60. rocznica ChRL. O czym nie napiszę?

Co można napisać na 60 rocznicę utworzenia ChRL? Jak skomentować to wydarzenie?

Zastanawiam się od kilku dni. I przyznaję – nie mogę znaleźć odpowiedniego klucza. Dlatego wzorem „Przekroju” postanowiłem wyliczyć, że z tej okazji nie napiszę o:

Rosnącej potędze Chin. Bo rośnie nieprzerwanie od 30 lat i niedługo zapewne doścignie potęgę amerykańską. Wniosek ze wzrostu płynie taki: trzeba się uczyć putonghua. Ale o tym wiedzą już chyba wszyscy.

Defiladzie na pl. Tiananmen. To rzadka gratka, bo dotąd wojskowe pokazy zorganizowano tam zaledwie 13 razy. Chińczycy nie urządzali i nie urządzają częstych defilad, bo nie znają takiego etosu rycerskiego, jak na Zachodzie czy Japonii. Znają natomiast etos urzędniczo-wykształciuchowski (mandaryński) i to jest dopiero ciekawe zjawisko. Tłumaczy ono poniekąd, czemu Komunistyczna Partia Chin przetrwała ostatnie 60 lat. I jak przeżyła PZPR, KPZR i inne partie-siostry. Długi temat…

Czytaj dalej

Oczy, zwierciadło duszy

Brytyjscy uczeni niedawno zbadali, iż Azjaci dopatrują się emocji głównie w oczach. Ludzie Zachodu szukają zaś obrazu uczuć na całej twarzy. Skromna różnica ma dla kultury ogromne konsekwencje, które warto prześledzić.

Podawany przez autorów badań przykład to emotikony. Te zachodnie ukazuja twarz w mniej więcej naturalnych proporcjach (np. :-> albo :-*).Emotikony dalekowschodnie skupiają się natomiast na oczach, bagatelizując nos i pomniejszając usta (np. ^_^ albo o.O).

Podobnie jest zresztą w komiksie, który na Zachodzie uwypukla m.in. kulfoniaste nosy (w przypadku kreski satyrycznej), natomiast w Azji kładzie nacisk właśnie na oczy. Wielkie, lśniące oczy to znak rozpoznawczy japońskiej mangi (patrz obrazek), a brytyjskie badania tłumaczą poniekąd, czemu japońska szkoła komiksowa jest tak chętnie przejmowana w Korei, Tajlandii czy w Chinach.

Oczy to także podstawowe narzędzie pracy aktorskiej. Może dlatego Bertolt Brecht w swoim słynnym eseju o teatralnym „efekcie osobliwości” zanotował: „Gra chińskich artystów wydaje się zachodnim aktorom niezwykle chłodna” ?

Czytaj dalej

(Cz. 2) Jak Pekin został Beijingiem, czyli odczepcie się od Anglików

Oto drugi odcinek cyklu Jak pisać o Chinach i nie zwariować.  Dziś biorę się za chaotyczną pisownię chińskich nazw, która wciąż straszy w rozmaitych publikacjach.

nicolas trigault

SZKIC PETERA RUBENSA PRZEDSTAWIAJĄCY O. NICOLASA TIRGAULT W CHIŃSKIM STROJU. TRIGAULT BYŁ AUTOREM JEDNEGO Z PIERWSZYCH SYSTEMÓW TRANSLITERACJI PISMA CHIŃSKIEGO NA ALFABET ŁACIŃSKI

Każdy inteligentny człowiek zastanawiał się pewnie, czemu w Polsce mówimy Mediolan, choć cała Europa powtarza za Włochami – Milan. Podobnie jest niemieckimi Kolonią i Monachium, czy też ze stolicą Anglii – Londynem, która dla większości mieszkańców Starego Kontynentu pozostaje Londonem. A odpowiedź jest prosta: to wszystko przez łacinę. Nasi sarmaccy antenaci kochali ten język miłością neofitów i zapożyczyli zeń rozmaite nazwy geograficzne (kolejno: Mediolanum, Colonia Agrippina, Monacum i Londinium).

Jeżeli chodzi o nazwy chińskie w języku polskim, to i one mają swoją historię, choć znacznie krótszą. Na ogół trafiały one do polskiego przez inne języki europejskie, jak np. angielski czy rosyjski. W ten sposób w naszym języku zagnieździły się: Pekin, Nankin, Kanton czy Charbin. Dziś nazwy te – podobnie jak polski Mediolan z włoskim Milanem – rozjeżdżają się ze współczesnymi chińskimi nazwami, toteż trzeba się nauczyć, że Guangzhou to polski Kanton, a Nanjing to Nankin.

Czytaj dalej