianie gruszek w popiele” na „zasypywanie”).
    Dlatego poprawianie błędów w chengyu to typowe pytanie w szkolnych testach, np. http://www.ht88.com/downinfo/44977.html

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s