(Cz. 1) Chińskie nazwiska, czyli węgierski łącznik

Zaczynam nowy cykl – „jak pisać o Chinach i nie zwariować”. O Państwie Środka pisze się u nas bowiem i mówi coraz więcej. Ponieważ jednak wiedza sinologiczna stoi dość nisko, ciągle popełniane są te same błędy. 

Na początek problem najczęściej spotykany – chińskie nazwiska.

Czytaj dalej

Polak, Chińczyk dwa bratanki

Mówią o nim narwaniec, abnegat. Orliński naśmiewał się kiedyś z jego nieodstępnej brody, a cała branża pamięta proces o plagiat, jaki wytoczył Ziemkiewiczowi. Przypomniałem sobie te pogłoski, kiedy los mnie rzucił w paszczę lwa – do jego mieszkania. Do zagraconego pokoiku, w którym wstukuje do komputera swoje zakręcone powieści.

Kiedy ujrzałem pod ścianą biało-czerwony sztandar na bambusowej tyczce, pomyślałem, że przestał chyba dostrzegać granicę między rzeczywistością a fikcją, którą sam tworzy.

Na materiale chorągwi wyszyte były niezgrabne chińskie znaki – Hupoguo, czyli „Bursztynowe królestwo”.

A on, jakby gdyby nic, rzucił: – Sam wyszywałem.

Czytaj dalej