Menedżer klasztoru Szaolin

Shi Yongxin – nazywany „menadżerem w habicie” opat legendarnego klasztoru Szaolin – to uosobienie rozmaitych sprzeczności współczesnych Chin.

Ostatnio mnich ów znów trafił na łamy prasy, a to za sprawą kosztownej szaty, wyszywanej złotą nicią. Ubiór, wart jakieś 23 tys. dol.,  podarowała mu pewna firma jedwabnicza z Nankinu. Jej przedstawiciele przyznali, że habit – zdobiony w kwiaty lotosu i inne buddyjskie motywy – wykonano ściśle wedle zamówienia opata. Sam Shi Yongxin odciął się jednak od tej deklaracji, twierdząc, że nic podobnego. To nankińska firma sama wykazała się inwencją i hojnością.

To już nie pierwszy raz, kiedy na mnicha spływają luksusowe splendory. I nie pierwszy raz używanie mają jego krytycy, którzy wytykają, że buddyjski kler zobowiązany jest żyć w ubóstwie, wyrzekając się dóbr tego świata (czego symbolem są ogolone głowy).

W 2006 r. Shi Yongxin otrzymał luksusowy samochód od władz prowincji Henan – nagroda za wkład w rozwój turystyki. Opat niewątpliwie sprawił, że słynny klasztor stał się ważnym punktem na turystycznej mapie Chin, dyskontując popularność słynnego filmu „Klasztor Shaolin” z 1982 roku, w którym debiutował Jet Li.

Czytaj dalej