60. rocznica ChRL. O czym nie napiszę?

Co można napisać na 60 rocznicę utworzenia ChRL? Jak skomentować to wydarzenie?

Zastanawiam się od kilku dni. I przyznaję – nie mogę znaleźć odpowiedniego klucza. Dlatego wzorem „Przekroju” postanowiłem wyliczyć, że z tej okazji nie napiszę o:

Rosnącej potędze Chin. Bo rośnie nieprzerwanie od 30 lat i niedługo zapewne doścignie potęgę amerykańską. Wniosek ze wzrostu płynie taki: trzeba się uczyć putonghua. Ale o tym wiedzą już chyba wszyscy.

Defiladzie na pl. Tiananmen. To rzadka gratka, bo dotąd wojskowe pokazy zorganizowano tam zaledwie 13 razy. Chińczycy nie urządzali i nie urządzają częstych defilad, bo nie znają takiego etosu rycerskiego, jak na Zachodzie czy Japonii. Znają natomiast etos urzędniczo-wykształciuchowski (mandaryński) i to jest dopiero ciekawe zjawisko. Tłumaczy ono poniekąd, czemu Komunistyczna Partia Chin przetrwała ostatnie 60 lat. I jak przeżyła PZPR, KPZR i inne partie-siostry. Długi temat…

Komunistycznej Partii Chin. Bo na moich przemyśleniach odnośnie tej organizacji zamierzam jeszcze zarobić parę groszy.

Zaproszeniach na defiladę, którą w przeciwieństwie do – nie przymierzając – zaprzysiężenia Baracka Obamy obejrzą na miejscu jedynie wybrańcy. Chińczyków jest jednak tylu, że w Pekinie płaci się nawet za wstęp do parków, bo jakby wszyscy mogli sobie o tak wejść, to by wszystko zadeptali. A czołgi i rakiety też można zadeptać.

Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Wszyscy – za Amerykanami – od dłuższego czasu straszą, że Chiny się zbroją i nie wiadomo co z tego wyniknie: Wojna o Tajwan? Wojna o Syberię? A może atomowy pojedynek chińsko-indyjski? ChALW zrobiła jednak psikusa czarnowidzom i ogłosiła niedawno, że się zredukuje o 700 tys. ludzi. Jak tak dalej pójdzie, to przestanie być najliczniejszą armią świata, upodabniając się do… US Army. Dziś nie trzeba podbijać całego globu, by nim rządzić. Oczywista oczywistość.

Biedzie i bogactwie. W ciągu ostatnich 60 lat miliony Chińczyków się z niej wyzwoliły, ale choć partia twierdzi, że to jej zasługa, chiński skok cywilizacyjny nie byłby możliwy bez modelu japońskiego, południowokoreańskiego czy singapurskiego. Kto wie, czy Chiny demokratyczne nie byłyby dziś jeszcze potężniejsze, niż dziś. Ale to tylko spekulacje, więc dajmy sobie spokój.

Obostrzeniach z okazji 60. rocznicy. Bo o zakazie sprzedaży noży już pisałem, a zamykanie blogów i witryn internetowych antycypowali wszyscy komentatorzy. Zamykanie lotnisk, tras autobusowych i inne cuda są po prostu powtórką z olimpiady. Podobnie jak przed igrzyskami, znów zablokowano serwery programu Tor, dzięki któremu chińscy internauci omijają GFW. Tu nie ma jednak o czym gadać, tylko trzeba pomagać.

Tybecie. Bo XVII Karmpa Trinlej Taje Dordże – jedyny tak wysoki tybetański duchowny uznawany przez Indie, Chiny i część Tybetańczyków – powiedział niedawno w wywiadzie dla „Times of India„, że lubi grać w gry komputerowe, gdyż dzięki nim redukuje złe emocje. Agresja paruje, a  XVII Karmapa nie musi wychodzić – jak to ujął – na ulicę, by nakłaść przechodniom po pyskach. Istnieje pewna szansa, iż ów człowiek zajmie miejsce po XIV Dalajlamie, więc poczekajmy z komentarzem na dalszy rozwój wypadków.

O Jackiem Chanie. Polacy znają go z talentów pięściarsko-akrobatycznych, ale w Azji Chan znany jest również jako piosenkarz. Wystąpił m.in. na zakończeniu Igrzysk w Pekinie. Od kilku dni użytkownicy sieci China Mobile mogą do woli cieszyć się jego głosem, bo gdy do kogoś dzwonią, to zamiast banalnego piip-piip, usłyszą w słuchawce okolicznościową pieśń „Guojia” (国家),  czyli „Kraj”. Zamiast krytykować zawiłe ścieżki chińskiego patriotyzmu, zanućmy jednak razem z Chanem prezent od China Mobile:

O czym jeszcze nie napiszę?

O konfucjuszu. Tradycyjną datę urodzin tego wielkiego filozofa (28 września) przypomniała niedawno nawet wyszukiwarka Google. Chiny znów kochają swego wielkiego mędrca, a Google pragnie robić w Chinach wielkie interesy, więc też pokochała Konfucjusza. A przecież 80 lat temu uczestnicy tzw. Ruchu 4. Maja krytykowali Konfucjusza i ufundowany na konfucjanizmie system społeczny, który określali jako „kanibalistyczny”. Po sześciu dekadach rządów Czerwonej Dynastii, historia zatacza koło i konfucjanizm znów ma konserwować – jak za cesarstwa – chiński ustrój. Ciekawe, że Mencjusza z jego teorią Mandatu Niebios już tak nie wychwalają?

Pomyśle podświetlenia nowojorskiego Empire State Buliding na czerwono-żółto, by uhonorować chińskie święto. Bo przypuszczalnie jest to kolejna sprawka Baracka Obamy, który niechybnie już się szykuje, by uczcić z pompą 82. rocznicę Wielkiej Rewolucji Październikowej.

O pierwszym odcinku polskiej autostrady, który budują Chińczycy. Bo podobno jesteśmy pierwszym krajem w Unii Europejskiej, który podjął taki eksperyment. Dzięki nam, chińscy kulisi budowlani już niedługo mogą zalać całą Europę. A przynajmniej te jej połacie, które są pozbawione autostrad. Chociaż taka wizja wywołuje tu i tam niepokój, jak tam wolę poczekać na drogi. Na ziemiach polskich autostrady budowali już Hitler i Gierek, to i Chińczycy mogą. Byle równo.

A o czym zatem napiszę?

O pewnym facecie, który właśnie dochodzi do siebie po operacji mózgu. Nazywa sie Ai Weiwei i dostał w twarz za to, że chciał poznać prawdę o losie dzieci zaginonych w trzęsieniu ziemi w Syczuanie. Losie często tragicznym, bo wiele dzieciaków zginęło w ruinach szkół spartaczoncyh przez skorumpowanych urzędników. Było tych dzieci nawet 6 tysięcy. Trudno sobie wyobrazić taki bezmiar cierpienia.

Ai, który jest światowej sławy artystą, mógł sobie znaleźć lepsze zajęcie. Ale dokonał innego wyboru, i to już przed laty, kiedy zamiast zostać sobie w bezpiecznej Ameryce, wolał wrócić do Chin, do umierającego ojca. W ojczyźnie wiodło mu się niezgorzej (tworzył, organizował wernisaże, współprojektował główny Stadion Olimpijski w Pekinie). Zamiast jednak siedzieć cicho i robić karierę, ciągle jątrzył. I za to jątrzenie chińska policja obiła go niedawno tak, że dostał krwiaka. By żyć dalej, musiał się zdecydować na trepanację czaszki i usunięcie nadmiaru płynu, powodującego bóle głowy.

Kiedy przed olimpiadą w Pekinie opublikowałem w „Dzienniku” sylwetkę Aia, pewna polska uczona zauważyła, że ów artysta nie reprezentuje całych Chin.

A ja jednak myślę, że reprezentuje.

Szczególnie teraz.

PS Październikowy „Time” publikuje okolicznościowy komentarz Ai Weiweia „The China Paradox„.

Reklamy

4 thoughts on “60. rocznica ChRL. O czym nie napiszę?

  1. Kto wie, czy Chiny demokratyczne nie byłyby dziś jeszcze potężniejsze, niż dziś.
    A może całkiem odwrotnie? By to sprawdzić, trzeba by mieć drugie Chiny, w wersji demokratycznej i porównać.
    Czy demokracja jest zawsze lepsza od nie-demokracji?

    Polubienie

  2. Porównując Chiny z Tajwanem, Koreą Płd. i Japonią – krajami z tego samego kręgu kulturowego – trzeba odpowiedzieć, że tak: demokracja jest lepsza od dyktatury, tak jak prawda od kłamstwa.
    Oczywiście pytanie o to, jaka to będzie demokracja, to już inna historia.
    Bo demokracja może być… nieliberalna.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s