R U THERE

r u there

Dawno, dawno temu żył sobie holenderski progamer, który pojechał na zawody na Tajwan. Umęczony pykaniem w Counter-Strike’a, wytoczył się z hotelu wprost na ruchliwą tajpejską ulicę. A tam – bach! Wypadek!

Chłopak stoi jak wryty, gapi się na zalanego krwią motocyklistę… Niby widział śmierć, bo przecież sam ją wywoływał tysiące razy, ale to była śmierć wirtualna, a nie śmierć na serio. I tak oto pojawia się w jego głowie myśl egzystencjalna.

Czytaj dalej