Między Caishenem a Mammonem

caishen01

Z okazji chińskiego Nowego Roku pół miliona ludzi przyszło pod pewną świątynię w Wuhanie, aby złożyć hołd Caishenowi, bogu bogactwa.

caishen02Kto był w Chinach, musiał widzieć figurki tego jegomościa. Jest w średnim wieku, nosi długą czarną brodę i wąsy, a w dłoni zwykle dzierży sztabę złota – w tradycyjnym w kształcie łódeczki. Caishena (财神) można spotkać na straganach, w sklepach. To patron kupców, przekupniów i wszelkiej maści biznesmenów.

Tradycyjną okazją, aby ubiegać się o przychylność Caishena jest Nowy Rok, którego obchody właśnie w Chinach się kończą. W tym roku  pod jedną ze świątyń w Wuhanie przyszło… 550 tys. osób. To więcej, niż wpuszczono na defiladę z okazji 60-lecia ChRL w Pekinie.

Caishen, jak wiele chińskich bóstw, był być może postacią historyczną. Jedni upatrują w nim Bi Gana, kanclerza z okresu dynastii Shang, inni – niejakiego Zhao Gongminga. W zależności od regionu Chin, Caishen bywa utożsamiany z rozmaitymi lokalnymi bóstwami. Tak czy siak, od czasu reform ekonomicznych jest jednym z najpopularniejszych chińskich bogów. Uznają go zarówno taoiści, jak i buddyści amidyści (tzw. Sekta Czystej Krainy).

W Chinach wiele razy dziwiłem się, jak powszechny jest kult tego bożka. Wyznają go zwykli straganiarze i sklepikarze, ale i poważani przedsiębiorcy trzymają sobie jego figurkę w gabinecie.

Z polskiego punktu widzenia wznoszenie modłów do takiego bałwana może się wydawać mocno podejrzane – katolicyzm gardzi doczesnymi dobrami. W Nowym Testamencie określa się je terminem mamony, czy też Mammona – bożka pieniędzy. Chrześcijanin staje zatem przed wyborem: „Żaden sługa dwom panom służyć nie może: bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłować będzie: albo do jednego przystanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu i mamonie służyć”.

Renesans przewartościował ten osąd. W protestantyzmie uznano, że dobra doczesne zdobyte ciężką, uczciwą pracą są oznaką błogosławieństwa. Zauważył to oczywiście Max Weber, który zastanawiał się m.in. czemu protestanckie Prusy stały się gospodarczą potęgą, a katolicka Polska upadła.

Odpowiedzi trzeba by pewnie poszukać  w pogańskim, klasycznym dziedzictwie Europy, które docenili humaniści. Grecy mieli boginię Tyche, a Rzymianie – Fortunę. Germanie prosili o bogactwo Njörðra, boga spokojnego morza i udanych połowów. Słowianie modlili się do Welesa, spokrewnionego z hinduistycznym Waruną.

O Welesie i innych pogańskich bóstwach mało kto dziś w Polsce pamięta. Kościół zrobił wszystko, by przedchrześcijańskie dziedzictwo zatrzeć, choć w sam o swoje dobra potrafi dbać i zabiegać z wielką determinacją. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dominujące wyznanie przekłada się na klimat gospodarczy. W Polsce bestsellerami są książki o Papieżu, podczas gdy w Chinach wielkim wzięciem cieszą się pozycje w stylu „Być jak Bill Gates„, „Rób interesy jak ludzie z Wenzhou” albo „Jak się bogacą Żydzi„.

Właśnie. Polski mainstream interesuje się Żydami głównie jako ofiarami/katami Polaków (por. np. Jadwabne/Koniuchy, Naliboki). Nie umiemy o bogactwie – szczególnie żydowskim – pisać i rozmawiać w sposób otwarty, zaraz dopatrujemy się podtekstów. Prowokacyjna, świetnie napisana książka „Przedsiębiorstwo Holocaust” Normana Finkelsteina pozostaje w Polsce dość słabo znana, choć autorem krytykującym chciwość narodu wybranego jest syn tegoż narodu. Znamienne, że autorem jednej z popularniejszych ostatnio w Polsce książek o żydowskim bogactwie jest… Chińczyk. Mam na myśli oczywiście Wojnę o pieniądz Song Hongbinga (wyd. Wektory).

Ofiarą niechęci do mamony padają również polscy ludzie sukcesu. Gdybym komuś zaproponował wydanie książki „Być jak Jan Kulczyk” albo „Rób to jak Gudzowaty„, zostałbym pewnie wyśmiany, no chyba, żebym zgłębił powiązania obu panów ze specsłużbami. Naszych wydawców i czytelników średnio interesują również historie tych ludzi sukcesu, którym trudno cokolwiek zarzucić, a i sami zainteresowani wolą siedzieć cicho, aby nie wzbudzać zawiści swoich ukochanych rodaków… Gdybym jednak napisał i wydał książkę Jak zaszczuto Romana Kluskę” (z całym szacunkiem dla wielkiej krzywdy tego przedsiębiorcy), to spotkałaby się ona pewnie z ciepłym przyjęciem. Po prostu Polacy wolą rozpamiętywać klęski, niż doceniać sukcesy.

caishen03 caishen04 caishen05 caishen06 caishen07

Na podst. China Digital Times.