Ślepi i niebezpieczni

Można stracić wzrok, ale nie stracić ducha – przekonują postaci ślepych wojowników. Buddyzm uczy, że otaczający nas świat jest ułudą. Dlatego ci, którzy nie muszą się dręczyć jego widokiem, mogą się skupić na tym, co naprawdę ważne.

W Europie takich „widzących inaczej” było niewielu i działali głównie na niwie literatury. Najsłynniejszym jest Homer, niewidomy autor Odysei i Iliady (ponoć w niektórych regionach starożytnej Grecji celowo oślepiano kandydatów na bardów, by rozwijać u nich pamięć werbalną, niezbędną do wielogodzinych recytacji). Anglicy mogą się za to pochwalić osobą Johna Miltona, który już po utracie wzroku podyktował swe opus magnum – Raj utracony.

W kulturze judeochrześcijańskiej ślepota – jak każda ułomność – to kara Boża. Przywrócenie wzroku stanowi zatem akt Bożej łaski, symbolizujący poznanie Chrystusa. Ciekawe, że Rzymianie też wierzyli, iż ich bogowie mogą przywracać wzrok. Tacyt opisuje historię pewnego Aleksandryjczyka, który poprosił cesarza Wespazjana o splunięcie. Ślina Augusta nałożona na oczy ślepca  przywróciła mu widzenie.

Z Azji pochodzi za to niespotykana wcześniej w zachodniej kulturze postać niewidomego wojownika (盲俠). Najsłynniejszy spośród nich to niewątlipwie japoński Zatoichi – masażysta, hazardzista, opój i mistrz miecza. Nakręcono o nim dziesiątki filmów, narysowano tony komiksów. Kilka lat temu w kultowego bohatera wcielił się sam Takeshi Kitano.

Ślepy jest również Mistrz Po z serialu Kung-fu (1972), który mawia, że to „oczy czynią człowieka ślepym”. Uczy tego swego adepta, odgrywanego w serialu przez Davida Carradine’a ( pomysł serii pochodził ponoć od Bruce’a Lee, który sam chciał zagrać tę rolę).

Czytaj dalej

Reklamy

Śmieci wojny (koreańskiej)

Było ich 1,2 miliona. Co trzeci nie wrócił do domu. A ci, którym się udało, przeklinali swój los. Szczególnie jeśli przeszli przez amerykańską niewolę.

Powieść War trash (2004) Ha Jina nawiązuje do klasyki „powieści jenieckiej”. Do takich tytułów, jak m.in. Most na rzece Kwai Pierre’a Boulle czy Król szczurów Jamesa Clavella, które opowiadają o Białym Człowieku w japońskiej niewoli podczas II wojny światowej. Powieść Ha Jina ukazuje wojenne zderzenie Orientu i Okcydentu a rebours – z perspektywy Chińczyka, podczas wojny koreańskiej.

Yu Yuan jest kadetem w szanghajskiej Akademii Wojskowej Huangpu. Zostaje przyjęty jeszcze za rządów Kuomintangu, ale po Wyzwoleniu wstępuje w szeregi Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Jako ochotnik wyrusza na wojnę w Korei, gdzie rychło jego oddział zostaje rozbity. Po kilku miesiącach walki partyzanckiej dostaje się do niewoli sił ONZ, zdominowanych przez Amerykanów.

Czytaj dalej

Chiński rozbiór Indii

Chiny i Indie niby się przyjaźnią jak nigdy, ale oba kraje pilnują swego

Chiny i Indie niby się przyjaźnią jak nigdy, ale oba kraje pilnują swego

Ten pomysł Polakom musi się kojarzyć jednoznacznie. Jak Chiny mogą zneutralizować indyjskiego rywala? Bardzo prosto. Wystarczy rozbić Republikę Indii na wiele zantagonizowanych państwek. A czemu? „Bo na niebie nie ma dwu słońc„, czyli w Azji może być tylko jedno supermocarstwo. Nie żadna tam Rosja, Japonia albo Indie, tylko Chiny.

Pomysł rozbioru Indii pojawił się w eseju zamieszczonym na chińskim portalu o tematyce strategicznej (www.iiss.cn). Tekst, opublikowany akurat w momencie gdy oba kraje negocjują w sprawie sporu granicznego w Himalajach, rozsierdził Indusów. Piszą o tym m.in. Financial Times, BBC i Times of India. Doszło do tego, że indyjski MSZ wydał uspokajający komunikat twierdząc, że chiński esej jest jedynie wyrazem „indywidualnej opinii”.

Czytaj dalej

Zapomniana polszczyzna

W nauce chińskiego zawsze fascynowały mnie terminy na określenie krewnych i powinowatych. W tej kwestii język Państwa Środka jest precyzyjny niczym skalpel i oddziela wyraźnie młodsze rodzeństwo od starszego, a linię męża od linii żony. Polski też był taki –  dawno, dawno temu.

W językach europejskich brat to po prostu brat. Względnie brother, bruder, брат albo frère czy inny fratello. Nie ważne czy jest starszy o 20 lat, czy młodszy o pięć. Zawsze pozostanie bratem.

W chińszczyźnie co innego. Starszy brat to gēge (哥哥), a młodszy – dìdi (弟弟). Starszego trzeba się słuchać, a młodszym można rozporządzać. Hierarchia musi być. O swoich kumplach mówi się, że to „starsi bracia” (哥们儿, gēmenr), łechcząc tym samym ich ego. O młodszym koledze albo żółtodziobie w pracy można z kolei powiedzieć xiǎodì (小弟), czyli „braciszek” albo „młodszy brat”. Można też tak nazwać samego siebie, umniejszając własną osobę, co w chińskiej etykiecie stanowi podstawową zasadę grzeczności.

Czytaj dalej