(Cz. 4) Przysłowia są przekleństwem narodów

„Obyś cudze dzieci uczył” albo „obyś żył w ciekawych czasach”. Te popularne porzekadła są często przypisywane Chińczykom. Czy słusznie?

Tematu do niniejszego odcinka cyklu dostarczył eurodeputowany Ryszard Czarnecki (PiS). Jedną z notek na swoim blogu tak zaczął:

Lepiej jest wrogiem dobrze” – mówi chińskie przysłowie. Odwołując szefa CBA bez opinii Głowy Państwa Tusk, stworzył jego polską wersję: „głupsze jest wrogiem głupiego” (…)

„Lepiej jest wrogiem dobrze” brzmi jak dosłowne tłumaczenie. Ale nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek widział to powiedzonko w chińskiej wersji. Pan Ryszard to sobie zwyczajnie wymyślił albo zaczerpnął z niewiarygodnego źródła.

Szybkie guglowanko potwierdziło moje przypuszczenia. bon mot „lepsze jest wrogiem dobrego” przypisuje się Wolterowi (Le mieux est l’ennemi du bien, rok 1772), aczkolwiek przynajmniej już w roku 1764 mawiano tak we Włoszech (Il meglio è l’inimico del bene). O Chińczykach nikt nie słyszał. Zresztą kompletnie nie pasowałoby to do chińskiej mentalności, która zakłada, że w swej dziedzinie trzeba się ćwiczyć i doskonalić przez całe życie*.

Innym powiedzonkiem, któremu często imputuje się chiński (a czasem żydowski) rodowód, jest przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”. Na przykład Andrzej Krakowiak komentuje dla „Rzeczpospolitej”:

Obyś żył w ciekawych czasach! To znane chińskie przekleństwo było w 2008 roku odmieniane na całym świecie przez wszystkie przypadki.

Niestety, mimo usilnych starań, nikt nie znalazł takiego tekstu wśród chińskich przysłów. Jedyne podobne porzekadło to:  寧為太平犬,不做亂世人 (lepiej być psem [za] pokoju, niż człowiekiem w [czasach] chaosu). Anglojęzyczna Wikipedia stwierdza**, że przekleństwo „obyś żył…” pochodzi z lat 30. XX wieku i ma zapewne angielski lub amerykański rodowód. Wstawka o Chińczykach pełni przy nim rolę memetycznego (dawniej powiedzielibyśmy „retorycznego”) wzmacniacza: podkreśla wyjątkowość źródła. Tak jak wiarygodność miejskich legend  zwiększa podana na wstępie informacja o tym, że TO się przydarzyło „znajomemu znajomego”.

Geneza „chińskiego wzmacniacza” jest łatwa do prześledzenia. Od czasu pierwszych kontaktów Chińczycy cieszą się w kulturze Zachodu opinią ludzi mądrych. Tak się utarło dzięki jezuitom, a Poseł Czarnecki z pewnością zna fragment z bajki Ignacego Krasickiego, który kształcił się właśnie w szkołach tego zakonu: „Chińczyki mają rozum, choć daleko siedzą. I bajki wiedzą”***.

W myśl tej zasady, „chińskie” podobno jest również inne przekleństwo „obyś cudze dzieci uczył”. Na przykład Jarosław Klejnocki pisze:

Nazywa się często zawód nauczycielski “najpiękniejszym zawodem świata” (choć znane jest i chińskie przekleństwo: “obyś cudze dzieci uczył”), bo rzeczywiście nie ma chyba większego wyzwania ponad kształtowanie osobowości młodych ludzi, wytyczanie szlaków ich wiedzy i wpływanie na życiowe postawy (…)

Ha! Żeby napisać coś takiego, trzeba nie wiedzieć, iż w Chinach nauczyciel to jeden z najbardziej cenionych i szanowanych zawodów. Pozostaje tak przynajmniej od czasów Konfucjusza, który sam prowadził coś na kształt akademii już w V w. p.n.e., a więc na długo przed Szkołą Platońską. W chińskiej mentalności uczyć cudze dzieci to rzecz wielka, a permanentne dokuwanie to obowiązek każdego wykształciucha. Konfucjusz mawiał: 三人行,必有我师 („[wśród dowolnej] trójki spacerujących ludzi, na pewno znajdzie się mój nauczyciel”; czyli ktoś, kto może mnie nauczyć czegoś nowego).

Jak sądzę, powyższe przekleństwo nie jest również żydowskie. Starozakonni cenią wiedzę i edukację na równi z Chińczykami. Zresztą przepatrzyłem z tuzin internetowych list z żydowskimi złorzeczeniami i nigdzie nie znalazłem „obyś cudze dzieci uczył”.

Przypuszczam zatem, że prawda jest niestety przykra – to przekleństwo jest dziełem nas samych, Polaków. Sarmaci kształcili synów po zakonach, ale za klechami niezbyt przepadali. Zawsze bardziej cenili fantazję czy odwagę na polu bitwy, niż wiedzę albo kupiecką roztropność – wszystko się zgadza.

Przysłowie może straciło na znaczeniu w II Rzeczpospolitej, która postawiła sobie za cele odbudowania państwowości i wydała wielu znakomitych pedagogów, ale w PRL odżyło z całą mocą – nauczyciele musieli zapomnieć o 17 września czy Katyniu, aby wciskać dzieciom ciemnotę o przyjaźni polsko-radzieckiej. W III RP nauczyciele długo pozostawali jednym z gorzej opłacanych zawodów, a udzielanie korepetycji, to typowe zajęcie studenta, który nie ma rodzinnych koneksji, aby wbić się na staż w jakieś fajne miejsce.


 

* Podam ciekawy przykład: słówko kung-fu (功夫), które w większości zachodnich języków oznacza „chińskie karate” (Chińczyk powie wushu – sztuki wojenne), Chińczykom przywodzi na myśl… czas. „下功夫” to po prostu przeznaczać na coś czas, nie szczędzić zachodu. Samo „功夫” oznacza wysokie umiejętności. W języku chińskim trud włożony w ćwiczenie jest synonimem zdolności do walki, ale także zdolności do tańca, kaligrafii, lepienia makaronu czy prostowania gwoździ.  Czy ktoś kto tak myśli mógłby powiedzieć, że „lepsze jest wrogiem dobrego”?

** Polskojęzyczna wersja Wikiquotes nadal dezinformuje, że „obyś żył w ciekawych czasach” to chińskie przysłowie. Nie podaje chińskiego źródła – bo go zwyczajnie nie ma.

** Cytat pochodzi z bajki „Cesarz chiński i syn jego”:

Chińczyki mają rozum, choć daleko siedzą,
I bajki wiedzą. Jeden z nich, a co większa, cesarz tegu ludu,
Nie szczędził trudu,
Aby pan syn, następca jego, nie był osłem.
Raz płynął z nim po wodzie, a gdy robił wiosłem
I płynąc nucił,
W brzeg uderzył i łódki ledwo nie wywrócił:
Obadwa się przestraszyli.
Korzystając ojciec z chwili
Rzekł: „Patrz, jak przez niebaczność źlem sobie poradził,
Gdybym nie śpiewał, o brzeg byłbym nie zawadził.
Z mojego czynu
Naucz się synu:
Łódka — tron, lud — jest woda i nosi ją snadno;
Kiedy sternik niebaczny, łódka idzie na dno.”
Reklamy

3 thoughts on “(Cz. 4) Przysłowia są przekleństwem narodów

  1. Bardzo dziękuję za tę notkę. Oby Gugiel ją wysoko podtrzymywał! I oby ludziska o tym pamiętali, nie plotąc więcej takich bzdur. Szalenie mnie drażni podczepianie się pod kulturę chińską w najbardziej dziwnych momentach.

    Lubię to

  2. niestety wushu to komunistyczny chiński wymysł, a prawdziwi amerykańscy chińczycy prawdziwa sztukę dla odróżnienia od baletu nazwali kung fu, tak samo bruce lee uczył się tylko chwilę u yip mana, a to tylko dlatego, że starzy chińczycy się buntowali, bo nie byłm dla nich chińczykiem, bo jego babka była niemką, yip man żeby nie zadrażniać sytuacji wysłalk go do swego najlepszego ucznia wong shun leunga, którego defacto w drugiej częsci filmu yip czun obsmarował, bo nie mógł znieść, że był bardzo dobry, a on sam guziczek potrafi, jak wong żył to nikt głowy nie podnosił. nie przeczy to że bruce był przyjacielem yip mman i wonga, kiedy przylatywał do hongkongu potrafił dwa dni z wongiem przegadać. wong nigdy nie wystąpił w filmie bruca bo nikt go nie pokonał i na ekranie nie mógł z brucem przegrać bo był lepszy 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s