Trójkąt po chińsku, czyli wiocha kontratakuje

Dawno temu w Chinach każdy w miarę zamożny człowiek mógł mieć tyle nałożnic, ile chciał. Prócz oficjalnej pierwszej żony, mógł wziąć drugą i trzecią oraz dowolną liczbę konkubin. Wystarczyło mieć wpływy i pieniądze.

Co się z tymi wszystkimi kobitami wyrabiało? Wykształciuchy dowiadywały się m.in. ze słynnej zakazanej powieści „Jin Ping Mei” (金瓶梅), czyli „Kwiaty śliwy w złotym wazonie” (gorąco polecam, jest polskie tłumaczenie). Wieśniacy mieli za to sprośne, ludowe piosenki.

Reklamy