Słodki smak octu

%e4%b8%89%e9%85%b8%e5%9b%be

Kosztowanie octu. Zachwycony Laozi, skrzywieni Budda z Konfucjuszem.

Internety obiegła niedawno historia kapitana LOT, który zachęca pasażerów, żeby na chwilę oderwali się do codziennej rutyny. Zjawiskowego lotnika odkrył poeta Jacek Dehnel, który usłyszał w samolocie takie słowa:

Dobry wieczór państwu, mówi kapitan… lubię takie wieczorne loty, loty spokojne, jak dzisiejszy, bo wieczór to pora romantyczna, którą powinno się zapewne spędzać w inny sposób… tak czy owak, nie ma turbulencji, bo o tej porze poszły już spać, a my możemy w naszym wygodnym Embraerze, przypatrywać się światu… warto może odłożyć na bok laptopa, popatrzeć przez okno i pomyśleć o naszych bliskich, przyjaciołach, którzy gdzieś tam na nas czekają…

Czytaj dalej

Rewolucja kulturalna i inwazja z kosmosu

128215979_14418621355681n

Mija 50. rocznica wybuchu rewolucji kulturalnej. Oficjalnie nie obchodzona. Ale w najsłynniejszej ostatnio chińskiej powieści science-fiction „Santi” rewolucja zajmuje ważne miejsce. Wydarzenie historyczne, które faktycznie wpędziło chińskie społeczeństwo nieufność i mizantropię, skłania główną bohaterkę do zaproszenia na Ziemię… najeźdźców z kosmosu. Renesans science-fiction w Chinach?

Czytaj dalej

„Źródło kwiatów brzoskwiniowych”. Pierwsza chińska utopia

Źródło Kwiatów Brzoskwiniowych

Źródło Kwiatów Brzoskwiniowych, malowidło z Długiego Korytarza (长廊) w Pałacu Letnim w Peknie (颐和园).

Od dłuższego czasu fascynują mnie utopie. Jeśli się dobrze rozejrzeć po popkulturze, jest to bowiem z najbardziej żywotnych motywów, choć częściej do czynienia mamy z dystopiami, niż eutopiami [1]. Dystopie to ostatnio m.in. głośne ekranizacje jednakowych powieści z gatunku young audult science fiction post-apocalyptic adventure, takie jak serie: Divergent,  Hunger Games czy Giver.

Czytaj dalej

Dzień po Smoleńsku

wtem

Kolaż, który wystrugałem po tym, jak poprzedni prezydent wywiesił znienacka (w sierpniu 2010) tablicę poświęconą wydarzeniom po katastrofie w Smoleńsku.

Przed siedzibą SLD na ul. Rozbrat świetlista plama ze zniczy i kwiatów. Obok krzesełko, stolik i księga kondolencyjna. Portrety trójki polityków lewicy wyglądają jak żałobny tryptyk: pośrodku Jerzy Szmajdziński, po bokach – Jolanta Szymanek-Deresz i Izabela Jaruga-Nowacka.
W staromodnym gabinecie na pierwszym piętrze Leszek Miller wita nas swoim nieodłącznym uśmiechem. Opowiada o sytuacji w SLD, o katastrofie Mi-8 w 2004 roku, z której cudem uszedł cało. – To trwało sekundy – wspomina. – Za mało, by całe życie przewinęło mi się przed oczami. Za mało, bym ujrzał światełko na końcu tunelu.

Wietnam (3): Phú Quốc, czyli jak Chińczyk zwietnamszczył rajską wyspę

Pieniądze dla duchów

Lepiej późno, niż wcale… Rok z hakiem zleciał nie wiadomo kiedy, więc wrzucam ostatni post poświęcony wyprawie do Wietnamu. Konkretnie – wyspie Phú Quốc.
Czytaj dalej

Lotofagia

20151207_072957.jpg

Worki z kłączami lotosu leżą na ulicy – poranna dostawa towaru do taniej knajpki w Szanghaju.

Lotos jaki jest, każdy widzi. Wyrasta sobie pięknie wprost z błota – nieskalany. Dlatego w starożytnych Indiach uznano go za symbol czystości i doskonałości. Symbolika ta dotarła do Chin wraz z buddyzmem. Wyznawca Buddy też tapla się w błocie  („Oto się w złości ludzkiej błocie ma stopa ślizga” – narzekał Kazimierz Przerwa-Tetmajer), a jego celem jest osiągnięcie nirwany, toteż lotos naturalnie symbolizuje ów stan błogosławiony. Budda Śakjamuni zasiada na lotosowym tronie, a mnisi w świątyniach buddyjskich chętnie zakładają lotosowe stawy-ogródki. Albo hodują kwiaty w doniczkach z wodą.

Czytaj dalej

Xiaomi, czyli proso kontra jabłuszko

006 XiaomiNa dobry początek 2016 przyszło mi kupić nową słuchawkę, bo stara niestety przepadła. Wszelkie portale komórkowe pełne są zachwytów nad smartfonami Xiaomi, więc postanowiłem wpróbować aparat tej marki. Okazało się jednak, że znalezienie w Chinach firmowego salonu Xiaomi wcale nie jest takie proste. Portal Xiaomi nie podaje żadnych adresów. Mapy Google i Baidu zwaracają jakieś podejrzane wyniki. Do flagowego sklepu w Szanghaju trafiłem dopiero za drugim podejściem, choć mieszkam w odległości rzutu beretem.

Salon Xiaomi (小米之家) mieści się w jednym z budynków Szanghajskiego Muzeum Filmowego. Nie jest w żaden sposób oznaczony. Dopiero uważne przestudiowanie spisu firm w holu pozwala dowiedzieć się, że salon jest na dziewiątym piętrze. Po dotarciu na miejsce, odkrywamy, że to nie salon, tylko „fanklub” (a po chińsku „dom rodzinny” Xiaomi). Miejsce do złudzenia przypomina sklepy Apple: te same lady stylizowane na jasne drewno, podobny design i podobne tłumy potencjalnych nabywców. Podobny pomysł, aby markę wykorzystać do sprzedawania innych urządzeń: tabletów, przystawek telewizyjnych, a nawet oczyszczaczy powietrza (!).

Czytaj dalej